Zadania Socyologji, in: Przegląd Literacki “Kraju”
(Petersburg), 1887, nr 52, s. 2-4
Społeczeństwo ludzkie od wieków stanowi przedmiot badań
naukowych w różnych kierunkach. Wszakże pierwszy August
Comte w pierwszej
połowie bieżącego stulecia wygłasza nazwę «socyologji»; pojęcie zaś tej nowej
umiejętności dopiero w naszych czasach powoli się wyrabia i klaruje. Postaram się
wyjaśnić dziwne to zjawisko. W starożytnej Grecyi już zajmowano się polityką, jako
umiejętnością o państwie, a więc o zjawisku społecznem; niemniej w Grecyi jak i w
Rzymie zajmowano się badaniami antropologicznemi, a więc badano człowieka, będącego
cząstką społeczeństwa. W Grecyi i Rzymie, a następnie u narodów chrześejańskich
Europy kwitło dziejopisarstwo, którego przedmiotem również jest społeczeństwo; w
nowszych czasach powstały: etnografia, filozofja historyi, antropologja, psychologja
narodów, historya kultury ludzkiej, same umiejętności, zajmujące się w gruncie
rzeczy społeczeństwem. Cóż więc za przedmiot nowy obiera sobie socyologja? Co
spowodowało
Comte’a do szukania
nowej jakiejś umiejętności «o społeczeństwie» i zkąd pochodzi, że zacząwszy od
niego, cały szereg «socyologów» usiłuje stworzyć i rozwijać coraz dalej nową
umiejętność, jak gdyby chodziło o przedmiot nowoodkryty, podczas kiedy przedmiotem
tym nie jest żadne nowoodkryte spektrum słoneczne, ani nieznane dotąd bakterye, ale
przedmiotem tym jest to samo prastare społeczeństwo, nad którem przed grekami
jeszcze zastanawiali się filozoficznie mędrcy starożytnego wschodu?...
Rzecz prosta. Nie musiała zuać prawdziwej istoty
społeczeństwa Europa XVIII w., skoro z zapałem powitała teoryę rewolucyi francuzkiej
o wolności, równości i braterstwie ludzi. Nie znając istoty społeczeństwa, oddała
się złudnej nadziei, że potrafi tę wolność, równość i braterstwo w życie wprowadzić.
Środkiem do celu miały być nowe konstytucye, ogłaszające wzniosłe te zasady, jako
odtąd obowiązujące ustawy. Dopiero, kiedy pomimo ustaw najliberalliiejszych,
głoszących nową ewangelję o przyrodzonych prawach ludzkich, rzeczywisty stan
społeczeństwa się nie zmienił, bo nadal, jak pierwej, obok bogaczów opływających w
dostatki nędzarze z głodu umierali; nadal jak pierwej możni uciskali słabszych;
właściciele wyzyskiwali nieposiadających własności; przedsiębiorcy ciągnęli zyski z
pracy robotników i t. d., – dopiero wtedy zaczęto pojmować, że społeczeństwo innem
jest, aniżeli je sobie wyobrażali ci, którym przeobrażenie go tak łatwą się zdawało
rzeczą.
Rozmyślając nad przyczynami niepowodzeń eksperymentów
rewolucyjnych, chcących
3
zaprowadzić między ludźmi wolność, równość i
braterstwo, musiano dojść do poznania, że eksperymenty te opierały się na
niedokładnej znajomości
istoty tego społeczeństwa. Zaczęto
się więc głębiej zastanawiać nad tym przedmiotem i przekonano się, że społeczeństwo
składa się z różnych części składowych, z różnych warstw i klas społecznych, które w
ciągłej są ze sobą walce i że wzięcie w rachubę jedynie tylko
jednostek, jako części składowych społeczeństwa, prowadzi do fałszywych
rezultatów. Wtedy to po pierwszy raz socyaliści francuzcy zaczęli pisać o
burżoazyi i
robotniku, o
wielkich właścicielach ziemskich i o
wydziedziczonym ludzie, o kapitale i o pracy i t. d. Słowem przestano
rozprawiać o wolnych, równych i braterskich jednostkach, składających społeczeństwo
i państwo, a zaczęto badać wzajemne do siebie stosunki poszczególnych klas, warstw i
stanów społeczeństwa. W takim nastroju umysłów nasunąć się musiał pomysł
ustrojowości społeczeństwa. Przekonano się bowiem, że
wszelkie eksperymenty polityczne i społeczne nie odniosły pożądanego skutku i nie
spełniły rokowanych nadziei. Musiała się więc nasunąć myśl, że rozwój społeczeństwa
chyba
nie od woli ludzkiej zależy, ale na jakichś naturalnych
