Myśl stworzenia umiejętności o społeczeństwie tkwi już bez
wątpienia w systemach materyalistycznych encyklopedystów XVIII w., którzy wszystkie
zjawiska natury i świata społecznego usiłowali wyjaśnić i wywieść z jednej zasady, z
jednego pierwiastku. Do tych systemów należy sławny „system natury”
Holbacha, wydany w końcu zeszłego wieku po francusku pod pseudonimem:
Mirabaud. Znakomity ten filozof z zasadniczych sił przyciągania i odpychania
tłomaczy nam nietylko krążenie ciał niebieskich, życie roślin i zwierząt, ale nawet
dzieje społeczne i polityczne.
Holbacha wyprzedził
pod pewnym względem nowożytną filozofie monistyczną. Niechaj o tem przekona ustęp z
dzieła jego. „We wszystkich zjawiskach życia człowieka, od kolebki aż do grobu, nie
widzimy nic innego, jak tylko jeden ciąg przyczyn i skutków koniecznych,
wynikających z praw powszechnych, rządzących całą naturą. Sposób działania
człowieka, jego uczucia, myśli, namiętności, chęci, czyny – są to następstwa
konieczne własności jego i własności jestestw, które go otaczają.” W tym i podobnych
ustępach dzieła Holbacha leży zaród nietylko monizmu ale i socyologii nowożytnej.
Jednak dopiero uczeń
St. Simona, August
Comte wypowiedział jasno myśl i zdanie nowej umiejętności, której zarazem
nadał nazwę. „Trzeba stwierdzić – powiada on – możliwość stworzenia i uprawiania
umiejętności społecznej na wzór umiejętności ścisłych; trzeba oznaczyć właściwość
jej i położyć jej podstawy.” Jaka to ma być właściwość, jaki charakter tej nowej
nauki-wynika z następujących słów
Comte’a :
„Podporządkowanie ludzkości pod prawo nieprzerwanego
rozwoju,
które nam przedstawia ewolucyę
obecną, jako następstwo
przemian dawniejszych, stanowić będzie wyłączny charakter nowej filozofii?” Gdyby
nam
Comte jeszcze tylko wyjaśnił, na czem polega ten rozwój, ta ewolucya, gdyby
nam dał wyraźne i dobitne znaczenie i pojęcie tego wyrazu, wtedy możnaby było uznać,
że z założonego sobie zadania wywiązał się należycie. Tego uznania jednak, niestety,
Comte’owi odmówić musimy. Na jego pojęcie rozwoju ludzkości (ewolucyi)
trudno się zgodzić. Polega ono, na bowiem zupełnie na owem zdaniu
Pascala, że „następujące po sobie w długim ciągu wieków pokolenia ludzkości,
powinny być uważane jako
jeden człowiek, który żyć nie
przestaje...” Otóż
Comte mniema, że
„socyologia jest spełnieniem formuły
Pascala i
przedstawia rodzaj ludzki jako niezmierną
jedność, której
różne części przyczyniają się do
ewolucyi powszechnej.” W tym
poglądzie leży zasadniczy błąd – biorąc ludzkość, jako
jedność, za punkt wyjścia, niepodobna rozwinąć teoryi socyologicznej. Ludzkość
bowiem nie była nigdy taką jednością, ani nią nie jest. Chcąc dojść do poznania
prawdziwych prawd, rządzących życiem społecznem, trzeba przedewszystkiem o ich
podmiocie mieć wyobrażenie, odpowiadające rzeczywistości. W rzeczywistości zaś
ludzkość składała się zawsze z niezliczonej ilości gromad, szczepów i plemion, które
nawzajem starały się wyzyskiwać, podbijać, ujarzmiać itd. Tylko biorąc rzeczy tak,
jak one istotnie są, zapatrując się na nie trzeźwo, bez wszelkich uprzedzeń, ani
uczyć, można poznać właściwą ich naturę i prawa, według których się rozwijają. I
następcy
Comte’a grzeszyli tym błędem: mieli badać rozwój ludzkości, o której
zupełnie fałszywe, najczęściej monogenistyczne posiadali wyobrażenie. Herbert
Spencer również, jakkolwiek trzeźwo bada stosunki
gromad
ludzkich, niejasnym jest co do
ogółu ludzkości. Znana
jego formułka „ewolucyjna” zdaje się mieć za podmiot ludzkość jako
jedność, choć właściwie lepiejby się stosowała do niezliczonej mnogości
gromad ludzkich, wstępujących z sobą w zapasy i walki o panowanie.
