Socyologia a państwo Hammurabiego, in: Przegląd
Historyczny, 1907, t. 4, nr. 3-14
Przez długie wieki Biblia przesłaniała chrześcijańskiej
Europie widok na początki narodów, które wyprzedziły kulturę Żydów. Stała ona jako
mur na krańcu widnokręgu historycznego, a przyznany jej charakter świętości stanowił
nieprzebytą zaporę dla wszelkich dociekań uczonych. Zmieniło się to od końca
XVIII-go i początku XIX-go stulecia. Studya egiptologiczne, a potem sanskryckie
otworzyły Europie nowe widnokręgi poza datą „najstarszej księgi historycznej rodu
ludzkiego“. Odsloniono od owego czasu szereg wieków historyi starożytnej Egiptu i
Indyi. Nowe nieznane dotąd „początki rodu ludzkiego“ wystąpiły na jaw. Koniec XIX-go
w. dalsze w tym kierunku uczynił postępy. Z papyrusów egipskich i z klinowych
tabliczek assyryjsko-babilońskich coraz to dawniejsze poznajemy „początki“ rodzaju
ludzkiego, a zdaje się, że tym początkom tak rychło końca nie będzie, bo stoimy
zaledwie u progu odkryć nowych. Trwalsze bowiem od naszych i trwalsze od egipskich
papyrusów archiwa utrzymywały państwa nad Tygrysem i Eufratem: nie papierowe bowiem,
ani papyrusowe, lecz kamienne i gliniane; te ostatnie, wypalone jak cegły, nietylko
wieki, ale i tysiącolecia przetrwały.
A z archiwów tych, kamiennych i glinianych dowiadujemy się
dzisiaj o państwach, które kwitły na dwa tysiące lat przed erą, jaką Biblia czasom
Mojżesza wyznacza. – „Najstarszy dokument historyczny rodzaju ludzkiego“ stał się
dziś dość późnym utworem kompilacyjnym, mieszczącym w sobie reminiscencye różne,
których dokładność na podstawie autentycznych, a dawniejszych źródeł kontrolować
możemy i który – miejscami – zakrawa na transkrypcyę nawet, czy na wyciąg ze źródeł
dawniejszych.
Dziś już najwięksi zelanci biblijni, jak np. słynny
oryentalista H. D.
Müller w Wiedniu,
zaczynają kreślić „genealogję“ Biblii,
4
t.j. hipotezy o pochodzeniu
pojedynczych jej części, np. prawodawstwa Mojżeszowego. Ale, zważywszy, że stoimy
dopiero u progu nowych odkryć – wszelkie takie, skreślone dzisiaj genealogję, mogą
okazać się jutro jako mylne, a kwestya: gdzie istniała kolebka prawodawstwa
Mojżeszowego, gdzie należy szukać źródła dziesięciorga przykazań, – nie tak rychło
zejdzie z porządku dziennego.
Zostawmy jednak niedalekiej zapewne przyszłości owe
nierozwiązane jeszcze kwestye... Zajmiemy się dzisiaj najcenniejszym, jak na teraz,
dorobkiem odkryć Assyriologów: państwem
Hamurabiego.
Dobrą miał myśl Dr. M.
Schorr, że użył
materyału, wydobytego dotychczas z wykopalisk babilońskich, aby nas zaznajomić z
„państwem i społeczeństwem babilońskim“ w okresie dynastyi niedawno jeszcze
nieznanego, a dziś już słynnego prawodawcy – Hamurabiego
[1]
). Bo w istocie! Cóż może dla nauki być bardziej
ciekawe i ważniejsze, niż ustrój społeczny i państwowy z okresu, poprzedzającego
wszelką znaną dotąd historyę, bo z trzeciego tysiącolecia przed Chrystusem?! A nie
jakiś to, za pomocą fantazyi i ze szczątków przedhistoryczuych wykombinowany
sztucznie ustrój prawdopodobny (jak go nam często kreślić lubią prehistorycy), ale
formalny system prawa publicznego Babilonii, jaki nam dziś kreślą statyści o
pierwszym lepszym państwie współczesnym, system, oparty na pozytywnym ustawodawstwie
i dokumentach urzędowych. Jest to prawie nie do uwierzenia, ale tak jest:
Schorr kreśli obraz ustroju polityczno–społecznego Babilonii w trzeciem
tysiącoleciu przed Chr., na podstawie nietylko „Kodeksu Hamurabiego“, ale również na
zasadzie aktów urzędowych i sądowych, to znaczy „archiwaliów“ babilońskich,
spisanych klinami na glinianych tabliczkach, które pod odwiecznymi gruzami Babilonu
do dziś dnia się zachowały. Owe archiwalia Babilońskie dają zarazem Schorrowi
możność nietylko sprawdzania legalności postępowania sędziów i urzędników
babilońskich, ale nadto pozwalają bystrym okiem badacza wnikać w najdrobniejsze
stosunki prywatnego życia Babilończyków i dać nam poznać całą jego praktykę.
