Komunizm, socyalizm i antysemityzm, in: Prawda, nr. 45,
29.10.1883, s 530-531.
Gdyby to ludzie raz przekonać się chcieli, że „niema nic
nowego pod księżycem;” że jak natura ludzka i natura społeczeństwa są zawsze te
same, tak też wynikające ze współdziałania tych dwóch czynników zjawiska społeczne
zawsze te same być muszą i są. Poznanie tej prawdy podstawowej uprościłoby
rozwiązanie nie jednego zagadnienia społecznego, albo lepiej mówiąc, oszczędziłoby
nam może stawiania wiecznie tych samych i zawsze równie nierozwiązalnych zagadnień.
Ale zdaje się , że to jest próżna mrzonka i że podobnie, jak każdy młodzian przebywa
te obłedy, które od wieków popełniali jego ojcowie, również i w dziejowym pochodzie
następujące po sobie pokolenia ludzkości – zawsze pod innemi hasłami – brną przez te
same trzęsawiska i bezdroża.
My mniemamy, że to nasza na nawyższym szczeblu znajdująca
sie cywilizacya, że to nasza na czele cywylizacyi krocząca Europa – popadły, w
nadmiarze rozdrażnienia nerwowego, w pewne dziwactwa, jakiemi są dążenia
komunistyczne, socyalistyczne, do których to zboczeń umysłowych dołaczył sie dzisiaj
antysemityzm: gdy tymczasem – to tylko nowe wyrazy i nazwy dla starych jak świat
rzeczy, nowe płaszczyki dla dążności, które z natury rzeczy wypływając, nigdy nie
przestały i może nie przestaną nurtować wnętrza i głebi społeczeństw.
W każdym razie jest to charakterystycznem dla natury ludzkiej, że tych płaszczyków nigdy nie brakowało tam,
gdziekolwiek pojawiały sie owe z natury społeczeństw
wynikające dążności.
Kiedy w najwcześniejszym stanie ludzkości, w którym życie
„dziejowe” ogranicza sie do walk pomiędzy pojedynczymi szczepami, jeden z nich
napada na drugi, aby go zrabować i zdobytym łupem sie zbogacić, zawsze tam jakaś
pierwotna doktryna polityczna, że tak powiem , służy za
płaszczyk temu bardzo naturalnemu działaniu politycznemu.
Nawet plemiona ludożercze, kiedy zjadają jeńców innoszczepowych, czynią to
rzekomo nie dla nasycenia się, ale „ na cześć bogów” swoich. Jest to „zasada
polityczna,” służąca za okrycie dla zwierzęcych żądz i namiętności.
W społeczeństwach zorganizowanych jako państwa, gdzie różnorodne żywioły etniczne żyją pod jednym rządem w układzie politycznym, te same dążności, wynikające z natury
owych różnorodnych żywiołów, występują pod postacią secesyj plebejuszów, buntów
niewolniczych, ruchów i zaburzeń agrarnych (np. w starożytnym Rzymie), lub też pod
postacią sekciarstw różnych, a więc bądź to pod płaszczykiem zasad politycznych,
bądź idei religijnych. Ta ostatnia forma bywała najczęstszą w wiekach średnich
Europy. W gruncie tych ruchów i zaburzeń tkwiła zawsze jedna i ta sama dążność
zbogacenia sie mieniem obcem, zgrabienia majątku i własności innych klas lub stanów
społeczneństwa.
Cóż dziwnego, że w naszym „cywilizowanym” wieku a zwłaszcza
w narodzie kroczącym, i to bez przesady, na przodzie cywilizacyi, mianowicie we
Francyi prądy te, zacząwszy od drugiej połowy przeszłego stulecia, przetopiły się w
filozofię, t.j. starały się uzasadnić i usprawiedliwić
naturalną
dążność jednych żywiołów społecznych przeciw drugim pewnemi hasłami, czy
ideami filozoficzno-politycznemi. Tak powstał komunizm francuski
Morellego,
Mablego i ich
następców aż do
Proudhona
[2]
.
Istotą tych doktryn był równy podział majątków między wszystkich, z natury niby
„równych” uczestników państwa; a więc, innemi słowy, ponieważ uorganizowane
społeczeństwo czyli państwo polega własnie na
nierównym
podziale mienia, odpowiadającym naturalnej
nierówności ludzi,
komunizm żądał zabrania majątków tym, co je mają, i wyposażenia nimi tych, co ich
nie mają.
