Z dziedziny socyologii, in: Prawda, nr 1, 3.1.1903,
19-20.
Z dziedziny socyologii.
Coraz szerszem korytem płynie literatura socjologiczna. Ale
też w liczne i różne rozdziela się strumienie ramiona. Coraz trudniej jednym
poglądem ogarnąć cały jej obszar, a co gorsza, wobec różnorodności przedmiotów,
rozważanych pod nazwą socyologii, coraz trudniej zdać sobie sprawę, co to jest
socyologia, co do niej należy, a co już przekracza jej granicę. Niemałą więc
przysługę oddał nauce socyolog amerykański, Lester
Ward, podjąwszy się
ułatwić nam pogląd na cały obszar socyologii współczesnej i oryentowanie się wśród
licznych jej gałęzi. Uczynił to w szeregu artykułów, zamieszczonych w
American Journal of Sociology, w pierwszej połowie roku
ubiegłego. A wziął sie do tego praktycznie, jak Amerykanin. Nie wdając się w rozbiór
pytania, „co jest socyologia, czem do znudzenia karmią nas roczniki paryskiego
instytutu socyologicznego, przystępuje odrazu do kolejnego przedstawienia wszystkich
gałęzi poszukiwań i trudów, występujących pod nazwą socyologii. Ten przegląd jest
bardzo poucząjacy i znakomicie osiąga zamierzony cel oryentowania nas wśród chaosu
różnorodnych prac „socyologicznych.“
Socyologia, powiada
Ward, występuje po
pierwsze jako filantropia. Wielka masa publiczności skłonna jest w istocie widzieć w
Socyologii jakąś akcyę ratunkową ludzkości. Starania o polepszenie doli robotników,
o wybudowanie tanich mieszkań, założenie różnych ochron itp., to wszystko szeroki
ogół uważa za „Socyologię.“
Po drugie, socyologia jako antropologia. Nie ulega
wątpliwości, że pod naukę o człowieku dadzą się podciągnąć także poszukiwania o
zbiorowościach ludzkich, o formach społecznych. Ściśle jednak biorąc, antropologia
jest nauką o człowieku, jako jednostce, o przymiotach
jednostki, nie zaś o naturze i rodzajach społeczeństw. Powstał w Europie
wybitny kierunek tej szkoły antropologiczno-socyologiczny, który pod przewództwem
Francuza (
Lapouge’a) wyrodził
się w „teutonolatryę,“ tj. w naukę o wyższości typu germańskiego nad wszystkimi
innymi typami antropologicznymi.
Po trzecie, socyologia jako biologia. Ten kierunek ma
najwięcej przedstawicieli, a w ich liczbie najznakomitszych myślicieli.
Zapoczątkował go sam August
Comte, twórca
socyologii nowożytnej. Słusznie Lester
Ward przypomina ustęp
z „Filozofii pozytywnej,“ wydanej w r. 1838, gdzie
Comte porównywa
zmiany społecznego „ustroju“ do zmian ustrojów zwierzęcych, tłomacząc jedne i drugie
działaniem sił fizycznych. Za nim poszedł Herbert
Spencer, który w
„Statyce społecznej“ (1850) podnosi „ścisłą analogię między zjawiskami organicznemi
a społecznemi.“ Za tymi dwoma koryfeuszami poszła cała gromada socyologów
niemieckich i francuskich aż do najnowszego czasu, tworząca tak zwaną szkołę
„organików“ (
Bluntschli,
Schäffle,
Lilienfeld,
Worms, de
Greef, a także i
Nowikow).
Ciekawy jest szereg cytat, przywiedziony z tych
socyologów-ustrojowców. „Człowiek jest komórką społeczną,“ powiada
Spencer. „Komórką społeczną jest para ludzka, tj. mężczyzna i kobieta,“
powiada
Worms. „Jednostką społeczną jest rodzina,“ powiada
Schäffle.
„Urządzenia społeczne są członkami ciała społecznego, np. akademie umiejętności są
oczami,“ powiada
Lilienfeld.
„Ruch towarowy, to niby krążenie krwi,“ według
Spencera, a „handel
wywozowy przedstawia pokarm niestrawiony,“ według
Lilienfelda
itd. itd. Ze wszystkie takie mniej lub więcej udatne pomysły nie mają wartości
naukowej, tego chyba dowodzić nie trzeba.
