Dążności i teorie, in: Prawda, nr. 48, 19.11.1883,
567-570.
Uprościłyby się nieraz rozprawy nad kwestyami społecznemi,
gdyby rozprawiający wprzód porozumieli się co do zasad, co do punktów wyjścia
wszelkiego życia i ruchu społecznego i albo zgodzili się na to zasady, albo nie. W
pierwszym przypadku i na płynące z nich kwestye społeczne łatwa zgoda będzie; w
drugim, najczęściej nawet wszelki spór stanie się zbytecznym, bo do żadnego
rezultatu nie doprowadzi.
568
Tak pierwszą zasadą, taką kwestyą podstawową,
dla wszelkich dyskusyj społecznych jest: stosunek, człowieka do myśli jego,
subjektywnośoi do pomysłów, żądz i wszelakich dążności do teoryj. Kto mniema lub
wierzy, że człowiek tworzy sobie swoje myśli i pomysły, swoje doktryny i teorye
według woli własnej, i to według „wolnej“ woli – z tym nie wdawałbym się w spór o
żadne zagadnienie społeczne, bo byśmy nigdy do końca nie doszli – tak samo, jak
niema porozumienia się między ateuszem a religiantem.
Moje bowiem przekonanie jest to, że każda myśl, każdy
pomysł, każda doktryna lub teorya człowieka tak samo korzeni się w jego całej
subiektywności czy podmiotowości, jak wszelkie jego percepcye zmysłowe zależą od
jakości jego zmysłów.
Człowiek tylko tak umie myśleć,
jakim jest: tylko tak widzi, jakie ma oczy. Ale większa część
ludzi nie przypuszcza tego związku. Dlaczego? Bo go nie czuje; on jest nieświadomy.
Niemniej jednak każdy człowiek temu koniecznemu skojarzeniu przyczyny ze skutkiem,
t. j. subjekty wnośoi swej i myśli swoich podlega, a nawet filozof, choć dotrze
świadomością swoją do tego związku, wyzwolić się przecie z
pod niego nie może – jak nikt prawa natury nie zmieni.
Gdyby oko ducha naszego było tak bystrem, żeby w każdym
wypadku ów związek między subjektywnością a pomysłami i doktrynami leżał przed nami
jak otwarta księga, widzielibyśmy wtedy pomost tajny, łączący np. subjekty wność
Kanta
z jego
Krytyką czystego rozumu i wiedzielibyśmy, dlaczego i z
jakich koniecznych powodów z subjektywnośoi tej wysnuć się dalej musiała
Krytyka praktycznego rozumu, teorya
O
wiecznym pokoju itd. Ale tego zmysłu nie mamy, tej łączności między
subjektywnością a „tworami ducha“ widzieć nie możemy. Że ją przypuszczamy, że się
jej domyślamy, dowodem poszukiwania biograficzne nad najdrobniejszymi szczegółami
życia wielkich myślicieli, pobtów, artystów itd. Ale wszelkie wysiłki nasze ku
istotnemu poznaniu tego związku były, są i będą zapewne
bezskuteczne; nigdy go jasno nie dopatrzymy się, a głównie dlatego, że jest nam
nieświadomy, że człowiek na sobie samym tych spostrzeżeń robić nie może, cóż dopiero
na innych ludziach!
Niemniej jednak wiemy, że pewne kierunki myślenia ludzi
odpowiadają pewnym ich stanowiskom. O dowody nietrudno. Czy
dużo jest członków arystokratycznych, zamożnych rodzin, którzy by byli zwolennikami
teoryj socyalistycznych? Nie – chyba gdzieś jakiś dziwak lub oryginał. Skąd to
pochodzi? Wszak także różnorodne umysły i usposobieuia są między bogatą
arystokracyą, czemu niema między nimi komunistów, socjalistów albo anarchistów?