Twierdzę, że taki obraz ustroju polityczno–społecznego jest istotnie najciekawszą i
najważniejszą rzeczą ze stanowiska nauki. Bo t. zw.
dzieje
narodów są właściwie – że tak powiem – tylko akcydensem nauki, nie zawierają bowiem,
same przez się, nic „esencyonalnego“. Ze ten lub inny król prowadził wojnę, że
podbijał takie czy owakie
5
narody, że burzył te lub inne miasta, że
został zabity w tej czy innej wyprawie wojennej, a zastąpił go któryś z jego synów,
co strącony został z tronu przez tego lub owego brata kuzyna czy uzurpatora – słowem
to wszystko, co nazywamy „dziejami“, są to właściwie dla nauki rzeczy drugo –lub
trzeciorzędnej wagi. Boć przecież wszelkie takie „dzieje“ są tylko środkami do
osiągnięcia pewnych celów, albo raczej są czynnikami, za pomocą których rozwój
osiąga pewne skutki;
skutkami zaś tych dziejów są tylko i
jedynie ustroje polityczno–społeczne. Oczywiście więc, skutki te są ważniejsze od
owych towarzyszących im, lub wyprzedzających je dziejów, za pomocą których pozornie
bywają osiągane. Niechajże więc sobie historycy opowiadaniem ciekawych epizodów
zabawiają amatorów wrażeń – choć ich w tym kunszcie przewyższą zawsze Walter
Skoty i
Kraszewscy, –
ale nauka poważniejsza dawać będzie stale pierwszeństwo przedstawieniom owoców tych
dziejów, tj. ustrojów polityczno–społecznych. Ale czegóż to właściwie dowiadujemy
się z owego polityczno-społecznego obrazu państwa
Hamurabiego?
Najciekawszem dla nauki, a szczególniej dla socyologii najważniejszem jest właśnie
to, że się z dokładnego obrazu tej przeszłości zamierzchłej niczego właściwie nowego
nie dowiadujemy! W tem leży przedewszystkiem nieoceniona wartość epokowego odkrycia,
o jakiem mowa. Bo z zadziwieniem przekonywamy się, że owo państwo, najstarsze ze
wszystkich, nieco dokładniej nam znanych, było sobie tylko państwem, jak wszystkie
inne późniejsze aż do naszych czasów... Ma się rozumieć – co do istoty i co do
instytucyi pierwszorzędnej wagi, nie co do mniej ważnych szczegółów i drobnostek. Te
ostatnie – rzecz oczywista – noszą na sobie piętno oryginalne czasu i miejsca – ale
co do zasadniczych rysów, co do całego, że tak powiem, planu budowy, państwo
Hamurabiego w niczem się nie różni od pierwszego lepszego państwa Europy
średniowiecznej, lub nawet nowożytnej. Zaraz to wykażę słowami samego
Schorra, który, zatopiony w swoim przedmiocie, kreśląc ustrój Babilonii, może
nawet nie spostrzegł wcale, w czem leży ogromna wartość jego przedstawienia rzeczy
dla socyologii!
O kulturze Babilońskiej pisze
Schorr we „Wstępie“,
co następuje: „Nie jeden naród tedy jest przedstawicielem kultury babilońskiej,
niejedno plemię wycisnęło na niej w ciągu wieków swe piętno, lecz cały szereg
najrozmaitszych ludów, które jeden po drugim dolinę eufracką zalewają i wpływowi jej
kultury prędzej czy później ulegają“... Czyż zdanie to nie mogłoby dosłownie, a
bardzo na miejscu, figurować we wstępie do dziejów Włoch, czy Anglii – byle tylko,
zamiast „doliny eufrackiej“, wstawić „brzegi
6
Tybru“ lub „Tamizy“?...