Po czwarte, socyologia jako ekonomia polityczna. Poglądy
socyologiczne do ekonomii politycznej wprowadził pierwszy Adam
Smith, zauważywszy,
że „interes współdziałających w jakiejkolwiek gałęzi handlu lub prodnkcyi jest
zawsze różny, albo wprost przeciwny, niż interes publiczności.“ Stąd wynikły z
czasem dwa różne poglądy na gospodarstwo społeczne: punkt widzenia
wytwórcy (producenta) i punkt widzenia spożywców (konsumentów). Stuart
Mill wyklucza ten ostatni z ekonomii politycznej, która, według niego, nie ma
nic do czynienia z konsumcyą i zajmuje się tylko produkcyą dóbr. A zatem teorya
konsumcyi wymagałaby jakiejś innej nauki: miałażby nią być socyologia? Mogłoby się
tak zdawać, zwłaszcza że ekonomia polityczna nie wahała się uznać
egoizmu za jedyną sprężynę działającą w dziedzinie produkcyi i handlu,
podczas kiedy nauka o spożywaniu dóbr powodowała się względami na wielką masę
ludności i zaczęła przebąkiwać o
altruizmie. Tak więc
ekonomia polityczna zaczęła wkraczać w dziedzinę socyologii; Punktem wyjścia
socyologii jest
dobro ogółu, o czem pierwotnie ekonomii
politycznej ani się śniło. Czy te dwa stanowiska można jednak połączyć w jednej
nauce, czy też „kwestye społeczne“ winny być może odłączone od ekonomii politycznej
i stanowić przedmiot osobnej nauki – Socyologii?
Po piąte, socyologia jako filozofia historyi – August
Comte był przekonany, że trzebaby wydarzenia historyczne w taką zestawić
całość, aby z niej można wyczytać prawidłowe reguły dziejowe, na których znowu
podstawie dałaby się odgadnąć przyszłość. Takie traktowanie dziejów udzkieh
stanowiłoby właśnie Socyologię. Ale próba
Comte’a stworzenia
takiej Socyologii nie udała się. Na polu historyozofii uniósł go szowinizm
francuski, jak
Hegla w podobnej
próbie szowinizm niemiecki.
Comte’a d;ieje
ludzkości, jako najpiękniejszy kwiat, wydały Francyę? jak u
Hegla cała przeszłość
historyczna wysiliła się, aby zrodzić – Prusy. Takie konstrukcye historyozoficzne
nie są nauką, a tem mniej socyologią. Następcy ich w tym kierunku nie byli
szczęśliwsi.
Po szóste, socyologia jako całość nauk społecznych.
Zwątpiwszy o socyologii, jako osobnej nauce, chciano znowu widzieć w niej
encyklopedyę wszystkich nauk społecznych. Na ten pomysł słusznie Lester
Ward
odpowiada, że socyologia nie jest
zbiorem nauk społecznych,
ale raczej uogólnieniem ich wyników. „Socyologia jest integracyą, czyli syntezą
rezultatów wszystkich nauk społecznych.“ Pojedyncze nauki społeczne są tylko danemi,
na których wznosi się socyologia. Dostarczają one tylko materyału dla socyologii,
która nim się posługuje, do sformułowania swych uogólnień.
Po siódme, socyologia jako opis faktów (i stanów)
społecznych. Kierunek ten, popierany przez Le
Playa, czyni z
socyologii rodzaj demografii. „Ale opisywanie faktów i stanów, powiada L.
Ward,
nie jest nauką, tylko jej przygotowaniem.“ Nauka bowiem polega na pewnem
uporządkowaniu, zestawieniu faktów w pewnej myśli; na wydobywaniu z nich ogólnych
prawideł rozwoju. Wszelki opis jest analityczny, gdy socyologia, jak każda prawdziwa
nauka, jest syntetyczną.
