Podczas gdy na niemieckich „wydziałach umiejętności
prawnych i państwowych“, profesorowie prawa państwowego wywracają swoje
scholastyczne (żeby nie powiedzieć: talmudyczne) koziołki, zdała od „przybytków
wolnej i nieuprzedzonej nauki“ dokonywa się budowa nowej umiejętności XX w.
– socyologii. Ta nowa nauka o wzajemnych stosunkach między ludźmi (
Ratzenhofer) kiełkuje i rozwija się bujnie we wszystkich zakątkach obu
części świata. Jej literatura, niemająca jeszcze lat stu, w ostatnich trzech
dziesięcioleciach tak się rozrosła, że w całości trudno ją objąć pojedynczemu
człowiekowi; zwłaszcza że pracują w niej z równą skrzętnością narody anglosaskie,
romańskie i słowiańskie. Z wdzięcznością też witamy każde usiłowanie, które nam
pozwala zoryentować się na tem olbrzymiem polu. Taką próbę, chociaż tylko
jednostronną, podjął Paweł
Barth w swej cennej
pracy „Filozofia historyi jako socyologia“ (1897) a świeżo
Goldfriedrich w swej „Nauce o ideach historycznych w Niemczech.“ Obaj ci
pisarze uwględniają tylko część socyologii, zajmującą się wykładem i objaśnieniem
dziejów ludzkości. Natomiast bardzo praktyczną próbę objaśnienia całokształtu
dzisiejszej socyologii przedstawiają ogłoszone przed rokiem artykuły Lester
Ward’a w
American Journal of Sociology. Pomijając
kwestyę, czem właściwie jest
332
socjologia, autor wylicza dwanaście
rozmaitych kierunków badań naukowych, nad któremi powiewała flaga socyologii. Sam
wykaz tych kierunków jest już pouczający; 1) socyologia jako filantropia; 2) jako
antropologia; 3) jako biologia; 4) jako ekonomia polityczna: 5) jako filozofia
historyi; 6) jako specyalna nauka o społeczeństwie; 7) jako opis faktów społecznych
(demografia); 8) jako nauka o stowarzyszeniach; 9) jako teorya podziału pracy (
Durkheim); 11) jako teorya nieświadomego przymusu społecznego; 12) jako
walka ras. Każdemu z tych kierunków przyznaje
Ward względne uprawnienie; każdy z
nich jednak jest tylko częścią socyogii. „Wszystkie – mówi on – podobne są do małych
strumieni, których przeznaczeniem jest wpłynąć w wielką rzekę, mającą objąć całość
wiedzy socyologicznej, gdy przeminą czasy krótkowidztwa społecznego.“ W tych słowach
tkwi jądro całej sprawy. Gdyż jeśli bardzo często spotykamy się z poglądem, że
socyologia nie jest nauką samodzielną, ponieważ niema jednolitego, a tem bardziej
sobie wyłącznie właściwego przedmiotu; że pod nazwę socyologii wszelkiego rodzaju
przedmioty podciągnąć można: to Lester
Ward bardzo słusznie
użył porównania różnych dopływów, zmierzających do jednej wielkiej rzeki. Wobec tego
mogłoby się wydawać, że socyologia znajduje się w okresie przygotowawczym, w chwili
zbierania przeróżnych materyałów do przyszłej budowy. W istocie jednak ten okres
przygotowawczy przekroczył już Herbert
Spencer, który
większość wyliczonych tu kierunków w swym „Systemie filozofii syntetycznej“ ogarnął
i szczegółowo przedstawił; ostatnimi czasy Gustaw
Ratzenhofer w
szeregu dzieł dał nam zwarty system socyologii, w którym pomyślnie rozwiązał prawie
wszystkie zagadnienia wyżej wymienionych kierunków. Dziesięć lat temu rozpoczął on
tę pracę dziełem: „Istota i cel polityki“; wkrótce potem następowały po sobie:
„Poznanie socyologiczne“ (1898), „Monizm pozytywny“ (1899), „Etyka pozytywna“
(1901), a obecnie wyszła w wydaniu Brockhausa jego „Krytyka umysłowości.“
Wszystkie kwestye, które pojawiły się dotychczas w literaturze socyologicznej,
dotyczące istoty procesu społecznego, jego sił ruchu, jego łączności z kosmosem,
jedności praw rządzących wszechświatem i ludzkością, pojęcia dobra i zła, a nakoniec
powstania i rozwoju umysłowości ludzkiej – tym wszystkim kwestyom daje
Ratzenhofer zadawalające, od wszelkiego pesymizmu wolne rozwiązanie na
gruncie pozytywnego i monistycznego poglądu na świat. Oczywiście, rozstrzyga on
także najważniejsze pytanie wszelkiego systemu filozoficznego, odnoszące się do
teoryi poznania. Bo takim zwykle bywa rozwój większej części myślicieli, że po
objaśnieniu istoty świata oraz ludzkości, po odpowiedzi na pytania: skąd? dokąd?
