Macierzyńtwo, in: Prawda, nr 14, 24.3.1884, s. 159-160
Badaniom etnograficznym i antropologicznym wielką
dotychczas szkodę wyrządzał pogląd etnocentryczny, właśoi wy w początkach
umiejętności wszystkim ludom starego i nowego świata, starożytnych i nowszych
czasów. Rozumiemy przezeń owo wrodzone człowiekowi zapatrywanie się na świat i
ludzkość ze stanowiska własnej wyższości i odnoszenie całego otaczającego świata do
siebie samego jako do środka i osi głównej, koło której świat cały kołuje. Wiadomo,
że w astronomii obalił mylne to zapatrywanie (
geocentryzm)
Kopernik;
nowożytne przyrodnictwo wyzwoliło się z pod gniotącego je jarzma
antropocentryzmu, ogłaszającego człowieka panem natury, dla którego wygody
i użytku Bóg stworzył świat roślinny i zwierzęcy. Do dziś jednak ani etnografia, ani
umiejętności polityczne, moralne i historyczne i nie uwolniły się jeszcze z pod
starego przesądu etnocentryzmu. Każdy lud uważa
siebie za
wybranego;
sobie przysądza najwyższą i najświetniejszą misyę
w świecie politycznym; tylko
swoje ideały nazywa pięknem;
tylko
swoje zwyczaje i obyczaje moralnymi;
swoje kształty i postacie estetycznymi; nawet cerę swoją uważu za
najładniejszą.
Z takich zapatrywań etnocentrycznych wynikało co najmniej
to, że uczeni i badacze swojemu narodowi przysądzali zawsze jakieś szczególne, od
wszystkich innych odróżniające go cechy i że przedewszystkiem starali się zawsze
przedstawiać go jako od innych różny i różnymi rysami charakterystycznymi
odznaczający się. W przedstawieniach tych było zawszo dużo przesady.
Ktokolwiek zna historyków narodowych Francyi, Niemiec,
Anglii i naszych także, ten wie, że każdy z nich, opisując swój naród przyznaje mu
zawsze wszelkie przymioty szlachetne, jak np. zamiłowanie swobody, waleczność,
gościnność itd. a jeżeli unikając zarzutu stronniczości, wymienia także wady, to
zawsze takie, które nie są bez pewnego powabu poetycznego, jak np. skłonność do
bijatyk, dozbytkowania w napojach gorących itd. Ten stan dzieciństwa umiejętności
nie przeminął jeszcze zupełnie w Europie.
Nie miiej jednak występuje już dziś inny kierunek i inny
pogląd, bardziej umiejętny, który badając człowieka i ród ludzki, szuka
przedowszystkiem rysów podobnych, wynikających wszędzie i zawsze z jednej i tej
samej natury ludzkiej; a śledząc powstanie i początki obyczajów i zwyczajów oraz
istytucyj porównywa je u najrozmaitszych ludów i nie waha się stosunki i urządzenia
własnego narodu stawiać na równi ze stosunkami i urządzeniami najdzikszych ludów.
Wykazują one w najróżniejszych formach zawsze tę samą istotę,
wynikającą z jednej i z tej samej natury ludzkiej, niezmieniającej się pod cerą
białą, czarną lub żółtą, ale zmieniającą tylko formy swe w miarę większego rozwoju społecznego i w miarę różności otaczających ją
warunków życia.
Ten zwrot nauki otwiera dla badań etnograficznych i
antropologicznych dalekie i nowe zupełnie widnokręgi.
Nie drobnostkowa próżność narodowa, ale poważne usiłowania,
odkrycia prawdy biorą dziś górę. W badaniach etnograficznych i antropologicznych
ustępują coraz więcej dążności otnocontryczno, mające na celu apoteozę jednego
narodu lub, jednej rasy, a natomiast przeważa chęć zbadania natury społecznej
gatunku: homo sapiens.
W związku z tym nowym kierunkiem stoi nowe zapatrywanie się
na pierwotne urządzenia społeczne ludzkości, między któremi znowu pierwsze miejsce
zajmuje:
macierzyństwo. Sądzę, że może najlepiej będzie tą
nazwą ochrzcić prastarą instytucyę spo
160
łeczną, którą pierwszy odkrył
Bachofen i nazwał ją „das Mutterrecht“ (prawo matki). Badania tego
genialnego uczonego udowodniły bowiem, że w pierwotnych czasach ludzkości
ojcowstwo, jako instytucya społeczna i prawna, było zupełnie
nieznanem, matki zaś, jako głowy rodzin, posiadały wszystkie te prawa, które później
–
przywłaszczyli sobie ojcowie. Powiadam „przywłaszczyli,“ bo
ostatecznie trudno rozstrzygnąć, po stronie którego poglądu jest większa racya – czy
po stronie
macierzyństwa, czy
ojcowstwa. Kto ma posiadać większe prawo nad dziećmi, kto ma stanowić węzeł
rodzinny, kto ma być osią, koło której grupuje się rodzenstwo – matka, czy ojciec?
Tej kwestyi nie rozstrzygnęła żadna racya naturalna, ani żaden argument prawny – był
czas, kiedy panowało w obyczaju i zwyczaju macierzyństwo – dziś panuje ojcowstwo.
Są to fakty, które przez wiekowe
istnienie stworzyły zapatrywania etyczne.