Po ósme, socyologia jako teorya stowarzyszeń. I ten
kierunek ma licznych zwolenników, zwłaszcza między socyalistami. Niektórzy z tych
teoretyków rozszerzają pojęcie stowarzyszeń tak daleko, że obejmują niem wszystkie
gromadnie żyjące zwierzęta (
Espinas). W istocie
zaprzeczyć się nie da, że w stowarzyszeniach ludzkieh muszą tkwić te same zasady,
które skupiają gromady zwierząt, i o tyle teorya stowarzyszeń może obejmować
odpowiednie zjawiska świata zwierzęcego i ludzkiego. Jedną z takich zasad jest
poczucie gatunkowe. Objawia się ono w łączeniu się „równego z równem,“ tj. istot
tego samego gatunku z sobą. Socyolog amerykański,
Giddings, powiada
w tym względzie: „najpierwotniejszym faktem społecznym jest poczucie gatunkowe.“
Poczucie to w świecie zwierzęcym działa więcej instynktowo, w świecie ludzkim—
więcej świadomo. Łączy ono między ludźmi tylko grupy szczupłe, jako to: hordy
pierwotne, szczepy, klany itp. W stosunku do obcych grup społecznych przejawia się
ono jako nienawiść. Edmund
Perrier rozważa
przedmiot ten w dziele, zatytułowanem: „Rola stowarzyszeń w świecie zwierzęcym i u
ludów pierwotnych“
[1]
). Również książę
Krapotkin
poświęcił szereg artykułów „Wzajemnej pomocy między zwierzętami i u ludów dzikich.“
Takie związki społeczne są ważnymi czynnikami w walce o byt i mają wpływ na pożycie
zdolniejszych, czy silniejszych. Trudno zaprzeczyć, że badania, prowadzone w tym
kierunku, stanowią najważniejszą może treść socyologii.
Po dziewiąte, socyologia jako podział i organizacya pracy.
Socyolog francuski,
Durkheim, widzi w
zbiorowościach społecznych głównie „organizacye podziału pracy“ i napisał pod tym
tytułem dzieło
[2]
).
Kładzie on nacisk na cel stowarzyszeń, którym jest podział pracy, a im doskonalszym
staje się ten podział, tem większy
20
jest postęp cywilizacji. Między
podziałem bowiem pracy a postępem zachodzi i ten związek, te im doskonalszym zdaje
się pierwszy, tera więcej każda jednostka pracuje dla towarzyszów, dla bliźnich, dla
całej ludzkości – w czem występuje coraz dobitniej
altruizm,
a zatem postęp cywilizacji.
Po dziesiąte, socyologia jako badanie praw naśladownictwa.
Znakomity filozof francuski Gabriel
Tarde wykazał, że
można zbudować system socyologii, śledząc wyłącznie „prawa naśladownictwa“ (
les lois de l’imitation). System
Tarda obejmuje
wszystkie objawy życia społecznego i tłomaczy je wszystkie wrodzonym człowiekowi
popędem naśladownictwa. Nie jest on jednak wolny od pewnej przesady. Jeżeli powiada,
że „społeczeństwo jest naśladownictwem, a naśladownictwo jest rodzajem
sonambulizmu;“ że „przedmiotem historyi są jedynie skutki (dzieła) naśladownictwa;“
że „najwyższem prawem naśladownictwa zdaje się być tendencya do bezgranicznego
postępu,“ to abstrakcyjne te zdania, w których dużo jest sprytu, przypominają jednak
żywo metodę heglowską. Podobnie też jak
Hegel zawsze i
wszędzie widzi swoje „tezy, antytezy i syntezy,“ i
Tarde operuje
bezustannie swojemi „re-petycyami, opozycyami i adaptacyami.“ Jest to wszystko
bardzo sprytne, ale czy to jest droga do stworzenia socyologii, jako konkretnej
nauki, o tem wątpić można.
Po jedenaste, socyologia, jako bezwiedny przymus społeczny.
Kierunek ten przypomina
Hartmana „filozofię
bezwiedzy“ (
Die Philosophie des Unbewussten). Miejsce
„naśladownictwa“
Tarde’a zajmuje tutaj
przymus społeczny, któremu ulega jednostka bezwiednie i za pomocą którego William
Carpenter w swoich „Zasadach Fizyologii umysłowej (Nowy Jork 1875)
tłomaczy wszystkie zjawiska społeczne.
