Socyalizm państwowy (w Niemczech), in: Prawda, nr 16,
7.4.1884, s. 182-184
Jakiś „nie-polityk,“ który jednak zdaje się być wcale
niezłym politykiem, wydał świeżo w Lipsku broszurę o „stanie czwartym i socyalizmie
państwowym“ w Niemczech, która istotnie zawiera bardzo cenne skreślenie sytuacji
obecnej u sąsiadów naszych zachodnich
[1]
). Autor nawiązuje nić
opowiadania do stanu społeczeństwa przed rokiem 1848, wskazując korzyści socyalne
stałości stosunków ekonomicznych, jaka znamionowała czasy
przedrewolucyjne. „Stosunki materyalne – pisze on – nawet w większej części miast
ulegały tak drobnym tylko zmianom, tkwiły tak bezpiecznie w formach ekonomicznych
przekazanych z przeszłości, że już przez to samo realne podstawy pojedynczych stanów
społeczeństwa i spoczywający na nich porządek socyalny zdawały się nie być narażone
na żadne wstrząśnienia. Wszak nawet urzędnictwo państwowe w spokojnych
dziesięcioleciach przed r. 1848 przyjęło charakter niby patryarchalncj kastowości.“
Wprawdzie już wtedy po uniwersytetach niemieckich zaczęły kiełkować pewne teoryę
rewolucyjne, przeszczepione z Francyi, ale te doktryny, które do klas średnich po
miastach częściowo wniosły zarodki fermentacji, według autora „na właściwą treść
życia społecznego niemców w pierwszej połowie bieżącego stulecia nie miały wielkiego
wpływu, a w każdym razie daleko mniejszy, aniżeli wyłącznie polityczno-literacka
historya owego czasu przedstawić usiłuje.“ Dopiero z r. 1848 rzecz się zmienia. „Z
uczonych zapatrywań na demokraeyę starożytną, z filozoficznych idej o państwie i
prawie natury, z cudzoziemskich myśli pochodzenia francuskiego i angielskiego
narodziło się w mieszczaństwie pojęcie
jednolitego narodu.
Naród jako taki miał reprezentować państwo, narodowi jako całości miały służyć prawa
udziału w władzy państwowej; w jednolitym organizmie narodowym już tylko uznawanemi
być miały idealne atomy równouprawnionych obywateli. „Nawet różnica między ludnością
miejską a wiejską miała uchodzić za przypadkowo-faktyczną“ – bez dalszego znaczenia.
Cóż się więc stało, kiedy rewolucye 1848 roku zamieniły doktryny te na paragrafy
kon-stytucyjne? Otóż, miasta prześcignęły w rozwoju obywatelstwo ziemskie. Bo
podczas kiedy „produkcyjność własności rolnej posuwała się bardzo zwolna w stałych i
ściśle ograniczonych stosunkach, tymczasem przerabianie płodów surowych i środki
transportowe do nieznanej dawniej doszły doskonałości.“ Przytem „korzystanie z
nowych narzędzi produkcyj, z maszyn, możliwem było tylko dla posiadających kapitał i
wykształcenie techniczne – a zatem przeważnie tylko dla obywatelstwa miejskiego.“
To też z niesłychaną szybkością miasta pozbywają się „swych
historycznych podstaw indywidualności, które spoczywały na tradycyjnych drogach
handlowych i przekazanej od wieków technice w poszczególnych rękodziełach; natomiast
chwytają się powszechnej formy pracy, maszyny i międzynarodowego handlu, tak, że wkrótce już tylko liczbą
ludności i objętością mas budynków i sumą kapitałów między sobą się różnią.“ Dawne
indywidualności miast znikły – natomiast jeden wspólny interes zjednoczył wszystkie,
całe mieszczaństwo, w jeden silny obóz. Treścią tego obozu
jest przemysłowość; hasłem jego liberalizm; środkami kapitał i kredyt.