Rzecz prosta. Stanowisko ich majątkowe i naturalna
dążność utrzymania się na niem wpływają bezwiednie na ich sposób myślenia, kształtują ich umysł, a z tej
naturalnej dążności wypływają ich teorye i doktryny konserwatywne. Ale to bynajmniej
nie jest rzecz wyrozumowana, ani też – broń Boże! – w tym sposobie myślenia niema
iskierki złej wiary; to jest proces naturalny, który się
odbywa nieświadomie i który sprawia, że z pewnych stanowisk
społecznych i dążeń, a zatem z pewnych subiektywności, wypływają koniecznie pewno kierunki myśli, pewne teorye. Przypatrzcie się magnatowi
X. Z dziada pradziada pan. W r. 1848 był już dojrzałym mężczyzną. Odrabiali mu
chłopi pańszczyznę – i dobrze mu z tem było. Arendarz, całując mu kolana,
punktualnie przynosił pieniądze – i dobrze mu z tem było. Mieszczanie w pobliskiem
mieście objawiali szacunek należyty, a jeśli czegoś pragnął, zawołał ich starszych,
oznąjmił im swoje życzenia, a oni spieszyli z spełnieniem jego woli – i dobrze mu z
tem było.
Pan X. siedzi teraz w sejmie lwowskim i jest przywódcą
konserwatystów. Sprzeciwia się rozdrabnianiu chłopskich gruntów i wolności sprzedaży
ich; nie chce żydów przypuścić do urzędów i sądów; na demokratyczne zachcianki
mieszczan i mieszanie się ich w sprawy polityczne patrzy niechętnem okiem. Jeżeli
już dano chłopom prawo wyboru posłów, uważa on dziedzica za naturalnego ich
przedstawiciela; żydów zaś i mieszczan w sali sejmowej – za intruzów.
Czy sądzicie, że p. X. prowadzi politykę egoistyczną? że w
jego twierdzeniach jest zła wiara? że on dla samolubnych celów stawia doktryny
polityczne? Grubo by go skrzywdził, ktoby go o takie osobisto i sobkowskio cele i
widoki posądzał.
Pan X. jest człowiek najlepszej wiary: on z prawdziwym,
niekłamanym zapałem, z fanatyzmem prawie broni swych zasad.
Ale pan X. jest panem X. – w tem cała tajemnica. Każda kropla jego krwi ma udzial w
jego teoryach. On dążności swych może nawet sam nie zna, ale
one są jego duszą; wypływają z jego stanowiska, urodzenia, tradycyj, z przeszłości
domu jego – on o tem nic nie wie. Jemu się zdaje, że swoje teorye, „zasady
polityczne,“ po dojrzałym namyśle sobie utworzył, umyślił; że
to zależy od jego wolnej woli mieć te zasady lub inne. Rzecz prosta – choćby był
większym myślicielem, niż jest, nie dostrzegłby tajnej sieci, łączącej jego
indywidualność, subjektywność z myślami i teoryami. On mniema, że to są jego myśli – bardzo się myli; bo on
nie jest swoim. Stosunki wytworzyły jego indywidnalność, a
ta wytworzyła jego myśli. Wszak na ogólnem, milczącem
przyznaniu tego faktu, iż stosunki i naturalne dążności grup społecznych kierują
wolą i czynami jednostek, na przyznaniu tego faktu polegają wszelkie zgóry robiono
obliczenia różnych kombinacyj parlamentarnych; na tem polega przypuszczenie, że w
pewnej sprawie przedstawiciele miast będą głosowali tak, reprezentanci zaś wsi
inaczej, wielcy właściciele tak, a drobni posiadacze inaczej; kupcy i przemysłowcy
znowu inaczej. Jeżeli zaś każdego z tych panów osobno zapytamy, dlaczego głosował za
tem, a nie za owem – to odpowiedź jego bynajmniej nie będzie licowała z powodami
naszych obliczeń. Każdy poda nam jakieś argumenty
ogólne, jakieś powody wyrozumowane. Te powody, zdaje mu się, skłoniły go do takiego postępowania, jakie
myśmy z góry przewidywali, nieznając jego motywów. Ale główny
kierunek jego myśli wypłynie z kierunku naturalnych jego dążeń, które są koniecznym
wynikiem całej jego indywidualności.
