In case of further interest in archive documents please contact gerald.mozetic@uni-graz.at or reinhard.mueller@uni-graz.at
[home]
Zarys socyologii, in: Prawda, nr 27, 22.6.1885, 318-320
Zarys socyologii
Ludwik Gumplowicz
318
[1]
Myśl stworzenia umiejętności o społeczeństwie tkwi już bez wątpienia w systemach materyalistycznych encyklopedystów XVIII w., którzy wszystkie zjawiska natury i świata społecznego usiłowali wyjaśnić i wywieść z jednej zasady, z jednego pierwiastku. Do tych systemów należy sławny „system natury” Holbacha, wydany w końcu zeszłego wieku po francusku pod pseudonimem: Mirabaud. Znakomity ten filozof z zasadniczych sił przyciągania i odpychania tłomaczy nam nietylko krążenie ciał niebieskich, życie roślin i zwierząt, ale nawet dzieje społeczne i polityczne. Holbacha wyprzedził pod pewnym względem nowożytną filozofie monistyczną. Niechaj o tem przekona ustęp z dzieła jego. „We wszystkich zjawiskach życia człowieka, od kolebki aż do grobu, nie widzimy nic innego, jak tylko jeden ciąg przyczyn i skutków koniecznych, wynikających z praw powszechnych, rządzących całą naturą. Sposób działania człowieka, jego uczucia, myśli, namiętności, chęci, czyny – są to następstwa konieczne własności jego i własności jestestw, które go otaczają.” W tym i podobnych ustępach dzieła Holbacha leży zaród nietylko monizmu ale i socyologii nowożytnej. Jednak dopiero uczeń St. Simona, August Comte wypowiedział jasno myśl i zdanie nowej umiejętności, której zarazem nadał nazwę. „Trzeba stwierdzić – powiada on – możliwość stworzenia i uprawiania umiejętności społecznej na wzór umiejętności ścisłych; trzeba oznaczyć właściwość jej i położyć jej podstawy.” Jaka to ma być właściwość, jaki charakter tej nowej nauki-wynika z następujących słów Comte’a : „Podporządkowanie ludzkości pod prawo nieprzerwanego rozwoju, które nam przedstawia ewolucyę obecną, jako następstwo przemian dawniejszych, stanowić będzie wyłączny charakter nowej filozofii?” Gdyby nam Comte jeszcze tylko wyjaśnił, na czem polega ten rozwój, ta ewolucya, gdyby nam dał wyraźne i dobitne znaczenie i pojęcie tego wyrazu, wtedy możnaby było uznać, że z założonego sobie zadania wywiązał się należycie. Tego uznania jednak, niestety, Comte’owi odmówić musimy. Na jego pojęcie rozwoju ludzkości (ewolucyi) trudno się zgodzić. Polega ono, na bowiem zupełnie na owem zdaniu Pascala, że „następujące po sobie w długim ciągu wieków pokolenia ludzkości, powinny być uważane jako jeden człowiek, który żyć nie przestaje...” Otóż Comte mniema, że „socyologia jest spełnieniem formuły Pascala i przedstawia rodzaj ludzki jako niezmierną jedność, której różne części przyczyniają się do ewolucyi powszechnej.” W tym poglądzie leży zasadniczy błąd – biorąc ludzkość, jako jedność, za punkt wyjścia, niepodobna rozwinąć teoryi socyologicznej. Ludzkość bowiem nie była nigdy taką jednością, ani nią nie jest. Chcąc dojść do poznania prawdziwych prawd, rządzących życiem społecznem, trzeba przedewszystkiem o ich podmiocie mieć wyobrażenie, odpowiadające rzeczywistości. W rzeczywistości zaś ludzkość składała się zawsze z niezliczonej ilości gromad, szczepów i plemion, które nawzajem starały się wyzyskiwać, podbijać, ujarzmiać itd. Tylko biorąc rzeczy tak, jak one istotnie są, zapatrując się na nie trzeźwo, bez wszelkich uprzedzeń, ani uczyć, można poznać właściwą ich naturę i prawa, według których się rozwijają. I następcy Comte’a grzeszyli tym błędem: mieli badać rozwój ludzkości, o której zupełnie fałszywe, najczęściej monogenistyczne posiadali wyobrażenie. Herbert Spencer również, jakkolwiek trzeźwo bada stosunki gromad ludzkich, niejasnym jest co do ogółu ludzkości. Znana jego formułka „ewolucyjna” zdaje się mieć za podmiot ludzkość jako jedność, choć właściwie lepiejby się stosowała do niezliczonej mnogości gromad ludzkich, wstępujących z sobą w zapasy i walki o panowanie.