poco? dochodzą oni do kwestyi najważniejszej: do podstawy ludzkiej wiedzy, do
uzasadnienia wszystkich objaśnień i poglądów, które nam i sobie dali o świecie i
ludzkości. Tak było i z
Kantem: po upływie
około lat trzydziestu, w ciągu których pisał o niebie i ziemi, różnych objawach
życia ludzkiego, psychologii i estetyce, zamknął on pierwszy okres swej działalności
filozoficznej „Krytyką czystego rozumu,“ która stała się następnie punktem wyjścia
dla wielu innych prac filozoficznych. Taką kolej rozwojową łatwo zrozumieć. Umysł
filozoficzny przypatruje się ze zdumieniem zjawiskom konkretnym świata i życia
ludzkiego i czuje się zniewolonym zdać sobie sprawę z ich znaczenia. Następstwem
tego pierwszego filozoficznego dążenia
Kanta były „Dzieje
przyrody nieba i ziemi“ (1755), które pojawiły się na ćwierć wieku przed „Krytyką
czystego rozumu“ (1781). Cechą charakterystyczną naszych czasów jest to, że dziś
umysł filozoficzny chętniej zajmuje się polityką, walką klas, życiem i dążeniem
społecznem, niż niebem i ziemią. Filozoficzny okres „burzy i naporu“
Ratzenhofera wyładował się w trzytomowem dziele: „Istota i cel polityki,“
w którem walki polityczne i społeczne przedstawia on jako proces naturalny, jako
część wielkiego procesu wszechświatowego, w którym „pra-siła,“ działając podług
jednego prawa, objawia się w różnorodnych przemianach. Następnie w dwóch dziełach:
„Poznanie socyologiczne“ i „Monizin pozytywny“ poucza nas o łączności świata
społecznego ze wszechświatem, z naturą, o rodowodzie życia z nieorganicznej
przyrody, o jedności nieożywionego świata z ożywionym i jedności praw nimi
rządzących. Ale jeśli w naturze i świecie panuje jedno zgodne prawo, czem tedy jest
dobro i zło? Gdzie miejsce dla naszej wolnej woli? Czy istnieje etyka, nauka, Jak
działać mamy i jakiemi zasadami się kierować? Na te pytania odpowiada
Ratzenhofer w swej „Etyce pozytywnej,“ wykazując, że „nieprzyjaźń
bezwzględna“ między grupami społeeznemi pomaga do wzniesienia naturalnej zasady
etycznej interesu indywidualnego na wyższy stopień interesu ogólnego. Ten interes
jest zawiązkiem obyczajowości dla grupy, do której należymy i daje jednostce
podstawę do sądzenia, o powinności, do której ją wzywa sumienie. W dalszym rozwoju
jednak interes pojedynczej grupy społecznej rozrasta się w coraz Szersze zakresy
(ludu, państwa, narodu, kultury itd.), z których wyłania się znowu odpowiednie
uczucie powinności moralnej. W taki sposób powstają, wciąż się rozwijając, zwyczaje
moralne i poczucie etyczne, ną których się opiera „etyka pozytywna.“ Na tej
podstawie buduje
Ratzenhofer swój
system etyki, która nie posługuje się ani żadnem ohjawieniem, ani też owem
Deus ex machina „kategorycznego imperatywu.“ Na „Etyce
pozytywnej“ kończy się cały system filozoficzny „pozytywnego monizniu.“ Ale właśnie
na tym punkcie ogarnia filozofa najgłębsze zwątpienie, czeka go najcięższa próba.