„W jaskrawem przeciwieństwie do naturalnej nieruchomości
produkcyi rolniczej, społeczeństwo przemysłowe domaga się największej swobody
ruchów. Nazywa to ono wolnością ekonomiczną“ – nie bez
przekąsu powiada autor.
„Wolność handlu, wolność obrotów, wolność współubiegania
się, wolność zarobkowania, osiedlania się, zawierania ślubów – wolność i wolność bez
końca – oto warunek życia społeczeństwa przemysłowego.“ Co więcej:
„Organizm państwowy uważanym jest już tylko jak wielka
maszyna, mająca przeznaczenie ułatwiać na każdym kroku ruch ekonomiczny, zapobiegać
wszelkim przeszkodom i tarciom hamującym go i czuwać nad bezpieczeństwem w obrębie
tego ruchu.“
Słowem, społeczeństwo przemysłowe robi z państwa czyste
towarzystwo ubezpieczeń – woła autor. „Aby zaś tym żądzom i namiętnościom nie
zbywało na systemie filozoficznym, wszystkie te przekonania społeczeństwa
przemysłowego układają się w zaokrąglony dogmatycznie kodeks etyki i filozofii.
Według niego, w każdym człowieku leży bezdenny skarb rozumu, moralności i zdolności
wydoskonalenia się. Z drugiej strony natura posiada niewyczerpane źródło lekarstw na
wszelkie biedy społeczne, nieskończoną obfitość najczystszych, najpiękniejszych
postępów dla rodu ludzkiego. Praca jedynie jest twórczynią
wszelkich wartości, dawczynią wszelkiego szczęścia. Chodzi tylko o to, aby człowiek
poznał naturę i do niej się stosując w pełnej swobodzie rozwoju żył i działał. Brak inteligencyi i brak
swobody są jedynemi przyczynami wszelkich nieszczęść na tym świecie... Z
harmonijnego współdziałania rozumnych egoizmów jednostek pracujących wyniknie
niechybnie szczęście ogółu, kwiat ludzkości, pokój i zgoda, raj na ziemi.“ Tak autor
przedstawia filozofię przemysłowego społeczeństwa a widzimy, te nieznajomości rzeczy
zarzucić mu nie można.
Cóż były za skutki przewagi tego parweniuszowstwa
przemysłowego w Niemczech? „Przedewszystkiem – powiada autor – przemysł rolniczy
podupadł. Skazano na nieruchomy środek produkcyi, jakim jest ziemia, i na niezmienne
krążenie sił organicznych, do gleby przykute rolnictwo, nicmogące się spodziewać
nigdy prędkich zysków, ani wielokrotnego pomnożenia powierzonego ziemi kapitału, nie
mogło ono mieć większego udziału w zyskach i powodzeniach epoki przemysłowej.“ Z
drugiej strony wszelkie ciężary i obowiązki państwowe spadały tradycyjnie już na
obywatelstwo ziemskie.
Nastąpiła ruina rolników, upadek dawnych stosunków
patryarchałnych. znikła dawna stałość własności ziemskiej. „Starodawne dziedzictwa z
tradycyjną wiernością włościan stały się wyjątkami.“ W końcu obywatelstwo ziemskie
straciło wszelkie zadowolenie z posiadania ziemi.