polega prawach, tak samo jak rozwój ustrojów zwierzęcych. Pierwszym główniej szym
przedstawicielem tej myśli był
Comte, który ją
wyraził w ten sposób, że: «trzeba
socyologje zbudować na
fundamencie
biologji». Było w tej myśli ziarnko prawdy, ale w
złudnej osłonie, która jak ognik błędny zawiodła licznych myślicieli na manowce
bezowocnych poszukiwań. Zaczęto badać społeczeństwo, jak gdyby ono przedstawiało
ustrój zwierzęcy, a odnośne poszukiwania miały stanowić treść nowej umiejętności:
socyologji. W Niemczech prócz licznych innych pisarzy,
Schäffle i
Lilienfeld napełnili takiemi poszukiwaniami i spekulacyami kilkotomowe
dzieła. Owem ziarnkiem prawdy w całej tej literaturze socyologicznej jest zdanie, że
rozwój społeczeństwa odbywa się według wyższych, niezmiennych i od woli ludzkiej
niezawisłych praw, a więc zupełnie nakształt rozwoju zjawisk naturalnych. Wszystkie
zaś owe przybory biologiczne, wszystkie te analogje między życiem i rozwojem
społeczeństw a życiem osobnika ustrojowego – mają tylko tyle wartości, ile owa siara
rzymska przypowieść Menonjusza
Agrippy, czyniąca
porównanie między rzecząpospolitą rzymską a ustrojem ludzkim. Są tu sprytne
porównania i analogje, którym jednak brak wszelkiej ścisłej podstawy naukowej.
Trzymajmy się więc owego ziarna prawdy, a odrzućmy
wszystkie te łuski poetyczne. Postawmy sobie pytanie: czy, jeśli prawdą jest, że
życie i rozwój społeczeństwa odbywają sie według stałych i niezmiennych praw, nie
można inną drogą i metodą dojść do poznania tych praw? Odpowiadam na to pytanie
twierdząco i wskazuję następną drogę.
Społeczeństwo nie jest, jak to mniemano, sumą wolnych i
równych jednostek, ale zawsze i wszędzie składa się z kilku zbiorowości, które
oddziaływają na siebie zawsze i wszędzie według jednej i tej samej bardzo prostej
zasady. Nazywamy te zbiorowości klasami, kastami, stanami lub warstwami. Każde
społeczeństwo (nie licząc w to pierwotnej, przedpaństwowej a nawet przedszczepowej
dzikiej hordy) składa się z dwóch lub więcej takich klas, stanów czy warstw. Otóż te
składniki społeczne oddziaływają na siebie zawsze i
wszędzie w ten sam sposób, to jest usiłując wzajemnie się wyzyskać. Chęć wzajemnego wyzysku grup społecznych jest duszą dziejów ludzkich
i sprężyną wszelkiego rozwoju społecznego. Jest to założenie bardzo niepiękne,
nieetyczne, niemoralne i Bóg wie jakiemi je można obłożyć jeszcze epitetami, ale
niestety jest prawdziwe i dlatego nadające się znakomicie na
podstawę dalszych poszukiwań naukowych i jako klucz,
rozwiązujący bardzo wiele zagadnień dziejowych. Rzućmy okiem na którebądź państwa,
czy nowożytne, czy starożytne, czy europejskie, czy amerykańskie. Widzimy w każdem
co najmniej klasę panującą i klasę opanowaną. Dzieje i rozwój tego państwa zależeć
będą od stosunku tych dwóch składników społecznych względem siebie i od zmian
takowego. Zmiany te zaś są nieuniknione. Bo tak samo jak ruch
jest najwyższem prawem całej natury, tak samo i w każdem społeczeństwie w stosunkach
grup społecznych względem siebie panuje ciągły ruch, podsycany wiecznie żądzą każdej
grupy rozszerzenia swojej władzy nad drugą, to jest żądzą coraz to większego wyzysku
drugiej. Te wieczne dążenia każdej grupy, a mianowicie panującej do zwiększenia i
rozszerzenia swej władzy, a opanowanej do ścieśnienia władzy
panujących i zyskania coraz większej wolności, wytwarzają
ciągły prąd życia politycznego, są przyczyną ciągłych akcyj i reakcyj jednej grupy
na drugą. Wieczna prawidłowość rozwoju stosunków społecznych pochodzi ztąd, że te
dążenia składników społecznych są w gruncie rzeczy zawsze te same, a przybierają
tylko różne formy od różnych zewnętrznych warunków życia. Tak np. klasa panująca,
osiadła na żyznych płasczyznach, utrzymuje klasę opanowaną w niewoli, zmuszając ją