W każdym razie wszakże
Spencer jest
prawdziwym twórcą Socyologii, jako umiejętności, i bez porównania wyżej stoi niż
rzekomi następcy jego
Schäffle i
Lilienfeld, którzy
319
się gubią w labiryncie podobieństw
miedzy życiem społecznem a życiem organizmów. Natomiast najobfitszego materiału
dostarczył Socyologii Profesor berliński
Bastian w licznych
dziełach swoich etnologicznych, cenne zaś przyczynki zawdzięczamy
Lipertowi, który pisał o rozwoju rodziny i kapłaństwa.
[2]
Głównym szkopułem, o który rozbijały się dotąd wszelkie
wysiłki zbudowania umiejętnego systemu socyologii, była, obok wspomnianego już
fałszywego pojęcia o ludzkości, niejasność, co do natury zjawisk i praw społecznych. Podstawą bowiem wszelkiego
badania jest dokładne rozróżnienie zjawisk i poznanie odrębnej natury każdego ich
rodzaju. Na pierwotnych zaś stopniach rozwoju nauki, zwłaszcza przyrodniczej,
rozróżnienia te są bardzo powierzchowne. I tak badacze natury pierwotnej rozróżniali
tylko zjawiska (czy istoty) martwe i żywotne, w miare dostrzegania w przedmiotach
życia lub martwoty. Postęp przyrodoznawstwa spowodował podział na zjawiska
organiczne i nieorganiczne, podział polegający już na głębszej znajomości rzeczy,
niż pierwszy. Następnie dzielono zjawiska na nieorganiczne, organiczne i psychiczne,
i przeciwstawiano te ostatnie, jako mające źródło swe w duszy ludzkiej, pierwszym
będącym tylko wyrazem ślepych sił przyrody. Po za ten podział
jednak na zjawiska organiczne, nieorganiczne i psychiczne nie posunięto się jeszcze
na przód. Nie zachodziła tego potrzeba, albowiem wszelkie objawy społeczne uważano
za wypływ działalności wolnej woli człowieka, wolnej jego duszy i podciągnięto je
pod rubrystykę psychicznych. W tem jednak spoczywał gruby błąd. Zjawiska, bowiem
społeczne nie są wynikiem duszy jednostki, ale owszem
niajpotężniejszym czynnikiem, wpływającym na ukształcenie jej. Nie jednostka rządzi
i kieruje zjawiskami społecznymi, ale one rozstrzygają o jej losie. Społeczne więc
zjawiska nie są psychicznemi – prędzejby raczej psychiczne w pewnem znaczeniu można
by podciągnąć pod społeczne. Pod ostatniemi rozumieć musimy takie, które nam się
przedstawiają zawsze tylko w skutek współdziałania dwóch lub
więcej zbiorowości społecznych. Podbój, urządzenie państwa, walki
ekonomiczne – oto są zjawiska społeczne.
Uznawszy zaś raz odrębny charakter tych objawów, nie
zawisłych od woli, ani od działalności jednostek, dochodzimy w dalszym ciągu do
poznania, że objawy te podlegają pewnym prawom odrębnym, według których odwiecznie i stale powstają,
przechodzą pewne koleje i rozwoje i znów znikają. Prawa te odszukać i badać jest
zadaniem socyologii. W tym celu jednak i aby się ustrzedz wielu omyłek poprzedników,
rozróżnić wypada odrębne prawa, ujawniające się nam w każdej
dziedzinie zjawisk z osobna od praw ogólnych, rządzących zarówno zjawiskami
wszystkich wspominanych dziedzin. Takiemi ogólnemi prawami np. prawo przyczynowości,
mocą którego w żadnej dziedzinie (więc i w dziedzinie
psychicznej) żadne zjawisko nie występuje bez przyczyny; prawo rozwoju które również
ujawnia się we wszystkich dziedzinach zjawisk, bo czy to organizmy roślinne czy
zwierzęce, czy umysł jednostki, czy ustrój państwowy – wszystkie podlegają rozwojowi, tylko że w każdej z dziedzin ogólne to prawo
inaczej się wyraża, a więc w organicznej wzrostem
fizyologicznym, w dziedzinie psychicznej zgłębianiem myśli i rozszerzeniem się
widnokręgu umysłowego, w społecznej powiększeniem się państw, pomnożeniem ich
środków materyalnych itd. Błędem zaś poprzednich socyologów było, że mieszali za
sobą te różne wyrazy i sposoby ujawniania się ogólnego prawa rozwoju, zamiast
zostawić każdemu rodzajowi zjawisk właściwą mu naturę. Ta fałszywa metoda gmatwała i
zaśmiecała myśli. Dalszemi prawami ogólnemi są: Prawidłowości rozwoju;
peryodyczność; ogólna celowość; wieczna tożsamości sił, i wieczna tożsamość procesów
społecznych, nareszcie równoległość ( paralelizm) tych procesów, t.j. że jednakie
odbywają się równocześnie na różnych punktach ziemi, pod wpływem tych samych
warunków.