„Dopiero na tak wyschłym gruncie, wśród zupełnego rozkładu
i upadku gospodarstwa wiejskiego wybujały te chwasty moralne, w których dzisiaj
niesłusznie upatrywać by chciano jedyną przyczynę skarg rolnych, jak: lekkomyślno
lokacye kapitałów, niezdatność w gospodarce, niedbalstwo i złe prowadzenie się.“
Z przyczyn powyższych wynikły dwa objawy społeczne,
nieszczęsne dla Niemiec. Najprzód wyludnienie się wsi wskutek ciągłego odpływu
robotników do fabryk miejskich a następnie nieustająca emigracya za morze. Ale i w
miastach zaszła wielka zmiana stosunków na gorsze. Rękodzielnictwo, do niedawna
jeszcze kwitnące, podupadło. Fabrykacya hurtowna zadała mu cios śmiertelny. Tutaj
autor powtarza znane rekryminacye przeciw zgubnemu wpływowi podziału pracy – temu
bożyszczu Smithianizmu. Wszystkie usiłowania dźwi
183
gnięcia rękodzieł
przez „pomoc własną“ spełzły na niczem. Tak tedy z dwóch stron dokonanem zostało
wielkie
wywłaszczenie szerokich warstw ludności – „tutaj
rękodzielnik z warsztatu swego wypędzony, tam włościanin pozbawiony swej ojcowizny.“
I jakież odszkodowanie daje nam liberalizm za te wielkie straty społeczne? Autor w
najczarniejszych kolorach kreśli wszystkie ujemne, strony życia
wielkomiejskiego. Żale i skargi te dają się streścić w dwóch słowacht
proletaryat i
kapitalizm. „Teraz
dopiero – kończy on ten rozdział – powstać mógł w Niemczech
stan
czwarty, nieprzyjazny wszystkim innym żywiołom narodowym, nienawidzący
państwa, w myślach i uczuciach swoich, w walkach i usiłowaniach popadający w coraz
większe rozprzężenie, tracąc wszelki zmysł dla spokoju, prawa i ojczyzny.“ Ten stan
czwarty jest wieczną groźbą przewrotów społecznych – tek czy owak więc najbliższa
przyszłość musi rozwiązać to zagadnienie społeczne. Do rozwiązania tego
„nie-polityk“ nasz nasz chce się przyczynić kilkoma myślami.
„Masom robotników bez własności i bez kapitału dawać radę:
stowarzyszenie i pomoc własna –
było głupstwem bez granic“ — powiada on. „Słusznie też masy na radę powyższą
odpowiedziały: naszem stowarzyszeniem są bataliony robotników a naszą pomocą własną
jest rewolucya socyalna.“
Natomiast, według autora, prawdziwa umiejętność niemiecka
objawiła się w nowej szkole ekonomistów, która zapowiada dzisiaj reformę nauk
społecznych na podstawie: tradycyi i moralności. „Nie-polityk“ ma tu na myśli socyalistów akademickich w
Niemczech. „Co mężowie ci w krótkiem dziesięcioleciu zdziałali na polu sumiennego
socyalno-ekonomicznego pragmatyzmu poważnej krytyki historycznej, to stanowi wielką
ich zasługę.“ Ale, niestety, w pracach tych reformatorów nie może on dopatrzeć
„pozytywnej myśli,“ którąby można przeciwstawić stanowi czwartemu, na zasadzie
której by można rozwiązać zagadnienie społeczne.
A więc autor nie podziela złudzeń socyalistów akademickich.
„Przeceniano z początku znaczenie
etycznego żywiołu, którego brak zarzucano bezdusznej atomistyce doktryny
Smitha.“ Łudzono się bowiem, według autora, że jakaś świecka etyka
potrafi zastąpić odwieczne podstawy moralności ludów, które daje tylko –
religia. Po za obrębem religii zaś nie było nigdzie stałego
gruntu dla tej etycznej budowy, tylko –
w państwie. To też
konsekwencja logiczna zaprowadziła socyalistów akademickich na łono państwa.
„Socyalna pomoc, socyalna opieka państw a była ostatniem słowem tego kierunku –
niemieccy socyaliści akademiccy stali się socyalistami
państwowymi.“
„Tak więc bieg wypadków i rozwój myśli ludzkich sprowadziły
zwrot ku temu zapatrywaniu, które państwu chce oddać nieograniczone pełnomocnictwo
do społecznej reorganizacyi. Ta myśl socyalizmu państwowego, świadomo lub
bezwiednie, panuje dzisiaj w Niemczech. Sposób dalszego jej rozwoju na długi czas
jeszcze stanowić będzie o losach wewnętrznego ustroju narodowej naszej
społeczności.“
I cóż sądzi „nie-polityk“ o tym nowym socyalizmie w
Niemczech?