Temu bezwiednemu przymusowi podlega jednostka najprzód w
rodzinie, potem w swojem środowisku społecznem. „Zwyczaj, który ma siłę prawa,“
powiada
Carpenter, „tak
się wkorzenia w ustrój ludu czy klasy społecznej, że się staje drugą ich naturą.“
Całe życie społeczne może być bezwątpienia rozpatrywane, jako skutek takich
„społecznych imperatywów“ i system Socyologii da się ułożyć, jako szereg wyników
tego „przymusu społecznego.“
Po dwunaste, socyologia jako walka ras. Na samym końcu
omawia Lester
Ward kierunek, który
za główną, prawie wyłączną treść socyologii uważa „walkę ras.“ Zastrzega się przy
tem, że nie dlatego o kierunku tym mówi na samym ostatku, żeby go uważał za naj
podrzędniejszy lub mniej ważny, niż poprzednie. Przeciwnie, uważa on ten kierunek,
jeżeli tylko zostaje rozwinięty do ostatecznych swych konsekwencyj, za
najprzydatniejszy do wytworzenia prawdziwie naukowej socyologii, przydatniejszy, niż
wszystkie poprzednie. Jednym z najwybitniejszych przedstawicieli tego kierunku jest
G.
Ratzenhofer, który go rozwinął i uzasadnił w pomnikowem dziele „Istota i
cel polityki, jako część socyologii i podstawa nauk politycznych“ (1893)
[3]
). „Dzieło to, powiada Lester
Ward, głęboko
filozoficzne i prawdziwie klasyczne, stanowi najważniejszy przyczynek do wytworzenia
samodzielnej nauki socyologicznej ze wszystkich, jakie się pojawiły w ostatniem
dziesięcioleciu.“ O samej zaś treści socyologii
Ratzenhofera
Lester
Ward mówi: „
Ratzenhofer
kreśli cały proces społecznej asymilacyi przez następujące po sobie najazdy i ich
następstwa, jakoto kasty, nierówność, prawo, państwo, lud i naród. Jakkolwiek te
fazy rozwoju nie wyczerpują jeszcze całego dzieła asymilacyi społecznej, stanowią
jednak tak szeroką jej część, tłomacząc wszystkie starożytne cywilizacje i stosując
się do wszystkich dzisiejszych narodowości europejskich, że teorya o walkach ras
służyć może za klucz do rozwiązania zagadek całego ogromu dziejów ludzkich. Teorya
ta jest pierwsza prawdziwie naukowa próba wytłomaczenia zjawisk politycznych od
samego początku państw aż do dzisiejszego ich stanu...“
Kończąc ten przegląd różnych kierunków socyologii
współczesnej powiada L.
Ward:
„Wszystkie te kierunki podobne są do strumyków płynących w
jedną stronę i wpadających do jednej wielkiej rzeki, którą będzie kiedyś nauka
socyologii, jeżeli raz minie okres dziesiejszej myopii
społecznej.“
Te ostatnie słowa charakteryzują dobrze stanowisko Lester
Warda wobec socyologii dzisiejszej; uważa on ją bowiem za znajdującą się
jeszcze w powijakach. Ciekawem jest także, że w Ameryce studya socyologiczne zajmują
dziś coraz szersze miejsce w literaturze i na uniwersytach, kiedy w Europie zaledwie
w kilku uniwersytetach włoskich i francuskich nauka ta wywalczyła sobie skromne
stanowisko. Największa zaś liczba uniwersytetów europejskich, a zwłaszcza
niemieckie, nie przyznaje jej jeszcze równouprawnienia z innemi naukami. Dopiero w
ostatnim roku publicystyka naukowa niemiecka zaczyna nią się zajmować. Lipski
kwartalnik filozoficzny, wydawany przez prof.
Bartha(
Vierteljahresschrift für wissenschaftliche Philosophie),
dopiero w ostatnim półroczu do dawnego tytułu swego dodał słówko
und Sociologie i przyznaje się do nowej nauki; inne zaś czasopismo,
wydawane w Eisenach przez dr.
Woltmana,
jakkolwiek według programu jest czysto socyologiczne, aby uniknąć prowokacyi
niechętnych socyologii kół uniwersyteckich wolało nazwać się „Przeglądem polityczno
– antropologicznym“ (
Politisch-Antropologische Revue).