Słowiańszczyzna południowa, in: Przegląd Historyczny,
1908, s. 1-19.
Słowiańszczyzna południowa.
Ludy słowiańskie półwyspu bałkańskiego stanowią wiekową,
nierozwiązaną do dziś dnia zagadkę polityczną. Nie doszły one nigdy do stałego bytu
państwowego, a wskutek tego nie osiągnęły także kultury samodzielnej.
Przyczyn tego zjawiska nie wytłómaczyli nam dotąd ani
historycy ani socyologowie; jest ono zaś tem dziwniejsze, tem bardziej
zastanawiające, że północne ludy słowiańskie, które wstąpiły na arenę historyczną
znacznie później aniżeli południowi pobratymcy, zdołały
jednak w ostatniem tysiącoleciu stworzyć na gruncie państwowości samodzielnych
kultury samodzielne jak Polska, Rosya poniekąd także Czechy.
Do częściowego wyjaśnienia tej kwestyi tak bardzo zawiłej
przyczyni się niezawodnie świeżo wydane dzieło znanego slawisty, prof. M.
Murki
[1]
. Autor podjął się skreślenia
historyi literatur południowo-słowiańskich dla zbioru, obejmującego dzieje
literatury wschodu europejskiego, w którym to zbiorze i nasz
Brückner
mistrzowskim swym piórem skreślił dzieje literatury polskiej i rosyjskiej. Ale ze
wszystkich współpracowników tego zbioru prof.
Murce przypadło
najtrudniejsze zadanie, gdyż miał on skreślić literaturę średniowieczną tych ludów
(Bułgarów, Serbów, Chorwatów i Bośniaków), które w danym okresie własnej
samodzielnej literatury wcale właściwie nie miały. Wie o tem autor dobrze i w
licznych ustępach dzieła swego nie tylko nad tym brakiem samodzielnej kultury ale
wogóle nad smutnym stanem kultury słowian południowych ubolewa. Mimo to jednak
gorące uczucie pa
2
tryotyczne i zapal niezwykły dla sprawy swego ludu
skłoniły go do podjęcia tak niewdzięcznego zadania.
Dzieło
Murki, choć
natchnione bijącą z każdego wiersza miłością ludu, którego życie umysłowe
przedstawia, nie jest jednak dziełem jednostronnym ani stronniczym. Przeciwnie,
autor ani na chwilę nie przestaje być ściśle naukowym i przedmiotowym, uczuciom zaś
swoim daje wyraz jedynie w żalach nad smutnym stanem kultury Słowian południowych.
Naukowa ta przedmiotowość autora sprawia, że omawiane
dzieło, pomimo iż treść jego historyczno–literacka gotuje czytelnikowi pewne
rozczarowanie, ułatwia znakomicie oryentowanie się w całym obszarze życia umysłowego
i kulturalnego słowiańszczyzny południowej wieków średnich, co znowu przyczynić się
może do wyjaśnienia wspomnianej powyżej zagadki politycznej.
Na samym wstępie autor w imię jedności i jednolitości
narodowej słowiańszczyzny południowej, kruszy kopię przeciw partykularystom, którzy
w słowiańszczyznie południowej rozróżnić chcą cztery narody: Bułgarów, Serbów,
Chorwatów i Słoweńców. W szczególności autor występuje przeciw rozróżnianiu Serbów
od Chorwatów niby oddzielnych narodów, wykazując ich etniczną tożsamość. „Dziwny
stosunek pomiędzy Chorwatami a Serbami – pisze autor, – jest jedynie wytworem
rozwoju dziejowego; jak bowiem dzisiaj stanowią oni etnicznie i lingwistycznie jeden
lud, tak też byli oni jednym ludem od chwili przybycia do dzisiejszych siedzib
swoich, tylko że tutaj padli ofiarą wielkiej schizmy kościelnej i politycznej
pomiędzy wschodem i zachodem, chociaż nie w całości i nie zupełnie. Rozdział ten na
dwa odrębne ciała polityczne nastąpił w ten sposób, że najprzód chorwacki książę
Tomisław ogłosiwszy się królem w r. 925 dał początek Królestwu Chorwacyi,
które uległo wpływom Rzymu; w wieku zaś XII-tym (około r. 1171),
Stefan
Nemanja założył państwo serbskie, jako Wielki Zupan Rascyi, syn zaś jego
św.
Sawa uległ całkowicie wpływowi kościoła wschodniego. Tak więc jeden i
tenże sam lud rozpadł się na dwa narody, pomiędzy którymi dwa wrogie sobie kościoły
wzniecały zgubny antagonizm narodowy. „Nowożytna kultura jednak, – pisze autor, –
która w wieku XIX znakomicie już zbliżyła do siebie ludy południowo–słowiańskie,
coraz więcej łagodzić i usuwać będzie istniejące jeszcze pomiędzy nimi
przeciwieństwa.” Jeżeli nadto zważymy, że „w trzech północno–zachodnich komitatach
Chorwacyi istnieje narzecze, które w najcharakterystyczniejszych znamionach swoich
zgadza się zupełnie z mową Słoweńców, zwłaszcza z i cli narzeczami
północno-wschodnimi, –
3
w Bułgaryi zaś łatwiej rozumieją mowę
serbsko–chorwacką aniżeli rosyjską; wtedy na pytanie czy w przyszłości możliwa
będzie większa wspólność kulturalna pomiędzy ludami słowiańszczyzny południowej,
trzeba stanowczo odpowiedzieć: tak jest!”
Już z tego wstępu autora widzimy, że mamy do czynienia z
książką nietylko historyczno–literacką czy lingwistyczną, lecz, że jej autorowi w
poszukiwaniach nad literaturą i narzeczami Słowian południowych przyświeca myśl
polityczna, myśl o przyszłości słowiańszczyzny południowej, przez co i najbardziej
nawet jałowe zestawienie dat literackich czy bibliograficznych z przeszłości tych
ludów, nabiera żywszego interesu i jakiemś żywszem ogrzane jest uczuciem.
Że autor „Dzieje literatury” zaczyna od „historycznych
wiadomości o przybyciu Słowian południowych” do dzisiejszych ich siedzib, nic w tem
dziwnego, ale trudności przedsięwzięcia zapowiadają się już u jego progu. Wypada
bowiem autorowi rozstrzygnąć sporną i stanowczo dotąd nierozstrzygniętą kwestyę skąd
wzięli się Słowianie na półwyspie Bałkańskim? Czy ich uważać mamy tam za tubylców,
czy też za przybyszów?