W każdym razie wszakże Spencer jest prawdziwym twórcą Socyologii, jako umiejętności, i bez porównania wyżej stoi niż rzekomi następcy jego Schäffle i Lilienfeld, którzy
319
się gubią w labiryncie podobieństw miedzy życiem społecznem a życiem organizmów. Natomiast najobfitszego materiału dostarczył Socyologii Profesor berliński Bastian w licznych dziełach swoich etnologicznych, cenne zaś przyczynki zawdzięczamy Lipertowi, który pisał o rozwoju rodziny i kapłaństwa. [2]
Głównym szkopułem, o który rozbijały się dotąd wszelkie wysiłki zbudowania umiejętnego systemu socyologii, była, obok wspomnianego już fałszywego pojęcia o ludzkości, niejasność, co do natury zjawisk i praw społecznych. Podstawą bowiem wszelkiego badania jest dokładne rozróżnienie zjawisk i poznanie odrębnej natury każdego ich rodzaju. Na pierwotnych zaś stopniach rozwoju nauki, zwłaszcza przyrodniczej, rozróżnienia te są bardzo powierzchowne. I tak badacze natury pierwotnej rozróżniali tylko zjawiska (czy istoty) martwe i żywotne, w miare dostrzegania w przedmiotach życia lub martwoty. Postęp przyrodoznawstwa spowodował podział na zjawiska organiczne i nieorganiczne, podział polegający już na głębszej znajomości rzeczy, niż pierwszy. Następnie dzielono zjawiska na nieorganiczne, organiczne i psychiczne, i przeciwstawiano te ostatnie, jako mające źródło swe w duszy ludzkiej, pierwszym będącym tylko wyrazem ślepych sił przyrody. Po za ten podział jednak na zjawiska organiczne, nieorganiczne i psychiczne nie posunięto się jeszcze na przód. Nie zachodziła tego potrzeba, albowiem wszelkie objawy społeczne uważano za wypływ działalności wolnej woli człowieka, wolnej jego duszy i podciągnięto je pod rubrystykę psychicznych. W tem jednak spoczywał gruby błąd. Zjawiska, bowiem społeczne nie są wynikiem duszy jednostki, ale owszem niajpotężniejszym czynnikiem, wpływającym na ukształcenie jej. Nie jednostka rządzi i kieruje zjawiskami społecznymi, ale one rozstrzygają o jej losie. Społeczne więc zjawiska nie są psychicznemi – prędzejby raczej psychiczne w pewnem znaczeniu można by podciągnąć pod społeczne. Pod ostatniemi rozumieć musimy takie, które nam się przedstawiają zawsze tylko w skutek współdziałania dwóch lub więcej zbiorowości społecznych. Podbój, urządzenie państwa, walki ekonomiczne – oto są zjawiska społeczne.
Uznawszy zaś raz odrębny charakter tych objawów, nie zawisłych od woli, ani od działalności jednostek, dochodzimy w dalszym ciągu do poznania, że objawy te podlegają pewnym prawom odrębnym, według których odwiecznie i stale powstają, przechodzą pewne koleje i rozwoje i znów znikają. Prawa te odszukać i badać jest zadaniem socyologii. W tym celu jednak i aby się ustrzedz wielu omyłek poprzedników, rozróżnić wypada odrębne prawa, ujawniające się nam w każdej dziedzinie zjawisk z osobna od praw ogólnych, rządzących zarówno zjawiskami wszystkich wspominanych dziedzin. Takiemi ogólnemi prawami np. prawo przyczynowości, mocą którego w żadnej dziedzinie (więc i w dziedzinie psychicznej) żadne zjawisko nie występuje bez przyczyny; prawo rozwoju które również ujawnia się we wszystkich dziedzinach zjawisk, bo czy to organizmy roślinne czy zwierzęce, czy umysł jednostki, czy ustrój państwowy – wszystkie podlegają rozwojowi, tylko że w każdej z dziedzin ogólne to prawo inaczej się wyraża, a więc w organicznej wzrostem fizyologicznym, w dziedzinie psychicznej zgłębianiem myśli i rozszerzeniem się widnokręgu umysłowego, w społecznej powiększeniem się państw, pomnożeniem ich środków materyalnych itd. Błędem zaś poprzednich socyologów było, że mieszali za sobą te różne wyrazy i sposoby ujawniania się ogólnego prawa rozwoju, zamiast zostawić każdemu rodzajowi zjawisk właściwą mu naturę. Ta fałszywa metoda gmatwała i zaśmiecała myśli. Dalszemi prawami ogólnemi są: Prawidłowości rozwoju; peryodyczność; ogólna celowość; wieczna tożsamości sił, i wieczna tożsamość procesów społecznych, nareszcie równoległość ( paralelizm) tych procesów, t.j. że jednakie odbywają się równocześnie na różnych punktach ziemi, pod wpływem tych samych warunków.