W najogólniejszych formach łatwo wykazać panowanie tych
praw we wszystkich dziedzinach, ale, aby te zjawiska w nich pojąć i wytłomaczyć
prawa ogólne nie są dostateczne; trzeba raczej wyśledzić szczegółowe prawa,
objaśniając nam poszczególne zjawiska szczególnych dziedzin. Tak np. można mówić
zarówno o roślinie jak i o państwie, że się w rozwija;
pojęcie to rozwoju stosuje się w ogólnem swem znaczeniu do rośliny tak dobrze,
jak i do państwa. Ale jeżeli chcemy zrozumieć i wytłumaczyć właściwą każdemu z tych
dwóch zjawisk naturę, musimy mówić o rośnięciu rośliny i o zwiększeniu się
tertoryalnym państwa i gromadzeniem przezeń bogactw i zasobów. Otóż, socyoligia nie
może poprzestawać na owych ogólnych prawach, ale winna szukać szczegółowych praw
społecznych. Będą to takie, które rządzą wzajemnymi stosunkami i oddziaływaniami
żywiołów społecznych. Żywiołem zaś takim nie jest jednostka, która nie liczy się
wcale w procesie społecznym. Proces ten odbywa się tylko miedzy grupami, między zbiorowościami. Z niemi to tylko socyologia ma do
czynienia. Takiem zbiorowościami są państwa; w państwach stany i klasy; w stosunkach
przedpaństwowych szczepy i ludy – a jeżeli badanie posuniemy
do najwcześniejszych początków ludzkości – pierwotne gromady.
Skąd one się wzięły – odpowiedź na to pytanie socyologia zostawia innym
umiejętnością.
Te gromady pierwotne, których musiała być na ziemi
niezliczona ilość, są jednolite w sobie; czują się jako takie a zarazem maja
głębokie poczucie swej różności od innych gromad. Walka na zabój z każdą obcą,
trzymanie się swojej i wzajemna pomoc między swoimi – oto wrodzone instykta ludzi
pierwotnych.
Celem tych walk jest, (mianując go wyrazem najogólniejszym)
– wyzysk. Zależnie od stopnia kultury wyzysk ten objawia się
w różnej formie. Dzika gromada napada na obcą, żeby jej członków pozabijać i zjeść.
Wyżej nieco stojąca napada na innych w zamiarze łupienia i rabowanie, porywania
kobiet i dzieci lub nareszcie pozyskania niewolników. Uprowadzenie kobiet i
niewolników jest ważnym momentem w procesie socjalnym; tym sposobem bowiem tworzą
się pierwsze ogniwa łączące z sobą antropologicznie
różnorodne gromady ludzkie.
Ujarzmienie zaś obcej gromady i utworzenie z niej stanu
niewolników, daje zarazem początek rozwojowi społecznemu. Panowie i niewolnicy – oto
początek państwa. Stosunek ich wzajemny, dążenia ich obopólne są wszędzie i zawsze w
gruncie rzeczy te same, albowiem wypływają koniecznie ze stanowiska – że tak powiem
– gospodarczego, zajmowanego przez te pierwsze dwa stany
społecznego w organizacyi państwa. Jeżeli między te dwa stany wsuwa się obcy żywioł,
kupiecki, co najczęściej się zdarza, wtedy owa organizacya w rozwoju swoim
przechodzi na dalszy, wyższy szczebel. Utworzony bowiem wtedy stan
średni, idąc za naturalnym popędem swoich interesów, stara się wyzyskiwać i
jednych i drugich i panów i niewolników, a tem samym podnieca całe życie społeczne,
pobudza i jednych i drugich do silniejszej czynności społecznej, wywołując reakcye z
góry i od dołu, i wikłając tę walkę społeczną, która stanowi duszę wszelkiego
rozwoju cywilizacyjnego.