Autor jest zdania, że „kolebka Słowian w czasach
historycznych nie stała nad Dunajem (jak chce stare podanie południowo–słowiańskie,
za którem idzie
Nestor) ale – na
północy od Karpat – w Polsce! „Oderwawszy się od głównego pnia północnej
Słowiańszczyzny po upadku państwa Hunnów, tłumy Słowian, idąc za innymi ludami i
przez inne naprzód wypierane, ruszyły na południe tak, że już na początku VI-go w.
znajdujemy je we wschodnim Siedmiogrodzie i w Rumunii.” Uważając Słowian bałkańskich
za przybyszów z północy, sądzi autor, że zapisana w rocznikach po raz pierwszy
inwazya ich na Bałkany w r. 527 za cesarza
Justyniana, nie
była pierwszem ich tam wtargnięciem, lecz, że już od początku VI-go wieku, a może
nawet od końca V-go datuje ich immigracya na półwysep Bałkański. Nie zupełnie się
godzę na teoryę immigracyi Słowian na półwysep bałkański, ale zdania autora, że
Słowianie przywędrowali także nad Cisę i do Węgier po opuszczeniu kraju tego przez
Longobardów (r. 568) i że wtedy także zaszli oni aż do Tyrolu, gdzie r. 595 zwalczał
ich
Tassilo, książę Bawarski – tembardziej podzielać nie mogę. Zdaje mi się –
przeciwnie, że Słowianie od niepamiętnych czasów siedzieli zarówno w Panonii,
jakoteż w krajach alpejskich, a siedziby ich sięgały Tyrolu i Bawarii, z których to
krajów przez Niemców wyparci zostali. Dowodem tego są słowiańskie nazwy rzek, gór i
miejscowości w krajach alpejskich, gdzie przecież mamy i rzekę Morawę (Mur)
4
i San i tysiączne nazwy osad czysto słowiańskie. Wszak od przybyszów
Niemcy nie byliby przyjęli nazw rzek, gór i osad; przyjęli oni nazwy od
niepamiętnych czasów w krajach tych używane. Uwagi te czynię mimochodem, gdyż
kwestya ta ze stanem kultury i literatury Słowian bałkańskich w wiekach późniejszych
nie ma ostatecznie ścisłego związku. Jeżeli jednak Słowianie przybyli na Bałkany z
nad lewego brzegu Dunaju to raczej w taki sposób jak to autor sam kreśli w
następujących słowach: „Spotykamy ich (Słowian) często w orszakach i pod wodzą
tureckich
[2]
najeźdźców, szczególniej Awarów od połowy VI-go w. i Bułgarów (r. 679), którzy byli
nieliczni, ale zato – znakomici wodzowie i organizatorowie.” Taki sposób przybycia
Słowian na półwysep Bałkański zdaje mi się dlatego prawdopodobniejszy, że liczne
takie inwa-zye Słowian pod wodzą nietylko Awarów, ale także i Gotów, są wiarogodnemi
świadectwami historycznemu stwierdzone.
Z kolei po kwestyi przybycia Słowian na Bałkanach,
następuje kwestya powstania tam państw słowiańskich. Było ich trzy: bułgarskie,
serbskie i chorwackie. Co do bułgarskiego, sposób jego powstania poświadczony jest
najdokładniej, „...pierwsze i najpotężniejsze państwo południowo–słowiańskie założył
południowo-«turecki» szczep Bułgarów” – pisze autor i podnosi to, że „początkowe
dzieje Rosyi powtarzają się w południowej słowiańszczyźnie, z tą tylko różnicą, że
tutaj rolę germańskich Waregów odgrywa liczna szlachta (?)«tureckiego» ludu, która,
z nad średniej Wołgi (stąd ich nazwa!) pochodząc,siedziała czas dłuższy nad Morzem
Czarnym i nad Dunajem, póki jedna ich horda pobudzona przez państwo bizantyńskie,
wpadła do Dobrudży (r. 679), od wschodnio–rzymskiego państwa po zaciętych walkach
oderwała kraj pomiędzy Dunajem a Haemusem wraz z większą częścią dzisiejszej Serbii
i Staroserbii, a następnie wtargnęła do Tracyi i Macedonii, gdzie Grecy już tylko
nad brzegami morza się trzymali; w końcu przez Albanię dotarła aż do Adryatyku.”
Mniej jasnem dla historyka jest powstanie państw: chorwackiego i serbskiego.
Powiadam – dla historyka, – bo dla socyologa nie podlega kwestyi, że wszystkie
państwa, jako organizacye panowania, powstały w jeden i tenże sam sposób, t.j. przez
najazd i podbój, oraz, że powstanie państwa bułgarskiego nietylko było wiernem
powtórzeniem powstania Rosyi, ale, że oba te państwa powstały w taki sam sposób jak
wszystkie wogóle państwa na całej kuli ziemskiej. Tymczasem
5
autor nie
zdaje się być tego zdania, a wobec niejasności źródeł historycznych co do powstania
państw chorwackiego i serbskiego zdaje się przypuszczać, że powstały one w jakiś
inny, bardziej pokojowy sposób, przez jakiś rozwój spokojny. O Chorwacyi bowiem
pisze on tak: „W północno–zachodnim kącie (półwyspu bałkańskiego)
wytworzyło się (hatte sich gebildet!) drugie państwo” (Chorwackie) przy
czem wspomina o kilkakrotnych usiłowaniach pojedynczych wodzów i książąt
podejmowanych w kierunku założenia i podniesienia tego państwa: (
Ljudevika r. 818–823;
Sedesława r.
878–879,
Branimira r.
879–890 i
Tomisława r.
910–930). Podobnież i z powstaniem państwa serbskiego autor załatwia się bardzo
krótko, pisząc: „Między Bułgaryą a Chorwacyą spotykamy ustroje (Gebilde), z których
powstało państwo serbskie.” To pobieżne załatwienie się z kwestya powstania państw
chorwackiego i serbskiego pochodzi stąd, że autor, idąc za zdaniem nowożytnych
sławistów, odrzuca świadectwo „powierzchownego”
Porfirogenety
o przybyciu „Chorwatów i Serbów” na półwysep bałkański, jako niewiarogodne.
Tymczasem nowożytni slawiści ustęp ten
Porfirogenety
źle zrozumieli, przypuszczając, jakoby w nim o
ludach
południowo–słowiańskich była mowa, podczas gdy ustęp ten tak pojmować trzeba, że na
wezwanie cesarza
Herekliusza
przybyły drużyny rycerskie Chrobatów (karpackich), Sorbów (łużyckich) i zajęty te
kraje, które później od klas panujących nazwano Chorwacyą i Serbią. Pomówimy o tem
jeszcze niżej.