do pracy rolnej i gospodarczej, podczas kiedy klasa panująca, osiadła na
nieurodzajnem wybrzeżu morskiem, leżącem u stóp skalistych gór, zmusi klasę
opanowaną do służby okrętowej, aby żeglugą dorabiać się bogactw i potęgi; w innym
znów wypadku, dajmy na to, w stepach wysoko położonych, gdzie tylko z hodowli bydła
utrzymać się można, klasa panująca użyje klasy opanowanej do służby pasterskiej i
pomocniczej przy chowie bydła. W każdym z tych wypadków stosunek między klasą
panującą a opanowaną jest w istocie rzeczy ten sam: panujący wyzyskują pracę
opanowanych. Różność zaś form tego wyzysku zależy od różności zewnętrznych warunków
życia. Donoszą nam podróżnicy o dzikich szczepach Ameryki, które, czując głód, a nie
mając pod ręką żywności, czynią wyprawę na najbliższy obcy szczep, napadają go
znienacka, a porwawszy i zabiwszy pewną ilość tych obcych, pożerają ich. Oto
najpierwotniejsza forma wyzysku; tak praktykują go barbarzyńcy, ludojady. Na wyższym
stopniu cywilizacyi, na takim np. jaki widzimy dzisiaj jeszcze u albańczyków
półwyspu Bałkańskiego, szczep silniejszy, będący w potrzebie, napada na słabszy i
zabiera mu trzody i zapasy żywności. Wyżej organizowane i na pewnym już stopniu
«kultury» stojące państwa nie czynią wypraw wojennych, aby zabrać kilka lichych
trzód i trochę zapasów żywności, ale podejmują wyprawy wojenne w celu podboju i przyłączają do zakresu panowania swego całe kraje sąsiednie, jak to np. czynił Rzym starożytny, a z
tak podbitych prowincyj ciągną następnie systematycznie korzyści w formie podatków i
różnych danin. Jeszcze wyższą formą wyzysku «obcych» jest nałożenie kontrybucyi
miljonowej lub nawet miljardowej przez zwycięzkie państwo na pobity naród sąsiedni.
Wszystkie te formy wyzysku są gwałtowne, uskutecznione przez przemoc fizyczną.
Dzieje ludzkie i rozwój społeczny przedstawiają nam także cały szereg form wyzysku
innego rodzaju, uskutecznionego nie przemocą ale podstępem, najczęściej kupieckim,
który atoli w wielu razach nie da się uskutecznić bez pomocy państwowej. Jeżeli
dajmy na to Anglja zmuszała kolonje swe zamorskie do nabywania wyrobów wyłącznie
angielskich, nie pozwalając okrętom innych państw prowadzić handlu z temi kolonjami,
to była to forma wyzysku, uskutecznionego nie tyle środkami gwałtownemi, ile
podstępem kupieckim, czyli, jak to się nazywa «polityką handlową». Dzieje
dyplomatyczne państw, dzieje traktatów handlowych przedstawiają nam nieskończony
szereg walk o wyzysk, prowadzonych nie środkami gwałtownemi, ale raczej podstępem.
Jeżeli np. jakiś naród handlowy europejski monopolizuje w posiadłościach swych
zamorskich handel z jakimś artykułem, krajowcom tamtejszym niezbędnie potrzebnym
bądź to do utrzymania życia, bądź do zaspokojenia pewnych nieprzezwyciężonych
nałogów (takim artykułem np. jest opium), to prowadzenie wyłączne tego handlu jest
jedną z form pokojowych wyzysku obcej ludności. Wyzyski te odbywają się nietylko od
szczepów ku szczcpom w stanie przedpaństwowym i od państw ku państwom w czasach
historycznych i na stopniu wyższej cywilizacyi, ale także w obrębie każdego państwa
od klass ku lassom, od stanów ku stanom, słowem w stosunkach wzajemnych między
pojedyńczemi składnikami społecznemi państwa. Te wyzyski
społeczne wśródpaństwowe odbywają się już tylko w formach prawnych, gdyż państwo, jaku organizacya panowania na
podstawie porządku prawnego, nie pozwala ani na działanie gwałtowne przemocy, ani
podstępu. Jeżeli zatem klasa panująca zaprowadza w kraju pańszczyznę i na mocy prawa
tego żąda od włościan pracy pańszczyźnianej, to jest to wyzysk w formie prawnej.
Jeżeli np. w Niemczech wpływ stronnictwa junkrów przeprowadza cło na zboże rosyjskie
i ceny zboża w Niemczech sztucznie podwyższa, to jest to wyzysk ludności spożywczej
w formie prawnej.