Albo znowu opowiada nam Schorr, że jacyś Semici z Arabii, jakieś „plemiona
koczownicze, nie mogąc znaleść dostatecznej żywności w stepach arabskich, wkraczają
do sąsiednich krajów kulturalnych, a w pierwszym rzędzie do Babilonii“, i podbiwszy
fą, rządzą tym krajem. I taki chyba początek państwa nie jest dla nas w Europie
nowością. Świeżo J.
Peisker napisał
książkę całą o koczowniczych szczepach turko–tatarskich i germańskich, które
pokonały ludy słowiańskie i zapanowały nad nimi
[2]
).
Nawet Aryjczycy i Skandynowie, którzy najeżdżali doliny Renu i tam państwa swe
pozakładali, nie z inszej chyba przyczyny ojczyznę swą północną opuścili, jak owi
Semici swoje stepy arabskie? A więc – tout comme chez nous! Nil novi sub luna!?
Ale w jakimże to języku owi zdobywcy Semici piszą w
Babilonii, w kraju „Sumerów“, swoje akta i dokumenty? Posłuchajmy: „Wprawdzie
najstarsze dokumenta pisane już są przez Semitów, ale są one pisane w języku
niesemickim, widocznie w języku rodzimej, podbitej przez Semitów
ludności, językiem Sumerów.“
Socyologia wdzięczną będzie
Schorrowi, że jej
dostarcza jednego jeszcze dowodu, postawionej przez nią tezy, iż zdobywcy prędko, po
dwóch lub trzech pokoleniach, przyjmują język podbitego narodu. Tak więc germańscy
Frankowie rychło przyjęli język romański podbitej ludności w Gallii, a zfrancuziali
zupełnie Normanowie wnet przyjęli język podbitej Anglii.
Słusznie też z języka sumeryjskiego zdobywców Semitów
wnioskuje
Schorr, co
następuje: „Skoro istniał język, więc istniała i ludność od Semitów różna, tubylcza,
która tym językiem kiedyś mówiła, a od której Semici go w ten lub ów sposób,
świadomie lub nieświadomie, zapożyczyć musieli“. Wniosek ten zgadza się najzupełniej
z teoryą socyologiczną o powstawaniu państw przez najazd. Ale socyologia byłaby do
tego wniosku doszła i inną jeszcze drogą – nie lingwistyczną: jedynie przez
rozważenie faktu niewolnictwa w Babilonii. Bo wszelkie niewolnictwo jest wskazówką
dokonanego podboju, który ludność tubylczą poddał pod jarzmo najeźdźców. Że zaś w
Babilonii istniało niewolnictwo,
Schorr stwierdza to
na mocy paragrafu kodeksu
Hamurabiego,
według którego „schwytanego niewolnika, zbiega, który nie chce wymienić swego
właściciela, od którego uciekł, przyprowadza się do pałacu“, gdzie po stwierdzeniu
jego identyczności, „zwraca się go
7
jego panu“. Dodam tu tylko, że na
istnienie niewolnictwa w Babilonii wskazywałyby już same „kanały wodne, które,
wszerz i wzdłuż przerzynając kraj, czyniąc spławnym Eufrat i Tygrys, umożliwiały
rozwój ruchu handlowego“ i nawadniały szeroką dolinę, zroszoną wodami tych rzek.
Otóż takich kanałów nigdzie, a nigdy w starożytności, nie wykonywali wolni
robotnicy; takie kanały były wszędzie dziełem wielkich mas niewolników. Na tem
miejscu pozwolę sobie zrobić szan. autorowi jedne jeszcze drobną uwagę. Rozpatrując
pojedyncze stany społeczne wolnych (szlachtę), klasę średnią i niewolników, powiada
on, że „najliczniejszą grupę stanowią wolni“. Twierdzenie to nie zdaje mi się
prawdopodobnem, bo zawsze i wszędzie stosunek liczebny klas społecznych był taki, że
klasą najliczniejszą bywali niewolnicy, a wolni, – klasa panująca, zawsze znajdowała
się w mniejszości. Stosunek taki jest wynikiem koniecznym natury państwa. Miałżeby w
Babilonii stosunek być odwrotnym, a w istocie – jak twierdzi Schorr –
„najliczniejszą“ była klasa, co się rekrutowała „z potomków pierwotnych zdobywców“?
Nie bardzo temu twierdzeniu autora ufając, stawiam sobie pytanie, z czego on to
wnosi? Rzecz oczywista, że autor opiera twierdzenie to na aktach sądowych.
Przeglądając je, napotyka bardzo często na
mare-avelin, tj.
na wolnych, a bardzo rzadko na „
ardu“, tj. na niewolników.