Wierzy weń; głównie zaś dlatego rokuje on mu wielką
przyszłość i powodzenie, ponieważ państwo obecnie w Niemczech jest w ręku –
Bismarka.
„Bo
drugim drogoskazem dla
przyszłego rozwój u państwa naszego jest postać wszechmocnego ministra pruskiej
korony, kanclerza. Postać księcia
Bismarka zanadto
jest wielką, aby dzisiejsze pokolenie mogło historyczne jej znaczenie ocenić.“ I
tutaj autor z wiełkiem rozmiłowaniem kreśli, co
Bismark uczynił
dla
zdemokratyzowania państwa w Niemczech; wszystko to –
według niego – wychodzi na korzyść
stanu czwartego. Tak więc
socyalizm państwowy i książę
Bismark spotkali
się wpół drogi – pozostaje im podać sobie ręce i wspólnie kroczyć naprzód ku dalszym
celom.
Bismark miał tę
genialną myśl, że rozbił stronnictwa konstytucyjne i arystokracyę małych księstw
niemieckich, ambicye polityczne mieszczaństwa i resztki feudalizmu, gruntując gmach
cesarstwa niemieckiego bezpośrednio na szerokiej podstawie demokratycznego
głosowania powszechnego. Z tej drogi już niema cofnięcia. Prędzej czy później owa
myśl, która z początku była tylko podstępem politycznym, musi pochłonąć co w
Niemczech pozostało z dawnych ustrojów partykularystycznych i federalistycznych,
stanowych i konstytucyjnych – a pozostanie tylko jeden ustrój wszechwładny,
cesarstwo niemieckie, oparte na silnej armii narodowej, na woli, na interesach i
instynktach szerokich mas ludowych. Państwu zaś nie pozostaje inna droga, jak tylko
„stan czwarty w coraz większych rozmiarach uczynić zawisłym od siebie, interesy jego
zarobkowe złączyć ściśle z interesem państwa i tym sposobem stać się coraz więcej
opatrznością klas najniższych. Na tej drodze znajdujemy
się teraz i po mej musimy dalej kroczyć.“
Jakich środków państwo ma użyć, aby stać się tą
„opatrznością“ stanu czwartego, autor krótko w skazuje. Państwo niechaj będzio służbodawcą stanu czwartego; początek już uczyniono w tym
kierunku. „Uprzytomnijmy sobie tylko na chwilę liczbę ludzi, którzy przy sądzie,
administracyi, cle, podatkach, policyi, poczcie, leśnictwie, szkolnictwie, gminie
etc. jako urzędnicy, pisarze, woźni, służący, egzekutorowie itd. zawiśli są od
państwa; dalej liczby zależnych od nich rodzin i krewnych – a pojmiemy, jak dalece
już ono w ramach historycznie przekazanego urzędnictwa stało się służbodawcą
ludności. Tymczasem te stosunki państwa do ludności biedniejszej rozszerzają się
coraz więcej. W latach 1872–1882 w ciaśniejszym jedynie obrębie pocztowym cesarstwa
(a więc bez Bawaryi i Wirtembergii) liczba poczt podniosła się z 4927 na 9747; armia
zaś listonoszów powiększyła się z 16,000 do 78,500! Z tego pojedynczego faktu łatwo
wnieść, o jakie cyfry i o jakie postępy tu chodzi.“ Do tego wszystkiego zaś
przyłącza się dzisiaj administracya kolei żelaznych, telegrafów, telefonów, nowe
komunikacye za pomocą elektryczności itd. W końcu autor dostaje prawie zawrotu
głowy, chcąc sobie wyobrazić tę niezliczoną masę ludności, która „przy drogach,
gościńcach, placach, w rządowych budynkach, fabrykach, warsztatach itd. od państwa
może mieć zajęcie, płacę i utrzymanie – „a wszyscy ci od państwa zawiśli!“ Wprawdzie
tę przyszłą formę socyalizmu nie uważa autor samą przez się za dobrą i pożądaną, ale
za „logicznie konieczne następstwo danych stosunków.“
„Nie będzie to – powiada on – rozwiązaniem zagadnienia
społecznego, ale będzie złagodzeniem przeciwieństw, zapobieganiem ostatecznym
przesileniom społecznym, tłumieniem żywiołów rewolucyjnych, słowem będzie to
polityka socyalnej obrony z konieczności i samozachowawczości państwowej.“
Starałem się ile można przedmiotowo przedstawić treść
ciekawej książki, która na stan umysłów i położonio socyalno w Niemczech rzuca
jaskrawo światło.