Z powyższych uwag wypada, że przy każdym ruchu społecznym,
przy każdem działaniu jakiegoś ogółu, rozróżniać można objektywno jego przyczyny i
cele – oraz subjektywne motywy i zamiary osób działających. Pierwsze nie potrzebują
godzić się z drugiemi. Owe pobudki i zamiary są
569
to właśnie te
złudzenia, którym podlegają jednostki, będące ślepemi narzędziami procesów
społecznych, odgrywających się z zupełnie innych przyczyn i dążących do zupelnio
innych celów. Gdzie zaś rozumowanie i światło nauki wykazało bezzasadność tych
pobudek, tam owe iluzye przestają być iluzyami, a podtrzymywane uporczywie stają się
płaszczykami. W każdym razie, mówiąc o ruchach
społecznych, można zapatrywać się albo na objektywne ich przyczyny i skutki lub też
cele, albo na osobiste motywy jednostek i ich zamiary. Te ostatnie mogą być
najidealniejsze, podczas gdy równocześnie pierwsze mogą być najnikczemniejsze.
Żal mi, iż p.
Dunin, czytając
poprzedni mój artykuł o komunizmie, socyalizmie i antisemityzmie, nie uważał, że
mówiłem o przyczynach objektywnych, celach i skutkach tych
ruchów socyalnych, i że znajduje sprzeczność między przedstawieniem rzeczy w
tym artykule a w dziele mojem
Rechtsstaat und Socialismus,
gdzie przedstawiam pobudki i zamiary teoretyków komunistów i socyalistów. Owe
objektywne powody i skutki lub też cele mogą być bardzo niskie w rzeczywistości –
czego dowodem wynik każdego eksperymentu praktycznego na tem polu – niemniej motywy,
doktryny i zamiary osobiste teoretyków mogą być bardzo idealne – tak samo jak pan X
działa w najlepszej wierze, domagając się wsteczności najnikczemniejszych. Ton ruch
społeczny ma, przedmiotowo biorąc, niskie powody i niskio cele – jego wyznawcy mogą
mieć zupełnie inno motywy – t. j. iluzye lub też w pewnych okolicznościach
płaszczyki. Gdyby p.
Dunin był spostrzegł
różnicę między traktowaniem ruchu społecznego objektywnie, jego powodów naturalnych,
skutków i celów koniecznych, a traktowaniem rozwoju teoryj w umysłach teoretyków,
ich pobudek idealnych i takichżo zamiarów, niebyłby zapowno chciał zbijać artykułu
mojego w
Prawdzie dziełem mojem o socyalizmie – nie byłby
widział sprzeczności między jednym a drugiem.
Teorye socyalno a wykonanie ich i wyniki praktyczno, są to
rzeczy zupełnie różne. Teoretycy mogą być najidealniejszymi ludźmi, ale apostołowany
przez nich ruch może być takim, że się bez najnikozemniejszych zbrodni dokonać nie
może. Pojmuję zupełnie antisemityzm jako teorye; wyznawcy jej mogą być uczciwi
ludzie, mogą i się (aż do pewnego czasu) oddawać złudzeniom. O tem w artykule nie
mówiłem. Alo powiedziałem tam i powtarzam,że „akcya" antisemitów kończy się w
kryminale. Bo też nie słyszałem, ażeby któryś z
teoretyków
antisemitycznych (np.
Stöcker albo
Istoczy ) napadał żydów i rabował, choć do tego mieliby liczno sposobności.
Ale do nich nie można stosować tego, co mówię o antisemityzmie jako ruchu socyalnym;
ci panowie nie są
ruchem; ich pobudki i zamiary nie są
powodami, skutkami i celami antisomityzmn, jako ruchu obiektywnego.