Nie mylę się może, jeżeli się domyślam, że z owej okoliczności wypływa wniosek
autora o liczebnym stosunku wolnych do niewolników. Tymczasem, w tym wypadku,
akta
sądowe mogły autora w błąd wprowadzić. Rzecz prosta. Przed
sądem i urzędem nie stają niewolnicy; wszelkie tranzakcye przed sądem: kupna,
sprzedaże, wyposażenia, zapisy, umowy, przeprowadzają tylko wolni i posiadający, t.
j. „possessjonaci.“ Więc w aktach urzędowych ich pełno, a niewolników nie widać. Dam
przykład z bliższych nam czasów i stosunków: Wydał niedawno redaktor tego
„Przeglądu“, J. K.
Kochanowski,
cenne nadzwyczaj materyały do historyi prawa polskiego XV-go wieku, „Księgi Sądowe
Brzesko-Kujawskie (1418-1424)“
[3]
).
Gdybyż tak ktoś z punktu widzenia statystycznego rozpatrywał osoby, stające przed
sądem według tych aktów i wnioskował z nich o liczebnej przewadze szlachty nad
chłopami? Wniosek, że „najliczniejszą“ klasą była szlachta, byłby mylny. Faktycznie
nią nie była, tylko z ksiąg sądowych tak się zdawać może. Poprostu chłopi mieli tylu
przed tym sądem spraw i interesów!
Pomijając zaś kwestyę liczebnego stosunku do siebie owych
8
dwóch klas społecznych – cóż to za znamienny typ historyczny jest ów
„zbieg-niewolnik“, którego władza państwowa odstawia napowrót właścicielowi?!
Tysiącolecia minęły, a w prawodawstwach europejskich, w Rzymie, w germańskich leges
barbarorum, w prawach narodów słowiańskich, ba! nawet w prawach wolnych anglosaskich
Stanów Zjednoczonych Ameryki – doniedawna ów zbieg-niewolnik wiecznie powraca. Skąd
to pochodzi? Oto, ten niewolnik
glebae adscriptus, to stały
inwentarz państwa, to fundament organizacyi, założonej przez najazd, to podkład
najistotniejszy, na którym cała budowa polityczno-społeczna spoczywa. I dlatego to
cytowany paragraf kodeksu
Hamurarabiego, to
nieoceniony nabytek najnowszej nauki, socyologii, bo wyjawia nam odwieczną tajemnicę
organizacyj państwowych. Albowiem ów „zbieg-niewolnik“, to proste następstwo
najpierwotniejszej instytucyi państwowej:
żywej własności,
niewolnika – rzeczy; instytucyi, która jest celem i owrocem najazdu, jaki
organizacya państwowa musi chronić i zabezpieczać, jeśli się ma utrzymać sama. Ta
żywa własność, to pierwsze ogniwo łańcucha kultury, hodowanej przez państwo,
najniższy jej szczebel. Jakież dalsze jej ogniwa? Jakiż szczebel drugi, na który
kultura ta wstępuje? Posłuchajmy opowiadania
Schorra „o sposobie,
w jaki immigracya Semitów (do Babilonii) w tych odległych czasach się odbywała.“
–„Zagarnąwszy wprzód otwarte, bezbronne miejsca, gdzie napół tolerowani, na pół
przemocą się osiedlają, wkraczają Semici stopniowo do
miast warownych i opanowują je. Stąd to pochodzi, że
najdawniejsza historya Babilonii przedstawia się jako cały szereg drobnych
państewek, grupujących się około jednego większego miasta, które jest zarazem i
główną siedzibą kultu religijnego. Te miasta, a raczej plemiona zamieszkujące je,
współzawodniczą ze sobą; dokumenty odzwierciedlają nam ich walki wzajemne, których
dalszym rezultatem jest tworzenie się obszerniejszych kompleksów władczych“.
Cały ten ustęp możnaby żywcem przenieść do wykładu nauki
socyologicznej o państwie, bo co tu
Schorr opowiada o
powstaniu i tworzeniu się państwa Babilonii, to jota w jotę powtórzyćby można o
wszystkich państwach pobabilońskich. Ustęp ten zawiera wierny obraz naturalnego
procesu rozwoju państw, który wszędzie i zawsze odbywa się według tych samych praw
odwiecznych, a którego przebieg, zamiast go uwydatnić, dziejopisarstwo zaciemnia
przez obarczanie go mnóstwem nazw i szczegółów osobistych, oraz wypadków
indywidualnych, nie mających nic do czynienia z istotą rzeczy, a nie zmieniających
jej w niczem.