Tyle dzisiaj jest pewnem, że – jak powiada
Bachofen – „urządzenia prawa rodzinnego czasów historycznych
starożytności nie są pierwotnemi, ale tylko następstwami i skutkami poprzedzających
je form życia społecznego. Same przez się rozważane, przedstawiają one się tylko
jako rzeczywistość niewytłomaczona, jako odosobnione fakty, które mogą być tylko
przedmiotem wiedzy, ale nie mogą być zrozumiane i pojęte. Rzymski system ojcowstwa
właśnie przez nieubłaganą grozę swego panowania każe przypuszczać jakiś dawniejszy,
przezeń zwalczony i obalony.“ Tym dawniejszym systemem jest ginajkokracya, czyli
macierzyństwo. Nigdyby nie udało się
Bachofenowi
udowodnić tak ważnego faktu, gdyby nie stał na stanowisku
przodmiotowo-przyrodniczem, z którego zjawiska społeczne uważane są nie jako objawy
indywidualnego życia tego lub owego szczepu albo ludu, ale jako konieczne objawy
powszechnej natury ludzkiej, jako charakterystyczne rysy historyi naturalnej
ludzkości.
„Tylko przez najdalsze rozszerzenie widnokręgu – powiada
Bachofen – można osiągnąć prawdziwe zrozumienie (zjawisk społecznych) i
myśl umiejętna osiągnąć zdoła ową jasność i skończoność, które stanowią istotę
poznania.“ „Macierzyństwo nie jest właściwością jednego ludu, ale cechą pewnego
stopnia rozwoju życia społecznego, a wskutek tożsamości natury ludzkiej nie jest ono
ani uwarunkowane, ani ograniczone żadnemi pokrewieństwami narodowemi.“ „Jest ono
cząstką kultury poprzedzającej system ojcowstwa; zanim to ostatnie się
rozmielmożniło, macierzyństwo było w pełnym rozkwicie; zwycięstwo systomu ojcowstwa
zadało mu cios śmiertelny.“
Bachofen ograniczył się głównie na wykazaniu śladów
macierzyństwa u ludów przedhelleńskich, o których nam pisarze greccy i rzymscy
zachowali skąpe wiadomości.
Inni badacze, jak
Giraud-Toulon,
M’Lennan,
Lubbock a nawet sam
Bachofen w
późniejszych pismach dostarczyli dalszego materyału, dowodzącego powszechności
macierzyństwa u wszystkich ludów starożytnych, jako też i dzisiejszych,
pozostających j jeszcze na pierwotnym szczeblu kultury, i nikomu jednak nie przyszło
na myśl, że owa, bądź co bądź do naszych zapatrywań moralnych wcale nieprzypadająca
instytucya macierzyństwa (pociągająca za sobą zupełną
nieznajomość ojcowstwa) panowała niegdyś także u ludów środkowej Europy, a
zwłaszcza u germanów. A jakkolwiek dla badaczów, nieulegających zapatrywaniom
etnocentrycznym, rzecz nie mogła być wątpliwą, że germanie musieli przejść te same
stopnie rozwoju społecznego, co i wszystkie inne ludy, to jednak uczeni niemieccy
woleli zawsze pierwotny ich stan przedstawiać w poetyczno, bohaterskiem świetle
Tacytowskiego opisu. Nie zapuszczając się po za ten piękny opis zwyczaj ów
germańskich, oszczędzili sobie niejednej przykrej prawdy co do dawniejszej
przeszłości swych przodków.
Tym sposobem wszakże w badaniach nad przeszłością ludów
germańskich została luka: bo rzeczywiście i one
musiały raz
znajdować się na pierwotniej szym stanie uspołecznienia i przed wykształceniem
ojcowstwa
musiało i u nich panować macierzyństwo. Lukę tę w
badaniu wypełnił i dowody istnienia macierzyństwa także u ludów germańskich odszukał
młody a dzielny pracownik na polu porównawczego prawoznawstwa Lotaryusz
Dargun, docent uniwersytetu krakowskiego w dziele
Mutterrecht und Raubehe [1]
). Udało mu się wykazać w niektórych instytucyach
późniejszego prawa niemieckiego, szczególnie w tak zwanych „leges barbarorum“
resztki prastarego systemu macierzyństwa. Doszedł on do rezultatu, do którego
etnocentryczne stanowisko uczonym niemieckim dojść nie pozwoliło, a sumując wyniki
swych poszukiwań słusznie powiada: „Jeżeli zdołałem wykazać u szczepów germańskich
resztki macierzyństwa y tem samem jest udowodnionym że i owe ludy przebyły
normalny i taki sam rozwój, jak największa część ras
ludzkich. Historya ludów germańskich stanowi wtedy ważny materiał do budowy coraz to
wyżej wznoszącego się gmachu porównawczego prawodawstwa. I ono też przyczyni się do
odkrycia i ugruntowania
praw życia narodów, które co do
stałości
nie różnią się wcale od praw świata fizycznego.“
Miło nam skonstatować, żo p.
Dargun na dobrej
znajduje się drodze; wie, czego szuka, a ponieważ nie szuka mrzonek, tylko prawdy,
więc nie wątpimy, że ją znajdzie i że literaturę naukową wzbogaci niejednym cennym
plonem.