Zupełnie zgadzam się z p.
Duninem, że
antisemityzm
istnieje i że zasługuje na to, aby „zbadać jego
przyczyny, wykazać je i na nie oddziaływać“. Zdaje mi się jednak, żem jako
publicysta temu obowiązkowi zbadania istoty tak ważnego zjawiska społecznego
zajzupelniej zadość uczynił – ale nie w krótkim artykuliku poprzednim (za szczupłe
do tego byłyby ramy), tylko w dziele mojem:
Der Rassenkampf
[1]
). Do tego odsyłam p.
Dunina, a jestem przekonany, że przeczytawszy je, cofnie niektóre zarzuty,
uczyniono mi w
Prawdzie. Tam bowiem traktuję nie
poszczególną, przypadkową i miejscową formę antisemityzmu, alo ogólny, wszędzie i
zawsze powtarzający się objaw antagonizmów szczepowych; badam przyczyny, wykazuję je
a nawet staram się, jak to życzy sobie p.
Dunin, oddziaływać na
nie, chociaż mi znowu dociął szanowny Poseł Prawdy (w nrze 37), ubolewając nad tem,
żem „wykpał żydów za to,“ za co według niego są godni wielkiego szacunku, tj. że nie
zginęli i nie giną. Tak to gusty są rozmaite. Gusty? Albo też może indywidualności i
wynikające z nich teorye? Kto wie –gdybyśmy się zeszli we trójkę z p.
Duninem i z Posłem i Prawdy i gdybyśmy się starali pozbyć wszelkich
osobistych złudzeń i usiłowali dotrzeć do owego tajnego łącznika między
indywidualnościami, zatem i wrodzonemi dążnościami, a teoryami naszemi, i gdybyśmy
wzajemnie wyspowiadali się z osiągniętych rezultatów takiego badania, możebyśmy
dociekli właściwej przyczyny, dla czego Poseł Prawdy nie chce
[2]
) aby żydzi wyginęli, dlaczego ja
ich za to „wykpałem“ i dlaczego p.
Dunin uważał za –
obelgę (!) sąd mój o objekty wnych przyczynach, skutkach i
celach antisemityzmu. Bo że sąd ten odpowiada zupełnie rzeczywistości, że zdanie
moje
przedmiotowo jest prawdziwem, to nie podlega wątpieniu.
Znaną bowiem jest rzeczą, że ruch antisemicki tylko
tam i
tylko wtedy się objawia, gdzie żydzi stali się ekonomicznie zbytecznymi, tj. gdzie
oddawszy już usługę j ekonomiczną krajowi, zebrali przytem bogactwa. Następnie
niemniej jest faktem niezaprzeczonym, że
teorya antisemicka
nie może inaczej przejść
w czyn i nigdy też inaczej nie
przeszła, jak pod formą łupiestwa i rabunku. To są fakty historyczne, a nie żadne
„obelgi“ – co więcej: fakty te są konieczne, od teoryj i doktryn jednostek
niezależne, bo wynikają z naturalnych dążności grup społecznych. Ktokolwiek więc o
antisemityzmie (nowa nazwa dla rzeczy odwiecznej!) traktuje przedmiotowo, nie może
go wywodzić z innych źródeł i nio może zaprzeczyć tych samych, zawsze i wszędzie
jego skutków.
Posłuchajmy na dowód, jak najsłynniejszy ekonomista
niemiecki
Roscher, mówi o
ruchu tym, znanym w Niemczech w wiekach średnich.
„Polityka względem żydów zostaje w stosunku przeciwnym do
postępu ekonomicznego... U ludów germańskich w pierwszych, barbarzyńskich jeszcze
czasach średnich wieków, lepiej traktowano żydów, niż później. Rzecz prosta. Wtedy
bowiem żydzi zaspakajali wielką potrzebę ekonomiczną, której
przez długi czas nikt inny zaspokoić nie umiał – tj. prowadzili handel... Przez
długie wieki byli kupieckimi opiekunami ludów nowożytnych nie bez korzyści dla
tychże i nie bez uznania z ich strony. Ale każda opieka staje się wstrętną, jeżeli
pupil dojrzewa: a ludy wyzwalają się z pod każdej zbytecznej opieki śród walk.