Bo szczeble i etapy tego rozwoju są bardzo jasne i proste,
9
jeżeli się uprzątnie ów balast „dziejowy“, który nas bawi, rozrywa,
wzrusza i podnieca, ale dla nauki ma tylko znaczenie podrzędne, pomocnicze. Czy tam
bowiem wśród poszczególnych etapów rozwoju obecny był jakiś
Amenophis, czy
Hamurabi, bynajmniej to nie wpływa na sam rozwój, który nie odbywa się
według praw i edyktów monarchów, lecz, jak to zresztą kodeks
Hamurabiego
zaznacza: według woli „pana nieba i ziemi“, to znaczy wedle odwiecznych praw natury.
Przypatrzmy się teraz nieco bliżej owym poszczególnym
etapom i szczeblom.
1. Najazd. Znamy go dobrze i w Europie.
2. Warowne miejsca. I te są nam znane jako zawiązki małych
państewek. Rozsiane są one po całej Europie. Po większej części na wzgórzach i
pagórkach, u których stóp osiadała ludność.
3. Państewka małe, opanowane przez władców, przez małych
dynastów, gnieżdżących się w owych zamkach warownych, z których na wszelaki czyhają
lup, ale skąd też odbywają wyprawy i napadają na sąsiednie państewka i zamki. „Te
walki wzajemne, – opowiada nam
Schorr, – a w
związku z niemi ciągłe zmiany w politycznej konstellacyi, wypełniają treść historyi
babilońskiej w najstarszym jej okresie aż do
Hamurabiego “
Historyi
babilońskiej tylko?... Ileż nazw rozlicznych państw
poza Europą i w Europie samej możnaby położyć na miejsce tego tutaj słowa
„babilońskiej“, a zdanie to zawsze stosowałoby się dokładnie do okresu tworzenia się
wielkich państw i państewek małych.
4. „...około większego miasta, które jest zarazem siedzibą
kultu...“ – mówi dalej
Schorr. I to znamy.
Obok zamku wznosi się kościół. Po stolicach dynastów powstają ołtarze. Znany to etap
rozwoju. Ostrzem miecza jedynie trudno podtrzymać panowanie. Trzeba pomocy
duchownej. Kapłani muszą pomagać i nauczać lud, że to „Anu wzniosły... i Bêl, pan
nieba i ziemi, przeznacząjacy losy świata“ królowi temu lub owemu „panowanie...
przyznali...“, że zatem ten czy ów król panuje „z Boże, łaski“. Bez te dźwigni
duchowej żadne państwo się nie obeszło. A załozenie jej jest tem łatwiejsze, że
odpowiada ona wszechstronnie uczuciom ludzkim, potrzebom duchowym, a w końcu
interesom zarówno świeckich panujących, jak i ich pomocników duchownych.
A więc w miastach większych, w miejscach warownych wznoszą
się ołtarze Anusów, Belów, Marduków, jak potem Jehowy, lub jeszcze później różnych
Jupiterów i jowiszów. Walki zaś wzajemne małych dynastów są, rzecz oczywista,
zarazem walkami tych bogów; ten zaś władca, który zwycięstwo odnosi, miał natural
10
nie za sobą mocniejszego boga, który – w miarę owładnięcia przez
zwycięzcę terytoryów mniejszych i wytępienia mniej szczęśliwych rywalów – wyprze
zarazem słabszych bogów, albo uczyni ich sobie podwładnymi. Tym sposobem, ręka w
rękę z podbojem świeckim, powstają zaludnione bogami Olimpy, albo hierarchie bogów,
albo nawet despotyczny jakiś monoteizm, w którym jedynowładca Jehowa nie ścierpi
obok siebie żadnych „pogańskich Baalów.“
Mutatis mutandis też same procesy
odbywają się potem w Europie chrześcijańskiej, gdzie kościoły są filarami państw, a
każdy kościół dąży do jedynowładztwa, tak samo jak mocarstwa, a zwycięzki zdobywca
dziękczynne Bogu swojemu „najpotężniejszemu“ składa ofiary –
buduje świątynie i wyposaża kapłanów.