Jest to, jak widzimy, ten sam naturalny popęd, który
wiedzie jeden szczep dziki do obrabowania drugiego. Tylko płaszczyk filozoficzny
jest misterniejszy! Natomiast wszakże ustrój polityczny społeczństwa w
państwie paraliżuje tę dążność naturalną tak, że pomimo
najmisterniejszego okrycia zostaje ona doktrynerską, bo w praktyce łamie sie o
potęge organizacyi, która polega na
nierównośći i
nierównym podziale mieni. Nie mogąc sie urzeczywistnić w
życiu, teorye ekonomiczne straciły kredyt i upadły. Ale owe dążenia żywiołów
społecznych nie upadły i nie znikły – bo jako naturalne zniknąć nigdy nie mogą. A
więc umysł ludzki, z wrodzonej skłonności szukania doktryny dla usprawiedliwienia
naturalnych pobudek, wynalazł nowy płaszczyk – nazwano go
socyalizmem a następnie
demokracyą socyalną. Jest
on zręczniejszym , aniżeli komunizm; skorzystał wiele z doświadczeń poprzednich
teoryj; przytem jest troche wytrawniejszym, głębszym i opiera się na nieco
gruntowniejszej znajomości społeczeństwa. Nie żąda zatem
bezwzględnej równości, bezwzględnie równego podziału majątków, lecy tylko
wspólnej pracy i wynagrodzenia każdego w
stosunku do wartośco
jego pracy; żąda zniesieniai wielu jaskrawych niesprawiedliwości społecznych, w czem
mu wszyscy ludzie szlachetni wtórować muszą, ale żada również takiej
organizacyi społeczeństwa, któraby
uniemożliwiała z góry powstanie tych niesprawiedliwości – co jest mrzonką,
gdyż póki ludzie są ludźmi, podobny ustrój jest niemożliwym. Bo chociażby nawet u
steru postawiono przywódców demokracyi socyalnej, nie zmieni to bynajmniej ani
istoty organizacyi państwowej, ani natury rządu i władzy; zmieniłoby sie tylko –
stanowisko tych panów, bo z przywódców demokracyi socyalnej staliby się władcami a
tem samem jej przeciwnikami. Organizacya bowiem państwowa, polegająca na
władzy i
rządzeniu, jest z natury
rzeczy przeciwieństwem utopii socyalizmu, który marzy o stanie połecznym bez
władzy rządzących albo raczej z
bezwładnymi
naczelnikami, co jest niedożecznością. Dlatego też socjaliści umie
531
jący logicznie myśleć, jak Proudhon, idąc ściśle za logiką swych
wywodów, doszli do żądania –
anarchii. Tą ostateczną
konkluzją jednak wykazali sami bezzasadność całej teoryi, bo żądać organizacyi
społeczeństwa i anarchii jest spryecynością; bezrząd bowiem stanowi negacyę
wszelkiego ustroju.
A więc i wymagania socyalizmu rozbijają się o opokę państwa, czyli tej organizacyi społecznej, która polega na
panowaniu jednych nad drugimi, co po części jest skutkiem
a po części pociąga znowu za sobą nierówność. Socyaliści doradzają eksperyment, przy
którym oni nie mają nic do stracenia; początkiem bowiem jego
ma być, choć w formie nieco odmiennej od komunizmu, ale zawsze ustąpienie pewnych korzyści materyalnych nieposiadającym ze strony
posiadających. Ale któż ręczy za koniec doświadczenia? Końcem zaś tym może być tylko
powrót do dawnych stosunków, które twkią w naturze społeczeństwa i jednostek, tylko
z tą różnicą, że na miejsce niektórych dzisiaj posiadających
wstąpiliby niektórzy szczęśliwi eksperymentatorowie. Natura
stosunków ludzkich, natura interesów materyalnych i społecznych nie zmieniłaby się
ani o włos.
Bezowocność i bezskuteczność teoryi socyalistycznych a
więcej jeszcze niemoc i bezpłodność dążeń ich wobec silnej organizacyi państwowej
musiały doprowadzić do wybuchów rozpaczliwych, które już tylko zadość czynią
najniższym żądzom i namiętnościom, a choć zawsze jeszcze jakiegoś płaszczyka, niby
to politycznego używają, z góry jednak zdradzają swoją bezcelowość. Bo mają one
charakter osobisty, skierowane są przeciw jednostkom lub pojedynczym grupom
jednostek i zaspokajają też tylko żądze jednostem i pomniejszych grup. Do tych
wybuchów desperackich zaliczam te, które przypisywane bywają t.z. nihilizmowi, i te które się pokrywają płaszczykiem antysemityzmu. Pierwszem już samem nazwiskiem zdradza swoją istotę, który
może być tylko skutkiem pewnego obłedu umysłowego, popychającego do działania bez
świadomości celu albo raczej z świadomością, że działanie nie ma celu.