Czy mam w końcu wypowiedzieć sąd o myślach autora – o
nadziejach i życzeniach jego? W kilku słowach to uczynię. Jeżeli prawdziwem jest
przedstawienie „niepolityka“ (a sądzimy, że w bardzo znacznej części tak jest), w
Niemczech przygotowywa się forma rządu, która w historyi nie jest nową i następuje
zawsze po takim
184
przebiegu rozwoju politycznego i ekonomicznego, jaki
dopiero co odbył się w Niemczech – tą formą jest
cezaryzm.
Autor nazywa to socyalizmem państwowym – my nazwalibyśmy po
prostu ce
zaryzmem z końca XIX wieku. Bo choć zawsze w
historyi powtarzają się te same zjawiska, jednakie przybierają one zawsze pewne
barwy i formy odmienno od różnych czasów i stosunków. Otóż rzymski cezaryzm dawał
„panem et circenses;“
Napoleona I dawał
łupy i chwałę wojenną:
Napoleon III
zajmował przebudowaniem Paryża; cezaryzm najnowszy da urzędy przy kolejach,
telegrafach i telefonach i zaopatrzenie na przypadek kalectwa i starości.
Jeżeli Niemcy chcą zrobić eksperyment z takim „socyalizmem
państwowym“ – niechaj go robią! Będzie to rzecz ciekawa i pouczająca. Nam się jednak
zdaje, że do materyalnego utrzymania narodu i państwa trzeba
jeszcze coś innego, prócz cyrków, wypraw wojennvch, budowania miast, poczt,
telegrafów i telefonów: nam się zdaje, że przede wszystkiem trzeba produkcyi, a mianowicie produkcyi takiej, któraby wytrzymała konkurencyę targu światowego. Wiadomo zaś, że listonosze,
konduktorowie, telegrafiści i telefoniści choć płacę biorą od rządu, stoją właściwie
w służbie wytwórczości narodowej. Państwo utrzymując armię tych urzędników i sługi
jest tylko pośrednikiem między produkcyą a tą jej służbą; środki zaś utrzymania tej służby i całego państwa daje – produkcyą.
Jeżeli socyalizm państwowy ma być prawdą, a nie pozorem tylko, to musi zawładnąć produkcyą
przemysłową. O tem nasz nie-polityk nie nie mówi, bo nie w ciemię bity. On
wie dobrze, że państwo nie może być producentem przemysłowym.
Jeżeli zaś nie potrafi objąć w własną administrację wytwórczości, jeżeli, co więcej,
musi się starać o utrzymanie jej jako źródła wszelkich środków materyalnych – to
socyalizm państwowy zostanie tylko frazesem. Bo jeżeli wtedy zechcemy nazwać choćby
najliczniejszą służbę państwa stanem czwartym – to jeszcze zawsze w bezpośredniej służbie produkcyi pozostanie daleko liczniejszy
– stan piąty.
„Nie-polityk“ wiernie przedstawił nam stan rzeczy w
Niemczech, rozwiązania zaś kwestyi socjalnej nie posunął naprzód ani na włos.