W najogólniejszych formach łatwo wykazać panowanie tych praw we wszystkich dziedzinach, ale, aby te zjawiska w nich pojąć i wytłomaczyć prawa ogólne nie są dostateczne; trzeba raczej wyśledzić szczegółowe prawa, objaśniając nam poszczególne zjawiska szczególnych dziedzin. Tak np. można mówić zarówno o roślinie jak i o państwie, że się w rozwija; pojęcie to rozwoju stosuje się w ogólnem swem znaczeniu do rośliny tak dobrze, jak i do państwa. Ale jeżeli chcemy zrozumieć i wytłumaczyć właściwą każdemu z tych dwóch zjawisk naturę, musimy mówić o rośnięciu rośliny i o zwiększeniu się tertoryalnym państwa i gromadzeniem przezeń bogactw i zasobów. Otóż, socyoligia nie może poprzestawać na owych ogólnych prawach, ale winna szukać szczegółowych praw społecznych. Będą to takie, które rządzą wzajemnymi stosunkami i oddziaływaniami żywiołów społecznych. Żywiołem zaś takim nie jest jednostka, która nie liczy się wcale w procesie społecznym. Proces ten odbywa się tylko miedzy grupami, między zbiorowościami. Z niemi to tylko socyologia ma do czynienia. Takiem zbiorowościami są państwa; w państwach stany i klasy; w stosunkach przedpaństwowych szczepy i ludy – a jeżeli badanie posuniemy do najwcześniejszych początków ludzkości – pierwotne gromady. Skąd one się wzięły – odpowiedź na to pytanie socyologia zostawia innym umiejętnością.
Te gromady pierwotne, których musiała być na ziemi niezliczona ilość, są jednolite w sobie; czują się jako takie a zarazem maja głębokie poczucie swej różności od innych gromad. Walka na zabój z każdą obcą, trzymanie się swojej i wzajemna pomoc między swoimi – oto wrodzone instykta ludzi pierwotnych.
Celem tych walk jest, (mianując go wyrazem najogólniejszym) – wyzysk. Zależnie od stopnia kultury wyzysk ten objawia się w różnej formie. Dzika gromada napada na obcą, żeby jej członków pozabijać i zjeść. Wyżej nieco stojąca napada na innych w zamiarze łupienia i rabowanie, porywania kobiet i dzieci lub nareszcie pozyskania niewolników. Uprowadzenie kobiet i niewolników jest ważnym momentem w procesie socjalnym; tym sposobem bowiem tworzą się pierwsze ogniwa łączące z sobą antropologicznie różnorodne gromady ludzkie.
Ujarzmienie zaś obcej gromady i utworzenie z niej stanu niewolników, daje zarazem początek rozwojowi społecznemu. Panowie i niewolnicy – oto początek państwa. Stosunek ich wzajemny, dążenia ich obopólne są wszędzie i zawsze w gruncie rzeczy te same, albowiem wypływają koniecznie ze stanowiska – że tak powiem – gospodarczego, zajmowanego przez te pierwsze dwa stany społecznego w organizacyi państwa. Jeżeli między te dwa stany wsuwa się obcy żywioł, kupiecki, co najczęściej się zdarza, wtedy owa organizacya w rozwoju swoim przechodzi na dalszy, wyższy szczebel. Utworzony bowiem wtedy stan średni, idąc za naturalnym popędem swoich interesów, stara się wyzyskiwać i jednych i drugich i panów i niewolników, a tem samym podnieca całe życie społeczne, pobudza i jednych i drugich do silniejszej czynności społecznej, wywołując reakcye z góry i od dołu, i wikłając tę walkę społeczną, która stanowi duszę wszelkiego rozwoju cywilizacyjnego.
Niewolnicy, panowie i stan średni – oto główne trzy żywioły wszelkiego ustroju państwowego – które zarazem wszędzie i zawsze mają początek samorodny (autogenetyczny) to jest nie są wynikiem rozwoju społecznego, ale tkwą w różnorodności szczepowej. Natomiast rozwój społeczny daje początek i wytwarza inne jeszcze stany i klasy, które zatem nazwać należy rozwojowemi (ewolucyonistycznemi). Powstanie tych ostatnich wywoływane jest zawsze jakiemiś ogólnemi potrzebami społecznemi. Gdzie tylko taka potrzeba występuje, tam wnet powstaje stan odrębny, który ją zaspakaja. Tak np. przemysł fabryczny w nowszych czasach zrodził stan robotników – zawsze zaś i wszędzie od najdawniejszych czasów potrzeba moralna zaspokojenia umysłu ludzkiego, względem otaczających i niepokojących go tajemnic i zagadnień życia i świata, wywoływała powstanie stanu kapłanów.