* * *
Nie same tylko ustroje państwowe uwarunkowały tam powstanie
literatury; bardziej może, aniżeli państwa, przyczynił się do tego Kościół, któremu
mowa słowiańska zawdzięcza środek najważniejszy, dzięki któremu stała się literacką
– t. j. pismo. To też autor poświęca osobny rozdział świętym
Cyrylowi i
Metodemu, którzy przez ułożenie pisma słowiańskiego (głagolicy) umożliwili
pono powstanie literatury słowiańskiej. Kolebką jej było państwo Wielkomorawskie,
ale „początki tej literatury, które tak świetnie się zapowiadały, ze śmiercią
Metodego (r. 883) znalazły nagły koniec, gdyż uczniowie jego, narażeni byli
na najgorsze prześladowania, a najznakomitsi z pomiędzy nich w brutalny sposób z
kraju wypędzeni zostali.” Zbyt wczesny ten upadek literatury słowiańskiej w
Wielkomorawii wyszedł na korzyść Bułgaryi. Tam bowiem udali się „różnemi drogami
wszyscy prawie uczniowie
Metodego, a między
nimi i tacy, których pochodzenie z Mo
6
raw jest poświadczone. Najlepiej
znany i najznakomitszy pomiędzy nimi,
Kliment, dostał się
wraz z kilku towarzyszami, zaraz po śmierci
Metodego, do
Białogrodu, skąd kasztelan tamtejszy posłał go do księcia
Michała-Borysa
(który r. 888 zrzekł się tronu). Na dworze Przesławskim (rzymskie Marcianopolis) na
północnym stoku Bałkanu na południe od Szumli, przyjęto wygnańców nadzwyczaj
gościnnie...” Następca księcia
Michała-Borysa, Car
Symeon (r. 893) mianował
Klimenta pierwszym
biskupem „słoweńskim” Drembicy (w pobliżu Ochridy). Po
Klimencie, który
zmarł w r. 910, biskupstwo to objął towarzysz jego z Moraw, również uczeń
Metodyusza,
Naum. Równocześnie z
działalnością literacką tych mężów w okolicy Ochridy, we wschodniej Bułgaryi, za
cara
Symeona, zakwitła literatura kościelno-słowiańska. Car ten bowiem miał
ambicyę „współzawodniczenia z Bizancyum na poluumysło-wo-kościelnem. W tym celu
nietylko że zesłowiańszczył kościół bułgarski, na którego czele postawił
niezawisłego patryarchę bułgarskiego, ale zorganizował nadto żywą pracę literacką,
polegającą po części na przekładach po części zaś na kompilacyi. I sam jął się
pióra, a przepyszne pałace swoje i kościoły w Przesławiu ozdobił księgozbiorami,
wskutek czego współcześni mu panegirycy bułgarscy nazwali go nowym Ptolemeuszem.
Błogie wpływy tej świetnej epoki obejmowały całe państwo bułgarskie od Morza
Czarnego aż do Adryatyku, tak, że i Serbowie z nich korzystali.”
Rozwinąwszy takie tlo historyczne, autor przystępuje do
wyliczenia utworów owego „złotego wieku” literatury bułgarskiej. W tym punkcie
doznajemy – nie z winy autora, pewnego rozczarowania. Jeżeli w „literaturze” szukamy
wyrazu i odbicia ducha narodu; jeżeli ma ona służyć nam za zwierciadło jego myśli i
uczuć, to tutaj, jako „literaturę” bułgarską, widzimy nietylko przekłady z obcych
języków, hebrajskiego i greckiego, ale najrozmaitsze nawet regulaminy liturgiczne
Kościoła katolickiego, które wytworzył nie naród bułgarski
lecz Kościół kato1icki i to nawet nie dla Bułgarów lecz dla
katolików wszelkich narodowości.
I tak, znany nam już biskup
Kliment pisze
kazania, które „obracają się w zakresie myśli Ewangelii i odpowiadają potrzebom
młodej jego trzody”, biskup zaś „w panegirycznych swych mowach trzyma się praktyki
bizantyńskich kaznodziei.” Stosunek jego do słowiańskiego ludu znamionują najlepiej
„polemiki” przeciw „szatańskim pieśniom, tańcom i czarom.” Gdyby nam pobożny biskup
zamiast z byzantyńska pisanych panegiryków zostawił był kilka tych „szatańskich
pieśni”, posiadalibyśmy dzisiaj pomnik literatury południowo–słowiańskiej!
7
Inny współczesny mu biskup bułgarski,
Konstantyn
Presbiter, napisał p. t. „Pouczająca Ewangelia i kazania niedzielne, które
zawierają „dosłowne przekłady kazań greckich
Jana
Chryzostoma,
Izydora z
Pelusionu i innych ojców Kościoła.” Tenże biskup
Konstantyn z polecenia cara
Symeona przełożył
kazania
Św.
Atanazego z Aleksandryi przeciwko Aryanom. Zaiste, przekłady takie są
cennemi pomnikami lingwistycznemi lub filologicznemi, ale do literatury im daleko!
„We wschodnio–bulgarskim kole towarzyskiem
Symeona najznakomitszą osobistością jest
Joan
Exarcha Bułgaryi...” pisze autor. Słowa te budzą w nas ciekawość poznania
dzieł tej znakomitej osobistości. Jakież one są? „Przełożył dla Słowian bułgarskich
–opowiada nam auto – główne dzieło
Jana z
Damaszku, największego dogmatyka kościoła greckiego...” „Największą zaś
sławę jego stanowi wielkie dzieło oryginalne (?)
albo raczej
kompilacya pod tytułem
Seśtodnew (Hexaemeron)
zawierający teologiczno–filozoficzne objaśnienie dziejów stworzenia. Wyzyskał on w
tem dziele odpowiednie prace
Basiliusza
Wielkiego,
Seweryna
z
Gabalasa, po części
Teodoreta,
Grzegorza
Teologa i
Grzegorza
z Nysy, których po części
dosłownie tłomaczył, po
części zaś kompilował.”
Inny dworzanin
Symeona,
Grzegorz Presbiter „należy do
grupy tych współpracowników Cara, którzy mieli sobie polecone uzupełnienie przekładu
Biblii. Na rozkaz «miłującego księgi,» Pana, przełożył on te księgi Biblii, które
zawierają obrazy, odnoszące się do treści ksiąg Ewanieli.!
Nie będę nużył czytelnika wyliczaniem dalszych płodów
„literatury bułgarskiej” wieku X i XI, które autor z podziwienia godną dokładnością
zapisuje. Przytoczę tylko niektóre zdania autora, charakteryzujące trafnie całe to
piśmiennictwo. Oto, „na pierwszy plan wysuwają się usiłowania objaśnienia i
uzupełnienia (przekładu) Biblii..” Obok pisma świętego tłómaczono dzieła ascetyczne
i mistyczne. Z askezą i mistyką, które były ulubionem polem klasztornych literatów
bizantyńskich zapoznawano prawowiernych Słowian południowych za pomocą przekładów z
greckiego znakomitych (ascetycznych) dzieł np.
Jana
Anachorety «Kliman» i t. p. O przekładach tych powiada zresztą autor, że
są one często niezrozumiale i „mogą służyć za przykład nieudolności niektórych
starosłowiańskich tłumaczów, która zresztą nietyle była wynikiem tępego ich umysłu,
jak raczej ślepej adoracyi dosłownego tekstu w duchu bizantyńskiego
tradycyonalizmu”; w końcu autor cały ten
8
kierunek literatury bułgarskiej
tłumaczy szerzącem się coraz bardziej w Bułgaryi życiem klasztornem.
Zakonnictwo bizantyńskie szerzyło się w Bułgaryi. Pierwszy
zaraz wladzca Bułgaryi,
Borys-Michał,
wstąpił do klasztoru, brat jego
Duks poszedł, jak się
zdaje, za jego przykładem, a syn tegoż,
Teodor
Duksow (r. 907) przebywał w klasztorze, fundowanym przez
Symeona i przepisywał książki. Następca
Symeona, Car
Piotr, zasłużył sobie na miejsce pomiędzy świętymi pustelnikami itd. itd.