Zapatrując się na dzieje państw i społeczeństw z tego
stanowiska wzajemnych usiłowań wyzysku w najrozmaitszych jego formach, przekonamy
się wnet, że duszą dziejów ludzkich jest walka różnorodnych grup
społecznych o byt za pomocą wyzysku, który znowu najłatwiej uskutecznić się
daje przez panowanie, wskutek czego ta walka społeczna wszędzie i zawsze przyjmuje
formę walki o panowanie. Ze względu na umiejętność jest to
wielką korzyścią, jeżeli się może wszystkie zjawiska dziejów społecznych sprowadzić
do jednego wspólnego mianownika, albowiem tym sposobem zyskuje się nietylko klucz do
umiejętnego rozwiązania wielkiej zagadki dziejowej, której żadna dotychczas
umiejętność polityczna, ani nawet filozofja historyi wyjaśnić nie mogły, ale co
więcej, otrzymuje się możność przewidywania w danych stosunkach przyszłego rozwoju
zjawisk społecznych i politycznych. Dopiero zaś ta ostatnia możność jest
ukoronowaniem wszelkiej umiejętności, której największa wartość polega właśnie na
tem, że poznawszy raz prawidłowość przebiegu zjawisk w
przeszłości, potrafi nietylko pojąć z zasady przyczynowości zjawiska
teraźniejsze, ale przewidzieć przebieg ich przyszły. Otóż tą umiejętnością,
która bada stosunki wzajemne grup społecznych, stara się poznać prawa rozwoju tych
stosunków i takowe formułuje – jest socyologja. Co
umiejętność tę od wszystkich poprzednich, zajmujących się społeczeństwem odróżnia,
to jest, że w rachubach swych pomija ona zupełnie jednostkę i liczy tylko grupami.
Wychodzi ona bowiem z założenia, że jednostka jest ślepem i bezwiednem narzędziem
grupy; że nie wola jednostki, ale interes grupy rozstrzyga
zawsze i wszędzie o kierunku działań publicznych, o rozwoju społecznym i o losach
walk społecznych. Tylko takie zapatrywanie się na społeczeństwo daje socyologji
podstawę umiejętną, bo tylko na interesie grupy społecznej,
który zawsze w gruncie rzeczy jest ten sam i zawsze z całą ścisłością da się
sprawdzić, może polegać jako na fakcie pewnym, z którego
następnie dają się wyprowadzać wnioski umiejętne, podczas kiedy wszelkie obliczenia,
które się gruntują na istocie, usposobieniu i naturze jednostki, są niepewne i
złudne. Jednostka łatwo zawiedzie; ulega ona w działaniu swem zboczeniom, które się
obliczyć nie dadzą. Inaczej się ma rzecz z grupami społecznemi. Idą one zawsze i
wszędzie drogą interesu swego, który się da umiejętnie zbadać
i stwierdzić.
Życie grup społecznych i wzajemne tychże stosunki wydają
nadto cały szereg zjawisk, które nazywam psychiczno-społecznemi i które również
należą do zakresu przedmiotów socyologji, bo są rezultatami życia
i rozwoju tych grup. Takiem zjawiskiem jest mowa ludzka, religja,
moralność, prawo i t. p. Wytłómaczenie zjawisk tych z natury i istoty jednostki
pozostaje zawsze niedostatecznem. Tylko pożycie wspólne grupy tłómaczy powstanie
języka; tylko w gromadach ludzkich powstały religje i porządki moralne i tylko z
zetknięcia się różnorodnych grup powstało prawo.
Nie sposób w szczupłych ramach, zakreślonych niniejszemu
sprawozdaniu, roztoczyć choćby w zarysach
socyalne tworzenie
się,
4
powstanie i rozwój tych zjawisk społeczno–psychicznyeh. Dość
powiedzieć, że do zadań socyologji należy wykazać, jak z prawidłowego życia grupy
społecznej i z koniecznych działań i oddziaływań grup tych względem siebie zjawiska
te wynikają z koniecznością naturalną.