Raz utworzone stany rozwojowe, rekrutujące się z pierwszych trzech samorodnych, oddzielają się od reszty społeczeństwa jako odrębne grupy czy klasy, mające osobne swe interesy, których istotę najogólniejszym wyrazem również nazwać by można wyzyskiem tej reszty.
Każda taka grupa, każda taka społeczność zachowuje się względem innych wiecznie według tych samych prawideł – dąży nieodzownie do coraz większego wyzysku innych społeczności i klas, stara się zapewnić sobie niezawisłość, swobodę itd. Prawidłowe te i konieczne wzajemne akcye i reakcye stanów i klas społecznych względem siebie wytwarzają różne zjawiska socyalne, psychicznej natury – jak np. religię, moralność, prawo itd. Moralność jest ogółem tych form postępowania, które bądź to w jednej odrębnej grupie, bądź w kilku grupach społecznych ustalają się jako potrzebom tychże najwłaściwsze; prawo wydobywa z całego obszaru moralności jedne lub drugie co najważniejsze formy i ogłasza je jako obowiązujące ogół. Wypływa ono tym sposobem z moralności; ale bezustanny, acz powolny rozwój społeczeństwa i moralności powoduje, że często prawo staje w sprzeczności z nową moralnością, która od dawnej, będącej jego źródłem, zbyt daleko odbiegła.
Jednostka jest wynikiem swej grupy, a owe czynniki społeczno-duchowe, jak: religia, obyczaj, moralność, prawo itd. Wpływają na jej ukształcenie moralne. Jednostka taką jest i tak działa, jaką ją wytworzyła grupa i jakiemi wyobrażeniami moralnemi ją wyposażyła. Ani inną być, ani inaczej działać nie może. Jest to bowiem złudzenie tylko, jakoby ona własne miała myśli i dążenia; jej myśli są myślami wyrobionemi w jej grupie, a dążenia są tylko cząstką dążeń zbiorowych. Prawidłowości i konieczności socyalnej żadna jednostka przełamać nie może. W procesie dziejowym jednostki nie ważą, tylko grupy. Czasem jedynie wzbijający się osobnik przewodni budzi pozór samodzielnej akcyi lub nawet kierownictwa; jest on wszakże nie mniej bezwładną tylko cząstką swej grupy, pędzoną prądem jej myśli i dążeń.
Prócz prawidłowych i koniecznych wzajemnych oddziaływań grup społecznych i tych wpływów moralnych, jakie one na składające je jednostki wywierają, ostatni przedmiot badań socyologii stanowią pewne ogólne zjawiska, występujące na tle całego procesu dziejowego, co do których filozofia historyi dotychczas nie osiągnęła stanowczych rezultatów. Zjawiska te, zatem nie są dotychczas jeszcze stwierdzone, jeno przełyskują w kwestyach filozoficznych. Taką kwestyą jest zagadnienie postępu ludzkości, sprawiedliwości dziejowej itp. Socyologia rozwiązuje zagadnienia
320
te na tle ściśle umiejętnem, uważając dzieje ludzkości jako nieustannie odnawiający się proces naturalny, odbywający się według jednych i tych samych stałych, odwiecznych praw, nie dający się podciągnąć pod żadne inne wyższe cele ostateczne, jeno pod bezwzględne działanie przyczynowości. Z tego punktu widzenia niepodobna dziejom ludzkim przyznać innego postępu, jak tylko ten, który leży w peryodycznie odnawiającym się rozwoju pojedynczych społecznych organizacyj; ani też przyjąć inną sprawiedliwość historyczną, jak tylko odpowiedniość skutków do przyczyn.
Oto są główne myśli, które starałem się przeprowadzić i uzasadnić w wydanej świeżo w Wiedniu książce: Grudriss der Sociologie.
L. Gumplowicz.
1Chetnie czyniac zadosc wezwaniu szan. Redakcyj przesyłam Prawdzie krótkie streszczenie wydanego przezemnie świeżo w jezyku niemieckim „Zarysu Socyologii” (Grundriss der Soziologie, Wiedeń 1885)
2Nam się zdaje, że tu także i to w pierwszym rzędzie należałoby postawić Morgana. Red