Tym stosunkom przypisać należy, że „stosunkowo wielką jest
liczba przekładów literatury starokościelnej i teologicznej bizantyńskiej, na
starocerkiewny język; świeckiej zaś wiedzy z Bizancyum dostało się bardzo mało
początkom i podstawom piśmiennictwa słowiańskiego.” Z dziedziny historyi „najlepsze
dzieła literatury bizantyńskiej pozostały nieznane Słowianom”, natomiast jałowe
„kroniki świata, które zdarzenia od czasu jego stworzenia aż do chwili ówczesnej
przedstawiaj ze stanowiska interesów Kościoła i pospolitej ciekawości mnichów i
tłumu, zapoznawało Słowian z dziejami powszechnemu.” „Takiegoż samego rodzaju, jak
historyczne, były także i wiadomości przyrodnicze, które Słowianom w owym czasie w
ich języku podawano. Przełożono bowiem z języka greckiego na bułgarski znanego
„Philologusa”, zbiór różnych dziwacznych bajek o roślinach i zwierzętach – dzieło na
pół niby przyrodnicze, a na pół teologiczne. Tak więc cała „literatura, która
nowonawróconym chrześcianom półwyspu Bałkańskiego została narzucona przez
obumierające państwo bizantyńskie nosiła na sobie wyłącznie piętno religijne.”
Nieco życia opozycyjnego wnosiła w to życie prawowierne
sekta Bogumiłów, występująca już w połowie w. X, która „przez pięć stuleci wywarła
wpływ potężny na dzieje państw Bałkańskich.” Tkwił w sekcie tej pewien pierwiastek
ludowy. „Potępiali oni w zupełności – pisze autor – panującą w kościele służbę bożą
i całą hierarchię; złorzeczyli księżom i biskupom jako faryzeuszom i zarzucali im
próżniactwo, sprośność i pijaństwo. Nie mieli księży, tylko sami sobie czytywali
Słowo Boże i apostołów. Nie uznawali pism Starego Zakonu; nie chcieli słuchać Dawida
ani proroków, tylko Ewangelii; chcieli żyć nie według praw
Mojżesza, lecz według
nauk apostołów...” „Łatwo pojąć można – ciągnie autor dalej – że zasady takie chętny
znalazły posłuch u ludu, zwłaszcza, ze wyznawcy tych zasad opromienieni byli
blaskiem męczeństwa.” księża bowiem prawowierni jak np. piszący przeciwko nim
Kużma
Presbiter oskarżali ich o „nieposłuszeństwo wobec władzy, o potępianie
bogactw, o naigrawanie się ze starszeństwa, zohydzanie
9
Bojarów i
buntowanie niewolników przeciwko panom.” Autor podnosi wzgląd, że zasady i nauk; te
przypominają nam „starą demokracyę i stanowią protest przeciw bizantyńsko–bułgarskim
rządom feudalnym, poczynając od czasów Cara
Piotra.” Sądzę, że
zawsze i wszędzie zbytni ucisk rządów i hierarchi kościelnej wywołuje reakcyę
ludową, która w czasach ciemnoty i zabobonów przyobleka szatę religijną, sekciarską.
Takie ruchy reformatorskie” mają zawsze i wszędzie ten sam charakter. To też
„Bogomilizm” ma niektóre wspólne cechy np. z reformacyą w. XVI – między innemi tę,
że zachęca do czytania pism religijnych w języku ludowym, przez co wpływa korzystnie
na literaturę. Taki wpływ wywierała reformacyą w. XVI w różnych krajach
europejskich, taki też wywierał i „Bogomilizm” średnich wieków w słowiańszczyznie
południowej. „Nie podlega kwestyi – pisze autor – że Bogomiłowie znakomicie
przyczynili się do wzrostu literatury. Wszak przeciwnik ich,
Kużma Presbiter, daje
im świadectwo, że w wielkiej czci mieli książki i że dumni byli z książkowej swej
wiedzy.”
Z różnych wzmianek ich przeciwników pokazuje się, że
Bogomilcy uprawiali także literaturę ludową. „Już
Kużma obwinia
założyciela sekty Bogomilców, że bajki komponował, rosyjski zaś Nomokanon (z
Novyogrodu) z r. 1283 wspomina jakiegoś popa
Jeremjego jako
autora „Bajek kłamliwych”; tegoż
Jeremjego Nomokanon
późniejszy (Pogodina) z w. XV, mianuje „popem bułgarskim.” Głównie jednak Bogomilcy
przekładali z greckiego na język bułgarski różne księgi niekanoniczne, których
kościół nie uznawał, – tak zwane apokryfy, pochodzące od sekty Gnostyków z wieku II
i III po Chrystusie. Przekłady te były bardzo liczne, to też wielka ich liczba do
dziś dnia w rękopisach się utrzymywała, a w średnich wiekach czytywano je nietylko
we wszystkich krajach bałkańskich, ale dostały się one w wielkiej liczbie i do
Rosyi. Także na poezyę ludową u Słowian bałkańskich księgi te niekanoniczne miały
znaczny wpływ. „Sporo klechd i pieśni, zwłaszcza legend płynęło z tego źródła; to
też niejeden rys nicko-ścielny i zabobonny, w którym dawniej chciano widzieć resztki
mitologii narodowej, jest. wynikiem wyobrażeń gnostycznych i heretyckich,
pochodzących z pogańskiego wschodu. Z tego punktu widzenia jednak literatura ludowa
poludniowo-slowiańska zbyt mało jeszcze została zbadana.”
10
W przeciwieństwie do Bułgaryi, na zachodzie
półwyspu bałkańskiego u Chorwatów i Serbów, obrządek słowiański, będący tam w użyciu
od czasów
Metodyusza, sprzyjał
rozwojowi literaratury słowiańsiej bardzej aniżeli obrządek Kościoła greckiego w
Bułgaryi. Wprawdzie nie doszły nas żadne zabytki literatury serbsko–chorwackiej z
owych wieków (X – XII st.), ale są ślady, że istniały kroniki w języku słowiańskim,
które później, za reakcyi łacińskiej, zapewne zniszczone zostały. I tak, pop
Diokleas (w połowie w. XII), który pisał po łacinie pierwszą część swojej
kroniki, zawierającą dzieje Dalmacyi, poczynając od wieku V-go, przełożył je z
języka słowiańskiego (ex sclavonica lingua).