Niewolnicy, panowie i stan średni – oto główne trzy żywioły
wszelkiego ustroju państwowego – które zarazem wszędzie i zawsze mają początek
samorodny (autogenetyczny) to jest nie są wynikiem rozwoju społecznego, ale tkwą w
różnorodności szczepowej. Natomiast rozwój społeczny daje
początek i wytwarza inne jeszcze stany i klasy, które zatem nazwać należy
rozwojowemi (ewolucyonistycznemi). Powstanie tych ostatnich wywoływane jest zawsze
jakiemiś ogólnemi potrzebami społecznemi. Gdzie tylko taka potrzeba występuje, tam
wnet powstaje stan odrębny, który ją zaspakaja. Tak np. przemysł fabryczny w
nowszych czasach zrodził stan robotników – zawsze zaś i wszędzie od najdawniejszych
czasów potrzeba moralna zaspokojenia umysłu ludzkiego, względem otaczających i
niepokojących go tajemnic i zagadnień życia i świata, wywoływała powstanie stanu
kapłanów.
Raz utworzone stany rozwojowe, rekrutujące się z pierwszych
trzech samorodnych, oddzielają się od reszty społeczeństwa jako odrębne grupy czy
klasy, mające osobne swe interesy, których istotę
najogólniejszym wyrazem również nazwać by można wyzyskiem
tej reszty.
Każda taka grupa, każda taka społeczność zachowuje się
względem innych wiecznie według tych samych prawideł – dąży nieodzownie do coraz
większego wyzysku innych społeczności i klas, stara się zapewnić sobie niezawisłość,
swobodę itd. Prawidłowe te i konieczne wzajemne akcye i reakcye stanów i klas
społecznych względem siebie wytwarzają różne zjawiska socyalne, psychicznej natury –
jak np. religię, moralność, prawo itd. Moralność jest ogółem tych form postępowania,
które bądź to w jednej odrębnej grupie, bądź w kilku grupach społecznych ustalają
się jako potrzebom tychże najwłaściwsze; prawo wydobywa z całego obszaru moralności
jedne lub drugie co najważniejsze formy i ogłasza je jako obowiązujące ogół. Wypływa
ono tym sposobem z moralności; ale bezustanny, acz powolny rozwój społeczeństwa i
moralności powoduje, że często prawo staje w sprzeczności z nową moralnością, która
od dawnej, będącej jego źródłem, zbyt daleko odbiegła.
Jednostka jest wynikiem swej grupy, a owe czynniki
społeczno-duchowe, jak: religia, obyczaj, moralność, prawo itd. Wpływają na jej
ukształcenie moralne. Jednostka taką jest i tak działa, jaką ją wytworzyła grupa i jakiemi wyobrażeniami moralnemi ją wyposażyła. Ani inną być,
ani inaczej działać nie może. Jest to bowiem złudzenie tylko, jakoby ona własne miała myśli i dążenia; jej myśli są myślami
wyrobionemi w jej grupie, a dążenia są tylko cząstką dążeń zbiorowych. Prawidłowości
i konieczności socyalnej żadna jednostka przełamać nie może. W procesie dziejowym
jednostki nie ważą, tylko grupy. Czasem jedynie wzbijający się osobnik przewodni
budzi pozór samodzielnej akcyi lub nawet kierownictwa; jest on wszakże nie mniej
bezwładną tylko cząstką swej grupy, pędzoną prądem jej myśli i dążeń.
Prócz prawidłowych i koniecznych wzajemnych oddziaływań
grup społecznych i tych wpływów moralnych, jakie one na składające je jednostki
wywierają, ostatni przedmiot badań socyologii stanowią pewne ogólne zjawiska,
występujące na tle całego procesu dziejowego, co do których filozofia historyi
dotychczas nie osiągnęła stanowczych rezultatów. Zjawiska te, zatem nie są
dotychczas jeszcze stwierdzone, jeno przełyskują w kwestyach filozoficznych. Taką
kwestyą jest zagadnienie postępu ludzkości,
sprawiedliwości
dziejowej itp. Socyologia rozwiązuje zagadnienia
320
te na tle ściśle
umiejętnem, uważając dzieje ludzkości jako nieustannie odnawiający się proces
naturalny, odbywający się według jednych i tych samych stałych, odwiecznych praw,
nie dający się podciągnąć pod żadne inne wyższe cele ostateczne, jeno pod
bezwzględne działanie przyczynowości. Z tego punktu widzenia niepodobna dziejom
ludzkim przyznać innego postępu, jak tylko ten, który leży w peryodycznie
odnawiającym się rozwoju pojedynczych społecznych organizacyj; ani też przyjąć inną
sprawiedliwość historyczną, jak tylko odpowiedniość skutków do przyczyn.
Oto są główne myśli, które starałem się przeprowadzić i
uzasadnić w wydanej świeżo w Wiedniu książce: Grudriss der
Sociologie.