In case of further interest in archive documents please contact gerald.mozetic@uni-graz.at or reinhard.mueller@uni-graz.at
[home]
Państwo i prawo, in: Prawda, nr. 51, 10.12.1883, 603-604
Państwo i prawo.
Ludwik Gumplowicz
603
Znana to rzecz, że najdłużej się mozoli umysł człowieka, zanim pozna dokładnie rzeczy, najbliżej go otaczające i najbardziej obchodzące. Krążenie ciał niebieskich odkryto o kilka wieków przed znajomością krążenia krwi w organizmie naszym. Tak samo liczne zjawiska w dziodzinie umysłowej, moralnej i politycznej od dawna zgłębiono i zbadano; ale dotąd zdrowy i trzeźwy rozum, jeżeli u wszystkich filozofij i nauk szuka odpowiedzi na pytanie: czem jest państwo? – nieznajduje zadawalającego rozstrzygnięcia. Bo jakżeż można poprzestać na objaśnieniu takiem, jak np: że państwo jest stowarzyszeniem, założonem w celu wzajemnego zabezpieczenia praw i wykonywania sprawiedliwości; albo na takich frazesach: że państwo jest „organizmem moralnym“ (Stahl) albo, co jeszcze gorzej, „organizmem naturalnym“ (Bluntschli)? Są to gadaniny, które nie trafiają w sedno rzeczy; owem sednem zaś jest to, że w państwie jedni drugich trzymają w poddaństwie i że ono właśnie stanowi organizacyę która umożliwia, ustala i uprawnia tę zawisłość jednych od drugich i to panowanie jednych nad drugimi. Tej rzeczy, tak prostej, tak namacalnej na każdym kroku, co więcej, tak nam dającej się czuć, tak nas zewsząd otaczającej – politycy i statyści jak gdyby nie wiedzieli lub też wiedzieć nie chcieli. Bo prawili o wszystkich innych szczegółach: o formach, o rządach, o celach państwa itd. tylko o tym jego rdzeniu zachowali jakby umówione milczenie.
A jednak poznanie owego rdzenia jest ważnym krokiem ku wszechstronnemu zbadaniu państwa jako zjawiska przyrodniczego. Bo i temu przecież dziś nikt nie uwierzy, że państwa pozakładane zostały przez jakichś bezinteresownych dobrodziejów ludzkości „w celu“ uszczęśliwienia ogółu, wymierzania mu sprawiedliwości etc. Tyle dzisiaj zawdzięczamy postępom przyrodoznawstwa, że, jeżeli wszędzie i zawsze widzimy powstające państwa, tak samo jak po całym świecie widzimy mrowiska lub ule, to przyczyny tych zjawisk społecznych nie szukamy w „wolnej woli“ lub kaprysie jednostek, ale w pewnych wszędzie i zawsze z równą siłą działających popędach socyalnych.
Chcąc zaś poznać prawdziwą istotę tych popędów, czy też prądów, będących przyczyną powstawania państw, albo innemi słowy: chcąc poznać owe prawa naturalne, rządzące w sferze społecznej, i prowadzące zawsze i wszędzie do takiego ustroju, musimy bez uprzedzeń, bez doktryn i teoryj z góry powziętych, badać państwo tak, jak ono nam się przedstawia, bądź w rzeczywistości, bądź w przebiegu dziejów.
Zabierając się do tego badania, na samym wstępie znowu spostrzegamy, że nam teoretycy i filozofowie zwichnęli zupełnie pojęcie o powstaniu, a następnie o składzie społecznym państwa; że panujące o jednem i drugiem wyobrażenia są z gruntu fałszywe, bo ani z historya, ani z rzeczywistością niezgodne.
Powstanie państwa tłomaczą nam oni, jakby założenie towarzystwa akcyjnego, gdzie członkowie schodzą się i wybierają radę nadzorczą i dyrektora. Z takiej umowy społecznej wyprowadzają następnie wnioski, jakie „powinny być“ instytucye polityczne itd.
Że zaś państwo składa się z pewnej ilości „równych i wolnych obywateli,“ o tem żaden z teoretyków dzisiejszych nie wątpi: fakt zaś, że takiego składu państwa nie widzimy nigdzie ani w przebiegu dziejów, ani dzisiaj w żadnym zakątku świata, wcale ich nie obchodzi. Bo to wszystko jest tylko „spaczeniem“ ideału i prawdy: te zaś pierwotwory niezepsute państw istnieją – w ich wyobraźni.
Szczęściem i nauka polityczna, przeszczepiona na grunt metody indukcyjnej przyrodoznawstwa, wyrasta obecnie po nad poziom tych starych banialuk, a zaczyna w niej już to tylko uchodzić za prawdę, co się da stwierdzić w dziejach lub w rzeczywistości.