Nie wiem, na jakiej zasadzie szan. autor tę pierwszą część
Kroniki
Diokleasa odsądza
od wszelkiej wartości i zarzuca jej „Gotomanię.” Nie jestem fachowym historykiem,
ale czytałem gdzieindziej
[3]
że
Diokleas w
pierwszej części swej kroniki przechował nam tradycyę prawdziwą o wtargnięciu do
Dalmacyi drużyn rycerskich pochodzenia gockiego, które miały pod wodzą swoją tłumy
Słowian i zajęły wielkie obszary kraju na zachodniej stronie półwyspu bałkańskiego i
w dzisiejszej Dalmacyi. Nie tutaj miejsce do rozstrzygania tej kwestyi; zaznaczam
tylko, że co do pierwszej części Diocleasa
sub judice lis est
– a zarzut „Gotomanii” przypomina mi podobne zarzuty „Normanomanii”, czynione ongi u
nas
Szajnosze po wydaniu „Lechickich początków Polski”. Są to protesty
uczucia narodowego przeciw prawdzie historycznej. Zresztą język starocerkiewny
nietylko „w ciągu wieku X i XI szerzył się prawie wśród wszystkich słowian
bałkańskich” lecz, coważniejsza, „w sto lat po wykształceniu go na Bałkanach, przez
Konstantynopol dostał się do Rosyi, tak, że długo jeszcze potem Rosyanie sprowadzali
utwory literackie od Bułgarów i Serbów, na odwrót zaś na Bałkanach, a szczególniej w
Serbii, poczynając od st. XIII, wykazać można pisma rosyjskie. Zwłaszcza wielka
rzeczpospolita klasztorna na Athosie, która utworzyła centralną bibliotekę dla
świata prawosławnego, jakoteż klasztory konstantynopolitańskie popierały ową
wzajemność. W ten sposób Bułgarowie, Serbowie i Rosyanie, jakoteż wielka część
Chorwatów, posiadali pierwotnie wspólny język piśmienny!!
„Nie długo trwała ta wspólność. Wielka schizma kościelna w.
XI spowodowała rozłam głęboki” (pomiędzy słowiańszczyzną
11
grecką, a
rzymsko–katolicką), „wskutek którego jedna część słowiańszczyzny zachowała w
obrządku swoim język starocerkiewny i dostała się pod wpływ kościoła greckiego,
druga zaś uległa wpływom Rzymu i cywilizacyi zachodnio–europejskiej.” Trafny jest
sąd autora o skutkach tego rozłamu słowiańszczyzny na dwa odrębne światy kulturalne:
„Kto tylko wolny jest od uprzedzeń narodowych lub religijnych i kogo nie zaślepia
zbytnio amatorstwo filologiczne, ten przyznać musi, że język starocerkiewny zamiast
dobrodziejstwa stał się nieszczęściem Słowian prawowiernych, albowiem w ciągu wieków
był on coraz bardziej narzędziem zastoju i wstecznictwa, wszelki zaś postęp języków
narodowych i prawdziwej oświaty słowiańskiej na podstawie ogólno–europejskiej mógł
być osiągnięty tylko przez walkę z językiem cerkiewnym, przez stanowcze ograniczenie
go do spraw kościelnych – oraz przez wyswobodzenie się z pod wpływów wschodu, a
zbliżenie się do zachodu.”
Tymczasem od końca wieku XII-go aż do końca XIV-go st., w
nowopowstałej Bułgarii (od 1186 do 1396) literatura starocerkiewna cieszyła się
poparciem rządu. Nowoustanowiony patryarchat bułgarski rozszerzył znacznie granice
swej dyecezyi a „przez hierarchię narodową wzrosła powaga i znaczenie języka
cerkiewnego, który zapanowawszy teraz również w życiu świeckiem, stał się zarazem
językiem urzędowym.” Carowie bułgarscy popierali rozwój literatury; jednego z nich,
Jana
Aleksandra (1331 – 1365), mnich kopista psałterza chwali za to, że takim jest
wojownikiem jak
Aleksander W. a
obrońcą wiary – jak cesarz
Konstantyn. „Do
najwyższego rozwoju umysłowego doszło drugie (młodsze?) państwo bułgarskie w czasie
kiedy się już chyliło do upadku i stało się prawie lennem Turcyi. Wtedy to wydała
Bułgarya najznakomitszego pisarza w okresie średniobułgarskim. Był nim patryarcha
Trnowski,
Eutymiusz.” Z
dzieł jego wspomina autor „opracowanie legendy św. Jana z Ryli przekład „Nauki o
Liturgii”
św. Jana Chryzostoma, kilka żywotów świętego
Teofana i różne
listy. „
Eutymiusz był
godnym uczniem Greków; prace jego hagiograficzne stoją wysoko ponad żywotami
serbskiemi z w. XIV.
Eutymiusz bowiem
umiał doskonale zużytkować materyał, zaczerpnięty z Biblii, podczas gdy serbscy
żywociarze skupiają materyał ten bez związku.” Miał on kilku uczniów, którzy
wstąpili w jego ślady i napisali kilka żywotów i mów pochwalnych. „Reszta literatury
okresu średniobułgarskiego składa się prawdę tylko z przekładów i to znowu niemal
wyłącznie z dzieł teologicznych.”
13
Na polu literatury świeckiej zaznacza autor
Synodikon cara
Borila,
przełożony z greckiego w r. 1211, oraz ułamek Kroniki bułgarskiei nieznanego autora,
obejmującej dzieje od r. 1291, a poprowadzonej dalej°aż do r. 1413. Istnieje także
przekład romantycznego podania o wojnie trojańskiej i opowiadanie o zburzeniu Troi.
Z końcem w. XII, obok Bułgaryi, dźwignęła się Serbia, która
wnet stanęła w pierwszym rzędzie państw południowo-słowiańskich, a wraz z
przewodnictwem politycznym, wokresie od wieku XIII do XV, objęła także przodownictwo
literackie.
Skreśliwszy znane dzieje Serbii od
Stefana Nemanii
(1159 – 1200), założyciela dynastyi Nemaniczów, aż do bitwy na Kosowem Polu (1389),
autor na tle tym przedstawia literaturę serbską. Oto jej charakterystyka: „Zrąb
główny literatury serbskiej stanowią przekłady... Samodzielne utwory posiada Serbia
tylko na polu hagiografii, żywotów swoich panujących i arcybiskupów, które jednak są
tego rodzaju, że je również do hagiografii zaliczyć można; dalej – na polu
rocznikarstwa, gramatyki i prawodawstwa.“
Pomijam tutaj literaturę liturgiczną, składającą się
przeważnie z przekładów i przechodzę do literatury samodzielnej i świeckiej. Autor
stwierdza, że źródła historyczne serbskie milczą zupełnie o przeszłości serbskiej
przed
Stefanem Nemania, jako o pogańskiej i heretyckiej; „dopiero ustalone i
prawowierne państwo serbskie wydało panujących i świętych, których sławiono nietylko
w kazaniach kościelnych i pieśniach, ale także w żywotach, przeznaczonych przeważnie
także do użytku kościelnego.“ Widzimy, że owa „świecka“ literatura serbska
średniowieczna przeznaczona była również do użytku kościelnego, co, oczywiście
pociąga za sobą conajmniej pewien brak przedmiotowości.
Pierwsze miejsce pomiędzy pisarzami tego okresu zajmują
obaj synowie
Stefana Nemanja:
święty
Sawa (po r.