Prześladowanie żydów w naszych wiekach średnich jest skutkiem zazdrości handlowej.“
Tak pisze
Zeitschrifl f. ges.
Staatswissenschaft. tom 31, str 511.Roscher),
oceniając przedmiotowo przyczyny tego ruchu. Wiecznie i wszędzie w podobnych
wypadkach z koniecznością działające stosunki ekonomiczne nie mają nic wspólnego z
pobudkami,
złudzeniami lub też płaszczykami osobników. Śród
tego, z owych przyczyn ekonomicznych wywiązującego się ogólnego ruchu, mogą być
jednostki idealne, czyste jak święci, przekonane o zacności swoich celów, działające
pod wpływem swoich iluzyj – to rzeczy wcale nie zmienia.
Nietylko jednak w pewnych warunkach iluzye te stają się
płaszczykami, ale przedmiotowo oceniając, można je tak nazwać.
Tyle co do
przyczyn tego ruchu, a
teraz co do koniecznych, jedynie możliwych
skutków, które
można nazwać
celami. Któż zaprzeczy, że ruch ten, biorący
początek w „zazdrości,“ jak konstatuje
Roscher, nigdzie i
nigdy inaczej nie przeszedł w czyn, tylko w formie łupiestwa, rabunku i kradzieży.
Świadczę się całą historyą prześladowań i „tumultów“ na żydów we wszystkich krajach
europejskich. A może mi ktoś zarzuci, że była i inna forma wcielania się w czyn tego
ruchu, a mianowicie wypędzanie? Na to znowu świadczę się historyą, że gdziekolwiek
żydów wyganiano, nigdzie nie wyganiano ich
z majątkami –
banicya była zawsze tylko
środkiem zachowania ich dóbr i
mienia. Tak było w Hiszpanii, tak w kraju, w którym uwagi to dzisiaj piszę – w
Styryi. Kiedy się w XIII i XIV wieku szlachta styryjska i panujący tutejsi zadłużyli
po uszy u żydów, a dobra ich obciążone były hypotekami żydowskiemi – wtedy ich
wypędzono i pozbyto się tym sposobem wierzycieli. A więc skutek i cel zawsze ten
sam. Niemniej jednak nigdy i nigdzie teorye jednostek nie przyznawały się do tych
przyczyn i tych celów – ale podawano zawsze różne religijne, polityczne, sanitarne i
kto tam policzy jakie, powody prześladowań. A podawanie innych powodów niekoniecznie
było złą wiarą, lecz – u jednych ciemnotą, u innych fanatyzmem, teoryą, iluzyą albo
też pozorem. Jeśli zaś krótko i zwięźle a przedmiotowo traktuję rzecz, nazwałem
wszystkie te doktryny „płaszczykami,“ to najmniej p.
Dunin może mnie
posądzać o „obelgę,“ skoro sam powiada, że „w ogóle dla autora niema w całych
dziejach ludzkości innej pobudki czynów ludzkich, tylko chęć wzbogacenia się.“ A
więc przyznaje p. D., że na antisemityzm nie rzuciłem ani o włos większej „obelgi,“
niż na całe dzieje ludzkości; a więc ta „obelga“ antisemityzmu nie mogła być
„wywarciem“ jakiegoś poszczególnego „gniewu,“ chyba że ten sam gniew wywarłem na
całe dzieje ludzkości. Mnie się zaś zdaje, że wypowiedzenie zdania, opartego na
faktach, o zjawiskach socyalnych i o dziejach ludzkich nie może być nazwanem ani
„obelgą,“ ani „wywieraniem gniewu,“ tem mniej, skoro wypowiadający swój sąd o
ruchach tych, jako
koniecznych i nieuniknionych, płynących z
przyczyn naturalnych, niezależnych od woli człowieka.