5. „Z danin królewskich wzmaga się bezustannie
prywatny majątek króla, którego administracya niemniej wymaga
bacznej jego kontroli.“ Tak pisze
Schorr o
Hamurabim. Mimowoli nasuwa się pytanie, czy warto było mozolić się nad
odcyfrowywaniem klinów assyryjsko–babilońskich, aby się o tem dowiedzieć? Warto
jednak – choć nowegośmy się niczego nie dowiedzieli. „Z danin królewskich wzmaga się
bezustannie prywatny majątek króla“... Jest to stara piosnka i wiecznie nowa – a
jednak z wdzięcznością przyjmujemy do wiadomości, że znano ją już dobrze przed
pięciu tysiącami lat w dolinie między Eufratem a Tygrysem. Rzecz oczywista, że
pojedyncze zwrotki tej piosnki miały – zależnie od czasu i miejsca – trochę odmienną
melodyę. Posłuchajmy. „Majątek ten składa się, obok
gruntów
różnego rodzaju, głównie z
trzód...“ Grunta, jak grunta – ta
zwrotka się nie zmieniła od pięciu tysięcy lat. Tylko owe „trzody“ zastąpione są
dziś mniej hałaśliwym dobytkiem: akcyami, rentą, obligacjami i t. p. Zresztą,
zachodzą nawet i tutaj pewne podobieństwa. Trzód
Hamurabiego
strzegli semiccy „pasterze królewscy“, których obowiązkiem było bezwątpienia
ostrzydz królewskie owce: dziś cichego dobytku papierowego strzegą po części także
semiccy „pasterze królewscy“: Rotszyldowie i Mendelsohny; strzegą nie na
pastwiskach, ani w oborach, lecz w kasach Wertheinowskich; a zresztą funkcye ich o
tyle są podobne do funkcyi „pasterzy królewskich“, że tamci strzygli z owiec wełnę,
a ci tną od papierów kupony. Istota rzeczy ta sama!
6. „Król występuje także – pisze dalej
Schorr, – jako
summus episcopus, dogląda spraw,
dotyczących kultu i świątyń, wydaje rozkazy co do przeniesienia w processyi
uroczystej boskiego posągu do Babilonu, czuwa nad dobrobytem materyalnym kapłanów,
zaopatruje magazyny przy świątyniach w zboże, odbiera osobiście sprawozdanie od
arcykapłana co do osobistych stosunków kapłanów
11
przy właściwych
świątyniach i tym podobne wykonywa czynność nadzorcze.“
Wiadomo, że w większej części państw nowożytnwh ów etap
rozwoju stosunku państwa do kościoła nie jest jeszcze prześcignięty. Cesarz
Wilhelm jest dzisiaj jeszcze
summus episcopus kościoła
krajowego. O „osobistych stosunkach arcykapłanów“ i dziś jeszcze monarchowie
odbierają osobiście sprawozdania, a chyba tylko najnowsza ustawa separacyjna
francuska (z grudnia 1903 r.) zaznacza jakąś przyszłościową zmianę tego stosunku
państwa do kościoła, która dziś jednak bynajmniej nie jest faktem dokonanym.
7. Kiedy liczne małe państewka, niegdyś udzielne, zlały się
w wielkiem mocarstwie
Hamurabiego,
nasuwa się pytanie, co się stało z potomkami owych medyatyzowanych, a małych
dynastów, którzy dawniej byli władcami udzielnymi? Odpowiedź, jaką nam daje na to
pytanie
Schorr, wyczytana z klinów babilońskich, mogłaby służyć za odpowiedź na
pytanie: co się stało z potomkami udzielnych niegdyś książątek rzeszy niemieckiej,
takich np. Hohenlohów albo Liechtensteinów i t. p. Odpowiedź ta brzmi: „Wśród
urzędów publicznych administracyjnych (państwa
Hamurabiego)
można rozróżnić zasadnicze dwie grupy. Jedna wyszła z prastarych rodów
uprzywilejowanych,
dûru; jej członkowie dzierżą najwyższe
urzędy, cieszą się wyjątkowymi przywilejami, a nawet wobec króla mogą godność swą
manifestować... Już w najstarszych dokumentach historycznych spotykamy ich (pod
nazwą
Patest), ale nie jako urzędników, lecz jako udzielnych
władców, którzy sobie samym pomniki stawiają... Cały tenor inskrypcyi (na tych
pomnikach) świadczy o tem, że to samodzielni władcy, udzielni książęta lub królowie.