1171 – 1236) i
Stefan
„pierwszego ukoronowania.” Pisali obaj żywot ojca swojego,
Stefana Nemanii,
który, wstąpiwszy do klasztoru przyjął imię
Symeona. Autor
chwali dzieło
św. Sawy,
jako „prawdziwą, treściwą, i pełną prostoty, a jasno – jakkolwiek całkiem w
kościelnym duchu, – napisaną biografię”, podczas gdy młodszy brat pisze o cudach,
zdziałanych przez ojca, których liczba równała się „gwiazdom na niebie i ziarnom
piasku w morzu “ W ślad za takimi dostojnymi literatami szli ich następcy, którzy
znowu – pisali żywoty swoich poprzedników. I tak mnich,
Domentjan napisał
żywot
św. Sawy,
mnich
Teodozy powtórnie ten sam żywot itd. itd. Treść tych żywotów stoi niżej
krytyki – same bajki i opisy
13
cudów; historycznej wartości nie mają one
żadnej. Jako przykład ich wiarogodności niech służy fakt, że z podróży
św. Sawy do Jerozolimy mnich
Teodozy zrobił –
podróż do Rzymu do papieża!
Nie będę za autorem wyliczał dalszych utworów literatury
serbskiej średniowiecznej; przytoczę tylko to jeszcze, że o „najznakomitszej pracy
historycznej Słowian południowych na schyłku staroserbskiego okresu literatury”, o
żywocie Dimitry
Stefana
Łazarewicza (1389 – 1427) autor wydaje sąd następujący: „Niestety, styl
napuszony sprawia, że dzieła tego czytać niemożna, bo żywociarz
Konstantyn Z
Kostenica przyswoił sobie nietylko erudycyę bizantyńską (cytuje
Tucydiclesa,
Arystotelesa,
Platona itd.) ale także nadzwyczaj przesadny i wyszukany język, wskutek
czego także pod względem niejasności i niezrozumiałości stylu doszedł do szczytu
serbskiego dziejopisarstwa.” W końcu na dowód objektywizmu szan. autora niechaj
służy jedna jeszcze charakterystyka całej tej literatury: „Że literatura
panegiryczna Serbów z małymi wyjątkami nie stoi wysoko, tego nie trzeba dowodzić.
Ale gorszymi, aniżeli wyłączność mniszą, był brak zmysłu historycznego i
napuszoność, która się tłómaczy zbytniem naśladownictwem współczesnego Bizancyum;
gorsza jednak aniżeli to wszystko była trudna do wiary, głęboka obłuda... Takiej
okropnej retoryki, takiego bezgranicznego pochlebstwa nawet u żadnego z pisarzy
bizantyńskich nie znajdzie, choć byli oni przecie w tem mistrzami.”
Począwszy od końca w. XIV, znajdujemy u Serbów roczniki
(latopisy) i kroniki, które jednak „ani pod względem literackim an też historycznym
ze współczesnymi im latopiscami ruskimi równać się nie mogą.” Natomiast, miejsce
zaszczytne w literaturze serbskiej zajmuje nadzwyczaj ważny pomnik prawodawczy –
statut cara
Duszana, wydany
na sejmie r. 1349 r.; najznakomitsze to dzieło Słowian południowych na tym polu.
„Wydanie takiego statutu okazało się koniecznem, zwłaszcza
po zdobyciu wielkich prowincyi bizantyńskich przez Serbię, albowiem pomiędzy prawem
publicznem obu państw zachodziły różnice zasadnicze. W chrześciariskim cesarstwie
bizantyńskim nie znano jaskrawych różnic klasowych; natomiast Serbia była państwem
szlacheckim, posiadającem wybitnie wyodrębnione stany. Uroczyste wyposażenie
(inwestytura) włastełina (szlachcica) w konia i broń przez księcia, wybór sędziów
wyłącznie z pośród równych sobie (judicium parium), grzywna za zbrodnie, ordalia
wrzącej wody i rozżarzonego żelaza, sejmy szlachty i duchowieństwa, nieznane
zupełnie konstytucja bizantyńskiej i niektóre inne urządzenia zbli
14
żają
staroserbskie prawo publiczne do prawodawstw środkowej i północnej Europy.”
Na zachód od Serbii osobne państwo stanowiła Bośnia pod
własnymi banami i królami. Ścierały się tam wpływy kościoła rzymskiego z propagandą
Bogomilców, „cieszących się od końca wieku XII opieką banów i królów, którzy sami
nawet należeli do nich, jak i szlachta.”
„Własnych pomników literackich Bośnia nie pozostawiła
żadnych co głównie tłomaczy się wielką jej zawisłością od zachodu europejskiego, –
katolicy bowiem zadawalniali się literaturą łacińską, bogomilcom zaś dla ich potrzeb
umysłowych wystarczała spuścizna starocerkiewna.”
Natomiast na zachodzie półwyspu bałkańskiego, na pomorzu
adryatyckiem pomiędzy XIII a XV st. wysokiego doczekała się rozkwitu spuścizna
Metodego, język liturgii słowiańskiej. Sprzyjała temu rozkwitowi okoliczność,
że r. 1248 Rzym wyraźnie uznał język słowiański za równouprawniony z łacińskim w
kościele, zawarowawszy sobie tylko przestrzeganie obrządku rzymskiego. Ciekawym
pomnikiem tej liturgii słowiańsko–rzymskiej jest słynna Ewangelia w Reims, na którą
królowie francuzcy składali przysięgę koronacyjną. Zresztą, literatura chorwacka
składa się z nielicznych przekładów z języków łacińskiego lub włoskiego dla
„prostaków”, którzy łacińskich pism nie rozumieją. Przekładano zaś głównie legendy,
kazania, modlitwy itp.
Godne uwagi są niektóre statuty miejscowe (Vinodolski z r.
1288, Vrbnicki i inne) serbsko–chorwackie „stanowiący piękny przykład spisania prawa
zwyczajowego przez sam lud.”
„Najobszerniejszy jest pismem cyrylskim spisany statut
Poljicki, wielkiej gminy na południe od Spljetu, odznaczający się pięknym, ludowym
stylem prawniczym i żywem, prawdziwie dramatycznem przedstawieniem pojedynczych
spraw spornych; najstarsza część tego statutu pochodzi z r. 1440.”
Mieli Chorwaci dalmatyńscy i poetów swoich. „W rękopisach
glagolickich z wieku XIV i XV kryją się niewydane dotąd pieśni nabożne, przeważnie w
czystym języku ludowym spisane, które w całej Dalmacyi były znane... Klasztorne
pochodzenie tych utworów zdradza pieśń o podłości tego świata, uderzająca na wyższe
duchowieństwo (zacząwszy od kardynałów), i na świeckich księży i skarży się, że
wielu z nich, gdyby księżmi nie byli, pracowaliby może w polu, w winnicach, albo
paśliby bydło i upra
15
wiali rolę do czego teraz są niezdolni bo zbyt
wielkie mają brzuchy, którymi jakoby służą Bogu.”
* * *
Że „zachodnio–europejskie opracowania przedmiotów
klasycznych, opowiadania o cudach Wschodu, które zajmowały Krzyżowców, a nawet
romanse trubadurów francuskich znalazły chętne przyjęcie wśród Słowian
południowych”, autor tłomaczy to słusznie tem, że nietylko w Chorwacyi, ale także w
Bośni „kwitnący tam feudalizm przygotował teren podatny do przyjęcia „ideałów
rycerstwa.” Niech mi wolno będzie na tem miejscu zwrócić uwagę szan. autora, że
„kasta szlachecka” i „feudalizm”, których istnienie w Serbii i w Chorwacyi
kilkakrotnie stwierdza, są niechybnem znamieniem państw, powstałych przez najazd.