Jakkolwiek wspaniała budowa stoi mocno, a szczytem swym sięga najświatlejszych
wysokości etyki, budowniczego napadają lękliwe troski, czy to dzieło jego
przedstawia świat rzeczywisty, czy nie jest odbiciem czczego pozoru. Skąd pewność,
że świat spostrzegany przez człowieka myślącego jest rzeczywistym? A czy rzeczywisty
nie jest czemś zupełnie odmiennem od tego fałszywego obrazu, jaki mu fantazya
przedstawia? Czyż nie jest możliwem, że my „rzeczy samej w sobie“ wcale nie widzimy,
a tylko pusty jej odblask, niedający nam nawet najmniejszego pojęcia o
rzeczywistości. Te wątpliwości dręczyły przed stu dwudziestu laty królewieckiego
filozofa i zmusiły go potem, po przedstawieniu wszechświata i życia ludzkiego,
przyjrzeć się dokładniej domniemanemu „czystemu rozumowi,“ tj. zwierciadłu, w którem
mu się świat i życie pokazywały. Te poszukiwania nie wypadły zadawalająco. To, co
uważano dotąd za zasadniczą formę wszelkiego bytu – czas i przestrzeń, okazało się
zasadniczą formą zwierciadła, a więc wszelka rzeczywistość rozpadła się, a świat
przedstawił się jako przywidzenie naszego mózgu. Ogarnięty rozpaczliwem
niedowierzaniem w ten „rozum czysty,“ ucieka filozof do „rozumu praktycznego,“
szukając w nim tego, czego mu „czysty rozum“ dać nie mógł. Próżna nadzieja! „Rozum
praktyczny“ jest jeszcze chwiejniejszą podstawą, na której ledwie można się
utrzymać. Taki był wynik filozofii kantowskiej. Dziś twórca samodzielnego systemu
społeczno–filozoficznego czuje znowu potrzebę wyjaśnienia podstawowego pytania
wszelkiej filozofii – zagadnienia teoryi poznania, aby cały swój system uzasadnić.
„Krytyka umysłowości“
Ratzenhofera ma
dostarczyć dowodu, że jego pogląd na świat przedstawia rzeczywistość, a nie jakieś
fata morgana, które wskutek właściwości naszego mózgu
oglądamy. Trudne postawił sobie zadanie; śmiało jednak rzec można: porównywając jego
„Krytykę umysłowości“ z „Krytyką czystego“
Kanta, przyznać
musimy, że
Darwin i inni badacze
przyrody nie napróżno żyli.
Tych kilka przytoczeń potwierdza to, co powyżej
zaznaczyłem: że podczas kiedy filozofia spekulatywna pozbawia nas rzeczywistości,
Ratzenhofer prowadzi coraz dalej w jej głębie, rozjaśniając i oświetlając
najciemniejsze jej zagadki. Niepodobna w krótkim przeglądzie wykazać wszystkich
zagadnień psychologicznych, na które jego „monizm pozytywny“ zupełnie nowe rzuca
światło. Wspomnieć musimy, że
Ratzenhofer zniósł kantowską konfiskatę czasu i przestrzeni i te dwa fakty
rzeczywistości przywróci. „Wyobrażenie przestrzeni“ – mówi on – możliwe jest tylko
wtedy, jeżeli wiemy o zjawiskach zewnątrz nas zachodzących, wskutek czego bez
doświadczenia pojęcia o niej mieć nie możemy. Słowem, przestrzeń nie jest bynajmniej
wyobrażeniem a priori, jak
Kant utrzymywał“. To
samo rozumie się o czasie. „Czas, jako stosunek kolejnych objawów energii, tak
dalece narzuca się spostrzeganiu człowieka, że nasze bezpośrednie doświadczenia
wystarczają ażebyśmy sobie to wyobrażenie utworzyli; tem mniej przeto należy uważać
je za wrodzone lub a priori dane, lecz przeważnie jako owoc doświadczenia.“ Te dwa
objaśnienia uwydatniają pozytywizm filozofa. Stoi on na mocnym gruncie doświadczeń
konkretnych, a nawet myślenie jest dla niego „analityczno-systematyczną funkcyą
świadomości wewnątrz umysłu, pobudzonego czuciem.“ To są objaśnienia, które rozumieć
można i które świadczą, jakie korzyści metoda przyrodnicza“ wniosła do dziedziny
filozofii.