Przeciwnie znowu antysemityzm ma
wprawdzie cel, ale już tylko tak niski i drobnostkowy, że chyba najnikczemniejszym
osobnikom starczy za pobudkę działania. Zrzeka on się urzeczywistnienia ideałów komunizmu i socyalizmu, zadawala się natomiast –
złupieniem kilku żydów. Nie ma wątpliwości, że na gruncie antysemityzmu leży ta sama
dążność naturalna, wynikająca z istoty społeczeństw, pragnienie jednych zbogacenia
się kosztem drugich – zwłaszcza jeżeli ci jedni i drudzy stanowią różnorodne części
społeczeństwa. Ale podczas kiedy komunizm i sosyalizm zajmowały się choć w teroyj
organizacyą całego społeczeństwa, co samo przez się wywierało
wpływ uszlachetniający i przyczyniło się także do zgłebienia zagadnień społecznych,
antysemityzm nie potrzebuje żadnych idealnych teoryj, ale licząc na naturalny
rozdział między różnorodnemi cząściami społeczeństwa rzuca się na jedną z nich,
która nie posiada sympatyi innych, aby kraść i łupić – przyczem wszakże, nie mniej
jak komunizm, socjalizm i nihilizm, wpada w starcia z państwem, którego organizacya
polego również na nietykalności posiadania i mienia. To też „akcja polityczna”
antysemitów kończy się zwykle w kryminale, nie zostawiając bohaterom swoim ani śladu
aureoli, jak to bywa przy innych kierunkach, które programatami swymi obejmują „cała
ludzkość”. Pod tym względem wielce charakterystycznem jest zjawisko, że najwięksi
orędownicy antysemityzmu w Węgrzech, redaktorowie nienawistnych żydom organów w
Preszburgu i Peszcie, tacy WindischePrawdopodobnie Carl
Gottlieb von Windisch (1725-1793), dziennikarz i polityk dzalajacy w Bratysławie
– przyp. J.S. i VerhovayeGyula Verhovay
(1845-1906) węgierski dziennikarz i antysemicki polityk, wydawca wpływowych
czasopism Nemzet (Naród) i Függetlenség (Niepodległość). – przyp. J.S. dostają się do
kryminału za defraudacye i oszustwa, popełniane wcale nie na semitach, lecz na
aryjczykach czy hunnach. Rzecz prosta. Antysemityzm ogłasza rabunki częściowe,
dozwolone tylko wzgledem potomków Sema; ale w zapale apostolstwa zapomina o
genealogii i myśli tylko o kradzieży – a więc w dalszym ciągu
padają ofiarą jego potomkowie Jafeta, Chama czy też Hunna, żę się tak wyrazimy,
stwaiając starym zwyczajem wytyczną personifikacyę, na oznaczenie odrębności
szczepowej. Bo też antysemityzm jest znowu tylko płaszczykiem, pod którym ukrywają
sie poprostu stare instynkta komunistyczne, skierowane przeciw własności a więc w
gruncie znowu antypaństwowe.
Popędy te i dążności nie są nowe; występowały one, jak
wspominaliśmy, w zeszłych wiekach, choć pod innemi formami i nazwami. Jak na
zachodzie Europy, podobnie i Polska widziała w róznych czasach ruchy chłopskie i
kozackie, bunty i rzezie „ chamitów” przeciw „jafetitom” po wsiach, „tumulty” na
żydów po miastach itp. Słowem – nil novi sub coelo Łac. nic nowego pod niebem. – przyp. J.S. Trzeba tylko starać się poznać istotę rzeczy a nie dać się
uwodzić i zwodzić zmiennym formom i nazwom.
Rabunki i kradzieże stanowiły kiedyś główną treść życia
„dziejowego” ludzkości, kiedy ta jeszcze na nieskończenie liczne szczepy
rozdzielona, zapełniała kulę ziemską. Organizacje państwowe tę sprowadziły zmianę,
że spoiwszy na stałych siedliskach układem społecznym różnorodne żywioły etniczne,
położyły tamę rabunkom i kradzieżom a natomiast wszystkie siły i instynkta zaborcze
skierowały ku wojnom miedzynarodowym. Na tej zmianie polega cała moralność nasza,
cała etyka czasów historycznych, cała cywilizacya nasza. Ale od czasu do czasu budzą
się w składowych cząstkach społeczeństw, zarówno jak i w niektórych jednostkach, te
odwieczne dzikie pożadądania z czasów przedpaństwowych – jest to rodzaj atawizmu
społecznego. Rządy i państwa bronią się jak mogą, przeciw tym ruchom, bo czują
intynktowo ich niebezpieczeństwo dla dzisiejszych ustrojów politycznych; ale smutna
rzecz, że w ojczyźnie
Kanta uczone półgłówki
łatają i łatają płaszczyki doktryn i teoryj dla tych niedorzecznych dzisiaj dążności
i , z godnym lepszej sprawy zapałem, uprawiają i głoszą: „Kathedersocialismus”Niem. socjalizm z katedry, socjalizm profesorski; ironiczna
nazwa kierunku niemieckiej ekonomii politycznej XIX w. o charakterze
socjalistycznym. –przyp. J.S. i „
praktisches
Christenthum”Niem. chrześcijaństwo praktyczne;
chrześcijańska myśl spoleczna, popularna końcem XIX wieku. – przyp.
J.S..