Jeżeli zaś, jak to znowu autor stwierdza, szlachta i feudalizm mają pewien wpływ na
literaturę, co zresztą nie podlega wątpliwości, to nie powinien był autor pominąć
kwestyi skąd owa szlachta i ci feudałowie się wzięli w kraju, gdzie, według autora,
panowała pierwotnie „słowiańska demokracya?” Gdyby autor kwestyę tę chciał był
zgłębić samodzielnie (co może nie leżało w jego programie) byłby może osądził
inaczej świadectwo Porfyrogenety i poznał, że kronikarz ten prawdę pisze; że
istotnie nadkarpaccy Chrobatowie i Serbowie Łużyccy (nie
lud,
ale
rycerze) powołani przez cesarza
Herakliusza w
wieku VII na pomoc przeciw Awarom, objęli w posiadanie kraje, stanowiące później
Serbię i Chorwacyę, – nazwy pierwej na Bałkanach nieznane a nadawane od w. VII
krajom tym od miana
świeżo przybyłych tam „panów” z Chrobacyi
i Serbii
[4]
.
Takie powstanie państwa Serbskiego i Chorwackiego tłomaczy nam nie jedno zjawisko
społeczne i nie jedną instytucyę w Serbii i Chorwacyi, żywo przypominającą podobne
zjawiska i instytucye w Polsce, że wspomnę tutaj tylko o „sejmach panów i
duchowieństwa”, które autor sam (na str. 168) podnosi jako zjawiska uderzające,
ponieważ niebizantyńskie a przypominające raczej środkowe i północne „prawa ludowe”
(wolałbym powiedzieć – „uchwały”).
Otóż, w następstwie takiego początku Serbii i Chorwacyi,
wyrobiło się tam życie publiczne i dworskie za czasów feudalnych takież samo, jak w
zachodniej i w środkowej Europie, a na
16
zamkach i dworach panów i
magnatów zapanowały wyobrażenia i ton przebijające w utworach świeckich i poetyckich
chorwackich, które autor znajduje w takim dajmy na to „rumanac troiski” (romanca
trojańska) i uważa za „niewątpliwie zachodnio–europejskie i dworskie opracowanie
słynnego mytu.” Tak np.
Parys oświadcza
Pryamowi, że nie przybył, aby mu służyć za pieniądze, czy za inne
wynagrodzenie, lecz aby się przekonać, czy na dworze jego mają znaczenie honor i
kurtoazya (dworscina);
Helena zaś nie dziwi
się wcale propozycyi, jaką jej czyni
Parys i odpowiada, że
mowa taka godna jest rycerza, który ujrzał piękność. Takie rysy charakterystyczne w
poematach chorwackich nie są jednak niezbędnie importowane, jak to autor zdaje się
przypuszczać; są to domorosłe wyobrażenia i zapatrywania, właściwe wszelkim krajom,
w których na tle najazdu rozwija się życie szlacheckie po zamkach magnatów i dworach
szlacheckich. Tak bywało w zachodniej i w środkowej Europie, a takiż sam dosłownie
proces społeczno–kulturalny odbył się w Serbii i w Chorwacyi. Ale proces ten, który
w zachodniej i w środkowej Europie przebywał następujące fazy: najazd, feudalizm,
monarchizm stanowy, absolutyzm i dobę wielkich mocarstw, w Serbii, w Bośni i
Chorwacyi na początku trzeciej fazy (monarchizm stanowy) został nagle przerwany
przez najazd nowy turecki. Słusznie ubolewa autor nad tem, że „spadkobierczynią
państwa bizantyńskiego nie została ani Bułgarya, ani Serbia ani Chorwacyą lecz
machometańska Turcya,” W istocie, ze stanowiska kultury europejskiej najazd turecki
i podbój półwyspu bałkańskiego był ciężkim ciosem zadanym nietylko ludom bałkańskim
ale i całej Europie. Szczególniej zaś dla Słowiańszczyzny południowej najazd turecki
zainaugurował zupełny zastój umysłowy głównie dlatego, że „przez upadek państw
bałkańskich literatura straciła podporę książąt i szlachty”, ci bowiem, wkrótce po
objęciu rządów przez Turków, turczyli się. Dobrowolnie przyjęli wiarę turecką
książęta i szlachta aby nie stracić posiadłości swoich i stanowdska
uprzywilejowanego, które tylko prawowierni (muzułmanie) zachować mogli.” Autor
nazywa na jednem miejscu tych apostatów „zdrajcami”; zapewne, ze stanowiska
słowiańskiego byli nimi. Ale przyznać trzeba, że nie inaczej postąpili sobie, jak
klasy panujące zawsze i wszędzie, pragnąc zachować posiadłości, stanowiska i
panowanie. Wszak i dziś jeszcze pretendenci i kandydaci do tronu dla panowania nie
wahają się zmieniać wiary (np.
Ferdynand
Koburski itp.). Klasy panujące tak samo jak i dynaści zawsze i wszędzie
postępują według zasady:
Paris vaut une messe.
17
Pod pewnym względem jednak, zdaniem moim,
należy się tym „zdrajcom” uznanie, że, pomimo wiary tureckiej, zachowali narodowość
słowiańską. Okoliczność ta dla przyszłości słowiańszczyzny południowej była bardzo
ważna. Kiedy bowiem, począwszy od wieku XIX potęga turecka w Europie upadać zaczyna;
kiedy dzisiaj jest już widocznem, że rychlej czy później Turcya wypartą zostanie z
Europy, kwestya południowo–słowiańska staje już obecnie jako sprawa najaktualniejsza
na porządku dziennym polityki europejskiej.
Jeżeli zaś w interesie kultury europejskiej leży to, iżby
na Bałkanach ustalił się raz porządek państwowy, co jedynie tylko przez
usamodzielnienie Słowiańszczyzny południowej nastąpić może, to zapewne pierwszym
warunkiem ustalenia tego ładu i wprowadzenia kultury na Bałkanach jest zbadanie tych
przyczyn, z powodu których przez tyle wieków Słowiańszczyzna południowa nie mogła
dojść do utrwalenia się w niej stosunków państwowych. Do poznania tych przyczyn
dzieło
Murki znakomicie się przyczynia. Autor przypisuje sam winę „zwycięzkiego
pochoda silnych orga-nizacyą wojskową Turków” od wieku XV, po części „
bizantynizmowi, feudalizmowi i partykularyzmowi państw
bałkańskich, które nadto były niezgodne i religijnemi zaburzeniami między sobą
zakłócone.” Zdanie to autora zawiera świętą prawdę, ale z rozważenia owych przyczyn
upadku państw południowo–słowiańskich, dadzą się wysnuć nauki zbawienne dla
przyszłości Słowiańszczyzny południowej. Rozważmy je więc po kolei.