W tym okresie jednak, którym się tutaj zajmujemy, występują oni,
nie jako książęta udzielni, lecz jako rodzaj szlachty, zawisłej od królów,
a pełniącej służbę państwową. Jest bardzo prawdopodobne, bo ma to swoje analogie
później w dziejach, że po zjednoczeniu całej Babilonii pod jednem berłem,
panowie podbitych terytoryów, zrzekłszy się swej udzielności,
otrzymali wzamian najwyższe godności w państwie.“ to określenie stanowiska
najwyższej magnateryi w państwie
Hamurabiego, dane
nam przez
Schorra, mogłoby
służyć wybornie za odpowiedź na pytanie, jakie stanowisko zajmują Hohenlohowie,
Lichtensteinowie i ich towarzysze w Niemczech i w Austryi, a zarazem i za
wytłómaczenie racyi tego stanowiska.
8. Nieuniknionym szczeblem rozwoju państw jest wytwór
administracyi cywilnej i wojskowej. Zasadnicze jej rysy, też same które
do dziś dnia cechują wszelką administracyę państwową,
12
już za
Hamurabiego
występują wyraźnie. Są tam władze prowincyonalne, czy terrytoryalne, rodzaj
gubernatorów, czy namiestników („pahatu“ Schorr tłomaczy jako „starostowie“). Stoją
oni na czele pewnych terrytoryów, czy ziemstw, i wykonywują „kontrolę nad daninami i
nad poborami wojskowymi“. Na czele miast stoją burmistrze, czy wójci (
rabianu), którzy mają „czuwać nad bezpieczeństwem życia
mieszkańców“. Niemożna wątpić, że ta miejska policya bezpieczeństwa była bardzo
sprężyście wykonywana, bo „w razie niewykrytego sprawcy rabunku, lub morderstwa“,
wójt taki, czy burmistrz, „ponosił odpowiedzialność razem z ludnością miejską“. Tym
sposobem bandytyzm w państwie
Hamurabiego był
prawie niemożebny. Z listu jednego namiestnika w Larsa do burmistrza miasta Kutalla,
zawierającego zwięzły nakaz: „Przeciwnika w procesie Namirtum przyślij do mnie“,
słusznie wnosi
Schorr; że
rabianu podlegał namiestnikowi. Zresztą ci rabianu,
burmistrzowie, mają podwładnych sobie
nagiru, t. j.
policyantów miejskich W jednej tylko gałęzi administracyi państwo
Hamurabiego trwało na bardzo niskim szczeblu rozwoju i w porównaniu z
kulturalnemi państwami naszych czasów robi wrażenie wielkiej prostoty: mianowicie w
wojskowości. Siła zbrojna państwa jest bardzo mało jeszcze zróżniczkowana; pod tym
względem państwa kulturalne dzisiejsze zrobiły znaczne postępy. Bo cóż to za wojsko:
„piechota, strzelcy“ i nic więcej! Ani porównania z naszą kulturą w tej gałęzi.
Proszę tylko rozważyć: my mamy grenadyerów, huzarów, ułanów, szwoleżerów, nie mówiąc
już nic o artyleryi i o flocie wojennej z torpedowcami. Na tym polu widoczne są
wielkie postępy kultury naszej, z której wyżyn z politowaniem spoglądamy na
wojskowość
Hamurabiego.
Natomiast zarys, który nam daje
Schorr o tej
wojskowości, żywo przypomina obraz organizacyi wojskowej Bolesława
Chrobrego, skreślony niedawno przez
Piekosińskiego.
„We fortecach są ulokowane większe pułki „
sâb birian“ (załogi
forteczne), których utrzymanie król pokrywa, posyłając dla nich zboże z Babilonu“.
Coś podobnego było w i Polsce za pierwszego Bolesława.
9. I jeszcze jedna instytucya, z wojskowością złączona,
przypomina urządzenia odpowiednie w państwach średniowiecznej Europy – „Do urzędów
państwowych, administracyjnych i
wojskowych przywiązane jest
w regule
lenno, składające się z domu, pola i ogrodu.“ Te
lenna były dziedziczne. Kodeks
Hamurabiego
zawiera różne przepisy, odnoszące się do prawa lennego. Znała więc Babilonia wysoką
dla obrony kraju instytucyę lenn dziedzicz
13
nych, tak rozpowszechnioną w
Europie w wiekach średnich w różnych formach, a u nas w formie królewszczyzn.
Jeżeli zważymy, że Europa średniowieczna nie znała ustroju
państwa
Hamurabiego, a
Hamurabi nie znał, za germańską zwykle instytucyę uchodzącego feudalizmu,
przeto chyba i filozoficzny fanatyk zasady naśladownictwa,
Gabriel
Tarde, niemóglby pomiędzy lennictwem
Hamurabiego, a
feudalizmem (różnej formy) państw europejskich, wynaleść najmniejszego śladu
jakiegoś pokrewieństwa.