Nie skrzywdziłem więc antisemityzmu, bo położyłem
działające w nim pobudki na równi z pobudkami pierwszorzędnych działań politycznych
i historycznych, utrzymując i o tych, że
tajne ich pobudki
nie są inne, jak wzbogacenie się cudzem mieniem. To też w powołanem dziele mojem
Der Rassenkampf powiadam, że nowożytny zdobywca nie pożera
swego nieprzyjaciela, aby się nim nasycić, ale (rzecz ta sama w innej formie)
zabiera mu gwałtom kilka miliardów. Ale choć działa w istocie z tajnej (może nawet
dla niego samego) pobudki wzbogacenia się mieniem bogatego sąsiada – to oczywista
nie wyznaje tego i mniema, żo prowadzi wojnę dla idei politycznej, dla pokoju
świata, dla spełnienia posłannictwa historycznego, dla wolności narodów itd. Są to
teorye, motywy subjektywne, doktryny, złudzenia, słowem – przedmiotowo oceniając
rzecz – płaszczyki. Nazywając zaś rzecz właściwem mianem, mówiąc, że pobudką tych
czynów politycznych (jak i ruchów socyalnych) jest pożądanie „cudzego mienia,“
bynajmniej nie poniżam tych ruchów, ani ich lżę, bo jak to udowodniłem w
Rechtsstaat und Socialismus, każda
własność jest tylko środkiem panowania; wydarcie przeciwnikowi mienia –
środkiem wydobycia się z pod jego jarzma i zapanowania nad nim. Na zapytanie p. D.,
czy „niewolnik, zrywający łańcuch, którym go
570
ongi przemoc do taczki
przykuła okrada swego pana? – odpowiadam: tak jest, okrada go niewątpliwie – tak
samo, jak jego ongi okradł pan, kiedy go do taczki przykuł; a „plebejusze rzymscy,
uciekający przed wyzyskiem patrycyuszów na górę świętą,“ targnęli się równie
niewątpliwie na mienie patrycyuszów – ktoż o tem wątpi? – tak samo, jak ongi
patrycyusze ujarzmiwszy plebejuszów targnęli się na
ich
mienie. Ale oczywista, co w prawie prywatnem nazywamy kradzieżą, to w dziejach
międzynarodowych nazywa się zaborem, a w historyi narodu lub państwa – rewolucyą
socyalną. Różnica jest tylko ta, że zabory i rewoluoye społeczne stanowią treść
dziejów, są konieczną i istotną częścią ich procesu: podczas kiedy w obrębie ram
organizacyj państwowych kradzieże są zakazane i bywają karane –
i
to słusznie, bo poszanowanie własności jest podwaliną porządku społecznego
i państwa.
Kończę prośbą do p. D. Niech będzie łaskaw z taką samą
uwagą, z jaką raczył przeczytać Rechtsstaat und Socialismus,
czytać ostatnią pracę moją Der Rassenkampf – a przekonany
jestem, że jakkolwiek i nadal stać będziemy na przeciwnych stanowiskach, których
antagonizm tkwi głęboko w uzasadnionych różnicach zapatrywań na świat i ludzi,
wynikających zapewne z różnicy naszych indywidualności, jednak pozna, że co
powiedziałem o przyczynach i celach antisemityzmu, jost prostą
konsekwencją zdań, wypowiedzianych o procesie dziejowym wogóle – nie zaś
żadną „obelgą,“ rzuconą na jakiś szczegółowy objaw socyalny; a następnie, że zdanie
to nie przeczy wcale możliwości, iż między antisemitami są ludzie powodujący się
ideami, teoryami, sympatyami i antypatyami, słowem najrozmaitszymi osobistymi motywami i iluzyami.
Ludwik Gumplowicz.