1) O bizantynizmie nie mamy co
mówić; jest on zjawiskiem powtarzającym się na późnych szczeblach rozwoju wielkich
mocarstw, które brak wewnętrznych sił żywotnych chcą wypełnić czczym
konfesionałizmem, przesadą fałszywej, obłudnej religijności. Takiej choroby
politycznej na półwyspie bałkańskim niema się co obawiać głównie z tego powodu, że
fanatyzm religijny i zabobonność Wieków Średnich ustępują coraz bardziej miejsca
zapatrywaniom racyonalnym.
2)
Feudalizm również w dzisiejszej
Europie jest niemożliwy. Jest to szczebel rozwoju, następujący z konieczności po
założeniu państwa przez najazd. Bo wtedy trudno inaczej zorganizować państwo, jak
tylko w ten sposób, że pojedynczy przywódzcy najazdu otrzymują części zajętego kraju
z prawem najzu-pełniejszego panowania w nich – w skutek czego dzierżą w swoich
udziałach władzę najpełniejszą, są panami życia i śmierci swych poddanych a
„pierwszemu pomiędzy równymi” pozostawiają tylko,
18
prócz większego
udziału w posiadłościach, niejakie pierwszeństwo honorowe.
I takiego stanu rzeczy dzisiaj na Bałkanach więcej obawiać
się nie trzeba, bo sama już wolność osobista, zaprowadzona dzisiaj nawet w Turcyi
raz na zawsze czyni feudalizm niemożliwym.
Nie miał czasu feudalizm południowo–słowiański dojść do
monarchizmu na większą skalę; z walk małych państewek i feudałów pomiędzy sobą, nie
wybił się nad wszystkich innych żaden władzca silniejszy, któryby był poskromił butę
pomniejszych i za cenę wyrżnięcia kilku rodów drobniejsych dynastów (jak to np. w
Czechach stało się z Werszowcami) – ustalił silną monarchię południowo–słowiańską.
Skoro jednak najazd turecki przerwał ów naturalny proces, to dziś, wobec zmienionych
stosunków, kiedy wszelkie poddaństwo w Europie już jest niemożliwe, feudalizm na
Bałkany wrócić nie może.
Prawda, że przejście z feudalizmu do silnej monarchii
utrudnione było także przez konfiguracyę terytoryalną półwyspu bałkańskiego. Na
wielkich, równych płaszczyznach w krajach niepoprzecinanych większemi pasmami gór, w
jednolitych prowincyach geograficznych łatwiej i prędzej proces społeczno-polityczny
przechodzi z fazy feudalizmu w fazę monarchii nawet absolutnej; gdzie zaś, jak na
Bałkanach, teren przecinają wszerz i wzdłuż pasma gór, tam, z przyczyn
strategicznych, feudalizm dłużej się utrzymuje bo i najmniejszy nawet dynasta
potrafi w małych twierdzach naturalnych, obwarowanych nieprzystępnemi górami,
stawiać opór skuteczny silniejszemu feudałowi, żywiącemu zachcianki monarchiczne.
Więc przeciągnął się ów proces na Bałkanach póki despota azyatycki przy pomocy
hufców niezliczonych nie zagarnął wszystkich tych małych bezsilnych wobec niego
państewek. Ponieważ Turcya nie potrafiła ani wynarodowić ani sturczyć podbitych
ludów, ani Turcy nie zesłowiańszczyli się, jak ongi Bułgarowie, kwestya jej upadku
jest już tylko kwestya czasu. Wszelka organizacya państwowa wskutek naturalnej
konieczności dążyć musi do jedności narodowej, do jak najbardziej możliwego
ujednostajnienia narodowego swoich składników społecznych. Im mniej się to udaje,
albo im mniej do tego dąży – tem prędszy i pewniejszy jest jej upadek. Więc los
Turcyi europejskiej nie może podlegać wątpliwości; sama go sobie zgotowała. Ale i po
jej wyparciu ze słowiańskich krajów bałkańskich pozostaje jeszcze do rozważenia
kwestya „partykularyzmu.”
3) Jest on po części także wynikiem konfiguracyi
geograficznej, bo wytwarza się w krajach górzystych, w pojedynczych,
19
oddzielonych jaskrawo od siebie dolinach i kotlinach, nie mających z sobą łatwej
komunikaeyi. Partykularyzm ten przeżył panowanie tureckie i dzisiaj jeszcze jest
bardzo silny. Przypomnijmy so bie niedawną jeszcze wojnę pomiędzy Bułgaryą a Serbią,
albo istniejący dodziśdnia antagonizm pomiędzy Serbią a Czarnogórą
[5]
Oczywista, że ten partykularyzm, wypielęgnowany przez antagonizmy
wiekowe małych państewek i drobnych odrębności szczepowych zaniknie nie tak prędko.
Ale może on z czasem, tak samo jak do „zaburzeń religijnych” prowadzące różnice
obrządków i wiary, będzie przezwyciężony przez wyższą oświatę europejską, czerpaną
tak gorliwie przez dzisiejszą młodzież południowo–słowiańską po zakładach naukowych
europejskich; przez oświatę, która głosi wolność sumienia, w nowym świetle
przedstawia znaczenie religii i w życiu publicznem usuwa ją na plan drugi, a mnichów
i duchowieństwo coraz więcej ruguje z polityki. Zresztą na Bałkanach moment
religijny już przez to samo stracił dawną grozę swoją, że jedna część Słowian i to
właśnie właściciele ziemscy – przyjęli wiarę mahometańską, trwając przy narodowości
słowiańskiej. Okoliczność ta przyczyniła się nawet znacznie do tej „tolerancyi
religijnej”, którą autor, głęboki znawca Bałkanów, stwierdza kilkakrotnie, jako
powszechną tam między Słowianami. Więc chociaż jeszcze w ostatnich czasach
hierarchia rzymska i grecka podniecały i zaostrzały antagonizm pomiędzy Chorwatami a
Serbami, to jednak spodziewać się można, że różnice wiary i obrządków w przyszłości
nie będą stanowiły zarzewia wojen w słowiańszczyżnie południowej. Uprawnia do tej
otuchy i ta okoliczność, że przecież literatura południowo–słowiańska dawno już
straciła wyłączny swój charakter kościelny j klasztorny wieków średnich, oraz, że
dzisiejsi literaci i uczeni południowo–słowiańscy nie są wyłącznie – tak jak w
Wiekach Średnich – duchownymi – ale mężami, którzy po uniwersytetach europejskich
czerpali naukę i wiedzę nowożytną – szerzoną dzisiaj przez nich w ich ojczyźnie.
Jeżeli tedy wszystkie po kolei przyczyny, które niegdyś
hamowały rozwój Słowiańszczyzny południowej i ułatwiły zwycięstwo Turków znikły już
dzisiaj, a panowanie Turków coraz bardziej się ścieśnia i ku Azyi się cofa, to
według wszelkich danych socyologii i doświadczeń dziejowych można Słowiańszczyżnie
południowej postawić jaknajlepszy horoskop: Jugoslavia farà da
se!
LUDWIK GUMPLOWICZ.