Tak stwierdzić jednak da się tylko powstanie państw za pomocą podboju, koniecznem następstwem zaś takiego powstania państw był zawsze i wszędzie skład ich z zaborców i podbitych, a więc z panujących i opanowanych, rządzących i rządzonych. „A gdzież prawo? wszak to czysty gwałt! Takim sposobem państwo nie stoi na gruncie prawnym! Czy podobna teorya nie jest podkopaniem wszelkiego prawa?“ Takie słyszę zarzuty.
Ale proszę zważyć. Że gwałt stwarza państwo, wcale to nie przeszkadza, aby państwo stworzyło prawo. Owszem – widzimy to wszędzie i zawsze. Dziś zdobywca mieczem i ogniem zagarnął obce obszary i wtłoczył w jarzmo obcą ludność: jutro ogłasza ustawy, stanowi kary za naruszenie własności itd. Tak zawsze było – tak jest i tak będzie.
I tak musi być – to rzecz prosta. Zdobytego rządzenia zaś nie można lepiej utrzymać, jak prawem – t.j. ogółem tych ustanowień, które zaprowadzają ład w rządzeniu ludem.
Że zaś prawo nie jest niczem innem, jak zbiorem, tych ustanowień, wydanych w interesie rządzenia, jest to prawda, której poznanie utrudniła nam jego „filozofia.“ Ta bowiem z istniejących ustaw wygotowała sobie pewną „ideę prawa,“ którą przedstawiała jako odwieczny, w umyśle ludzkim spoczywający pierwowzór i pierwiastek wszelkiego prawa, służący za model wszystkim ustawom.
Tymczasem rzecz się ma przeciwnie. Rzeczywistość, potrzeby społeczne, stosunki państwowe doprowadziły do pewnych ustaw prawnych, a z tych dopiero wyrobiła się w głowach naszych pewna idea pra
604
wa, która zatem nie wyprzedza go, alo jest wynikiem istniejących urządzeń. Jakie są rzeczywiste instytucye prawne, taka powstaje w nas idea prawa. Dlatego np. nasza idea europejska sprzeciwia się wielożeństwu: na Wschodzie zaś tamtejsza zgadza się z wielożeństwem itd. Fałszywe to operowanie „filozofii“ doprowadziło nas do tego, żeśmy uwierzyli w ideę prawa, jako wyprzedzającą państwo, górującą nad niem, służącą ma wszędzie i zawsze za wzór. Tymczasem, jak powiadam, rzecz się ma odwrotnie. Państwo wyprzedza prawo, które jest jego utworem, a więc też pierwsze góruje nad drugiem i przestrzega przepisów jego zawsze tylko o tyle, o ile własny interes tego wymaga. Znali to już rzymianie, kiedy powtarzali: salus reipublicae suprema lex. Tak też jest w istocie.
Prawo potrzebnem jest państwu; utrzymuje ono w niem wewnętrzny ład i porządek; aie państwo tak samo, jak przemocą tylko i podbojem stanęło, również tylko na gruncie siły i władzy opartem być może. tylko w obrębie ustanowionych przez nie granic, w dziedzinie stosunków prywatnych prawo panuje nad gwałtem i przemocą: ale w stosunkach prawa samego, wkwe-styach bytu państwa i rządu, tam w istocie zawsze i wszędzie znajduje zastosowanie Bismarkowskie: Macht vor Recht.
Ale z tem wszystkiem nie trzeba sobie wyobrażać prawa jako dowolnego utworu ustawodawcy lub panującego. Bynajmniej. Stosunki między panującymi a poddanymi wyradzają wszędzie i zawsze podobne potrzeby i konieczności, z których wypływają, wszędzie i zawsze w istocie te same ustanowienia. Nie jest zatem prawo dziełem woli lub kaprysu jednostek, na czele społeczeństw stojących, ale rezultatem koniecznym potrzeb, wynikających ze stosunku zwierzchnictwa jednych nad drugimi, albo innemi słowy: koniecznym wynikiem polityki panujących, zostającej w ciągłej walce z oporem opanowanych; jest wypadkową dwóch sił w przeciwnym kierunku działających, rządu z jednej, a ludu z drugiej strony. Nieustanne zaś działanie tych dwu prądów sprowadza nieustanny rozwój prawa w każdem państwie. Podobnie zaś, jak te dwa prądy tkwią głęboko w naturze społeczeństw i są zjawiskiem naturalnem, również wypływające z nich prawo i rozwój jego są zjawiskami naturalnemi, również przeto mogą i powinny być badane jak każde zjawisko przyrodnicze.
Ludwik Gumplowicz.