Mogę tutaj dotknąć tylko jeszcze jednej kwestyi
najważniejszej, od której rozwiązania zależy ugruntowanie całej socyologji w
historyi naturalnej ludzkości. Jest to kwestya początków
antropologicznych rodu ludzkiego. Zapatrując się bowiem na rozwój społeczny jako na
wynik działań i oddziaływań różnorodnych grup społecznych na siebie, musi się
nasunąć pytanie: czy to zawsze tak było? A pytanie to jest kardynalneni, od którego
wyjaśnienia zależy cała umiejętna podstawa socyologji. Jeżeli bowiem rozwój
społeczny czyli raczej proces społeczny odbywa się jak każdy inny proces naturalny,
jako wynik stałych praw, działających z koniecznością naturalną, to i nie mógł on
nigdy a nigdy odbywać się
inaczej. Jeżeli np. przyrodnik
stwierdza dzisiaj, że promienie słońca, padając na teren wilgotny, wywołują
parowanie: to nie może on wątpić ani chwili, że proces ten odbywał się tak samo
przed miljonami lat – że wtedy jak i dzisiaj promienie słońca padając na ziemię
wilgotną, wywoływały parowanie. Nie inaczej rozumować musi socyolog. Jeżeli poznaje,
że w ciągu czasów historycznych i w teraźniejszości rozwój społeczny jest wynikiem
wzajemnego oddziaływania na siebie
różnorodnych grup
społecznych: nie może on przypuścić, że rozwój ten kiedykolwiek inaczej się odbywał,
innemi rządzony był prawami. W ścisłej konsekwencyi zaś tego zapatrywania musi on
odrzucić jednoplemienność czyli monogenizm rodu ludzkiego i przeciwstawić mu
hypotezę. wieloplemienności czyli poligenizmu. Szczęściem ta ostatnia hypoteza
daleko więcej ma podstaw naukowych niż pierwsza i niezależnie od konsekwencyj
rozumowań socyologicznych, przyjętą już była dawniej przez przyrodników,
antropologów i filozofów jako jedynie racyonalna. Między nowożytnymi przyrodnikami
znaczny poczet znakomitości, jaknp.
Aggasiz, oświadczył
się za poligenizinem, a wreszcie sam
Darwin dalekim jest
od hypotezy monogenizmu. Przyjąwszy zaś poligenizm jako punkt wyjścia, proces
społeczny od samego początku staje się zrozumiałym. Gdziekolwiek w samych
pierwiastkach rodu ludzkiego, wśród niezliczonych różnorodnych gromad ludzkich
nastąpiły spotkania się wrogich gromad, tam
nastąpić musiała
walka o wyzysk wzajemny, o byt i o panowanie, zupełnie tak samo, jak to dzisiaj
wszędzie i zawsze ma miejsce. Cała różnica między stanem pierwotnym a późniejszym i
dzisiejszym leży w tem, że pierwotna różność pojedyńczych gromad była czysto rasową:
podczas kiedy z postępem rozwoju społecznego coraz to więcej różnorodnych (rasowo)
gromad zlewało się we wspólne większe ciała społeczne, co następowało przez
opanowanie jednych przez drugich i przez stałe organizacye panowań, czyli
państwa. Przez wspólny bowiem pobyt różnorodnych pierwotnie
składników społecznych, przez obcowanie z sobą choćby nawet w stosunkach panowania a
względnie poddaństwa, zacierały się powoli dawne odrębności językowe, religijne,
obyczajowe i to tak, że pierwotna różnorodność ustąpiła z czasem miejsca pewnej
wspólności politycznej lub narodowej. Tak utworzone amalgamaty polityczne i narodowe
stanowiły znowu czynniki
jednolite w dalszym procesie
społecznym, w stosunkach do innych, podobnie powstałych amalgamatów. Tym sposobem
miejsce pierwotnych różnic czysto rasowych między walczącemi z sobą hordami i
hordami zajęły dzisiaj różnice polityczne i narodowe walczących z sobą o panowanie i
pierwszeństwo
państw i narodów.
Ze wskazówek powyższych czytelnik może powziąć wyobrażenie
o szerokim zakresie badań socyologicznych, a zarazem o zasadniczej różnicy między
pojęciem socyologji u
Comte’a,
Schäfflego,
Lilienfelda i
innych dotychczasowych (z wyjątkiem
Spencera), a tą
najnowszą umiejętności tej fazą. Wspólne z owymi socyologami mamy przekonanie, że
rozwój społeczny i dzieje społeczeństw odbywają się według stałych praw naturalnych,
jak każdy inny proces naturalny, i że poznanie tych praw jest zadaniem socyologji;
różni nas od nich jednak sposób pojmowania istoty tego procesu. Podczas kiedy za
Comte’m,
Schäffle,
Lilienfeld a nawet po części i
Spencer proces ten
uważają za
biologiczny, my odrzucamy stanowczo wszelkie
analogje biologiczne i pojmujemy istotę tego procesu jako zupełnie odrębną,
przedstawiamy proces ten socyalny jako proces naturalny
sui
generis
[1]
)