10. Wreszcie owa organizacya wojskowa i ustrój feudalny, to
tylko przejście do dalszego szczebla rozwoju.
„Dalszy rąbek politycznego rozwoju, – pisze
Schorr, – odsłania nam inskrypcya króla UR–GUR, protoplasty t. zw. pierwszej
dynastyi z Ur, który poraź pierwszy nosi tytuł: król (krajów) Summer i AKKad.
Widocznie wytworzyły się z czasem dwa wielkie państwa: Summer (południowa Babilonia)
i AKKad (północna B.). Król UR–GUR pierwszy opanowuje oba terytorya, a zatem całą
Babilonię i widzimy tu pierwszą próbę politycznego zjednoczenia Babilonii, które
ostatecznie następuje za panowania
Hamurabiego “.
Ten UR-GUR to oczywiście znowu jakiś babiloński Bolesław
Chrobry,
który Wielką i Małą Babilonię zjednoczył. Mialyżby te wszystkie analogie historyczne
polegać, jak to chce
Tarde, na
naśladownictwie? Chyba nie! Raczej uznać musimy, że jest jakaś siła samorodna, która
rozwój państw pcha zawsze w tym samym kierunku: od najazdu, po przez szczeble
organizacyi panowania, opierającej się na grodach warownych, na niewolnictwie,
posiłkującej się wpływami duchownemi i władzą kościelną, ku dalszym szczeblom
połączenia państewek małych w wielkie mocarstwa, wyrabiające w sobie wielowarstwową,
stanową strukturę społeczną, podtrzymywaną przez feudalizm, biurokracyę i wojskowość
i tak coraz wyżej i wyżej do kultury narodowej, a dalej jeszcze do kup gruzów,
zalegających puszcze piaszczyste, do mogił odwiecznych, sterczących na cmentarzysku
narodów, a w łonie swojem kryjących szczątki dawno minionej kultury; do mogił
ktorych rozkopywaniem rozkoszują się później badacze!
Jakież ładne jest to życie i jaką jego okrasę stanowią –
groby przeszłości! – –
Ale powtarzam, mylił się
Tarde, ten sprytny i
tak sympatyczny filozof; nie naśladownictwo jest sprężyną całego tego rozwoju
narodów, lecz jakaś siła samorodna, której poznanie jest najwyższym celem
socyologii. Jaka jej istota? to jeszcze zagadka. Ale jak powstaje i skąd się
wywiązuje, to już przeczuwamy, a
Schorra
14
Hamurabi w przeczuciu tem nas umacnia. Ta siła, wprawiająca w ruch rozwój
państwowy,
wywiązuje się ze zderzenia dwóch różnorodnych grup
społecznych, a
wzrasta w miarę przyłączania się do nich coraz
to nowych żywiołów etnicznych.
Wykazuje nam to i
Schorr, kreśląc
powstanie i rozwój Babilonii, oraz ustrój jej społeczny; wiemy zaś, że od czasów
Hamurabiego też same zjawiska stokrotnie powtarzały się w ciągu dziejów
ludzkości.
Naukę o państwie nazywają niemieccy profesorowie
„Allgemeines Staatsrecht“; nazwa to najniewłaściwsza, bo polegająca na
przestarzałych już wyobrażeniach „prawa natury“. Do dziś dnia jednak w grubych
kompendyach pod tym niewłaściwym tytułem składają profesorowie niemieccy wszystko
to, co tylko o państwie wiedzieć i nauczać im wolno. Z urzędu i z obowiązku dużo
czasu poświęcić musiałem studyowaniu tej literatury. Mogę z największym spokojem
stwierdzić, że w całych stosach tych nauk o państwie nie znajdzie nikt tyle
pouczającego materyału, by wniknąć w istotę państwa i jego rozwoju, co w omawianej
tu książce
Schorra. Nadzwyczaj
bogatą jest dzisiaj zagranicą literatura o
Hamurabim, ale
wątpię, czy ktokolwiekbądź z głośnych oryentalistów zagranicznych wyzyskał ów bardzo
trudno przystępny, a tak drogocenny materyał, w owym najwyższym celu, jaki sobie
nauka wytknąć może: w celu zapoznania nas z istotą państwa i społeczeństwa.
Schorr podjął się
pracy swej jako oryentalista, ale zarazem i socyologii oddał nieocenioną usługę.