Słowo o umiejętnościach prawniczo–politycznych u nas,
przez Ludwika Gumplowicza, in: Dziennik Literacki, 04.04.1862, Nr. 27, S.
209-210, 08.04.1862, Nr. 28, S. 217-218.
Słowo o umiejętnościach prawniczo–politycznych u nas, przez
Ludwika Gumplowicza.
I
Najniżej w literaturze naszej dzisiejszej, stoją
umiejętności prawniczo–polityczne. Aby objaśnić, o ile okoliczność ta jest jedną
z najsmutniejszych ujemności naszego życia duchowego, chcę najprzód określić
pojecie umiejętności prawniczo–politycznych.
Dziedzina nauk i umiejętności, ta wielka arena, na
której występuje czynnie duch człowieka, rozpada się na dwie wielkie dzielnice.
W jednej duch ten bada i rozpoznawa prawa i warunki,
które niezłomnie i wiecznie nad nim panują, i którym poddać się musi: jest-to
dzielnica nauk przyrodzonych.
W drugiej dzielnicy człowiek samowolnie stanowi prawa i
warunki, którymi się (dla dobra ogółu) poddać, i pod którymi żyć chcę. Jest-to
dzielnica umiejętności w ścisłem znaczeniu tego słowa.
Szczęśliwy człowiek, jeżeli te dwie dzielnice w zgodzie
są ze sobą i harmonii, jeżeli przystają do siebie jak dwie połowy jednej kuli.
Biada mu, jeżeli stoją do siebie w oporze i
przeciwieństwie; jeżeli czego jedna wprost wymaga, druga wprost odmawia; bo w
walce tej ginie on marnie, zostawiając po sobie chyba tylko poetom materjał do
tradycji.
W pierwszym rzędzie tej drugiej dzielnicy, stoją
umiejętności prawniczo–polityczne. Zadaniem ich jest ustanowić prawa i warunki,
pod jakiemi byt człowieka w społeczeństwie byłby najlepiej zabezpieczonym, a
szczęście jego, o ile to wyższe, niezamienne prawa przyrody pozwalają, jak
najbardziej przysporzone i zagwarantowane. Ustawy ustalające stosunki między
pojedynczymi ludźmi jako członkami społeczeństwa państwowego stanowią prawo
prywatne. Ustawy, ustalające ten porządek i ład państwowy stanowią prawo
pospolite.
Jeżeli sięgniemy okiem wstecz, przez długi ciąg
dokładnie znanych nam wieków, do czasów przedhistorycznych, już i tam zastajemy
pewne prawa i ustawy, ustalające stosunki prywatne i pospolite.
Na pytanie, skąd to pierwotne prawa i ustawy się
wzięły, jak one powstały? – rozmaicie filozofowie
odpowiadają. Oczywiście jednak, że żaden z nich zdania swego dowodem poprzeć nie
może, gdyż rzecz tyczy się czasów przedhistorycznych, i że wszystkie te zdania
zostają niepewnemi hipotezami. Jedno zdaje się jednakowoż być pewnem, i z natury
samej człowieka pierwotnych wieków, człowieka niewykształconego jeszcze ,
tłumaczy się: oto , że owe pierwsze prawa i ustawy ustaliły się między ludźmi
instynktowo – a skutek wrodzonych im jakichś popędów, bez wszelkiego
poprzedzającego rozumowania.
Dopiero po ustaleniu się tych pierwotnych ustaw i praw,
jak w ciągu historyji, natrafiliśmy na rozumowania nad temi prawami i ustawami,
nad tym stanem społecznym. To rozumowanie i zastanowienie się nad istniejącym
stanem społecznym, jest to nowy, arcyważny czynnik występujący w historyji,
który odtąd wielce do rozwoju jej się przyczynia. Bo w naturze człowieka głęboko
wkorzenioną jest żądza, urzeczywistnienia myśli swoich, wprowadzenia w
zewnętrzny porządek życia, cokolwiek w głębi ducha ułoży i uknowa.
Rozumowanie więc nad istniejącym stanem społecznym, a
mianowicie nad stanem prawniczyo–politycznym społeczeństwa, sprowadza koniecznie
usiłowania przekształcenia tego istniejącego porządku społecznego, podłóg nowych
o nim powziętych myśli, i stając się zarazem, jakeśmy już wspomnieli,
najważniejszym czynnikiem rozwoju historyji, której istotą właśnie są te ciągłe
a ciągłe przeistoczenia społeczne czyli rewolucje, przedstawiające nam jednak w
swym wiekowym ciągu, nieustannej pochód ku lepszemu, nieustanną dążność
postępową.
Na dowód powyższego zdania, (jeżeli rzecz tak prosta i
jasna dowodu potrzebuje) wskazujemy tylko na najbliższą i najważniejszą czasów
naszych rewolucję francuską, która jak wiadomo, Niczem innem nie była, jak
usiłowaniem, wprowadzenia w życie i porządek społeczny, teoryj
prawniczo–polityczneych filozofów francuskich XVIII. wieku.
Z powyższego więc, dostatecznie pokazuje się wielką
umiejętność i ważność umiejętności prawniczo–politycznych. A te właśnie
literaturze naszej dzisiejszej najniższe zajmują miejsce .
Przyczyny tej, jakeśmy się wyrazili, smutnej
umiejętności naszego życia duchowego, są proste.
W kwitnącej niegdyś Polsce, kwitły nadzwyczaj jak może
w żadnym kraju, prawo i polityka.
[1]
Polska XVIII. wieku była na jak najlepszej drodze ku
takiej przemianie społecznej. Kwestyje społeczne zaprzątnęły wszystkie głowy, a
zwycięstwo partyji postępowej, konstytucja 3. maja 1792, bałaby może do dzisiaj
przekształciła wskroś całe społeczeństwo polskie, a naród polski pod względem
instytucji politycznych postawiłaby między pierwszemi narodami europejskimi.
Ale Moskwa i Prusy czuły, jakie niebezpieczeństwo grozi
im od Polski, przekształcającej się w ognisko przemian społecznych; przeczuwali
ci mocarze, że przemiany takie, przeprowadzające nowe jakieś teoryje społeczne,
będą dla ludów ich owa tarantulą, porywającą ich w szalony tan tak długo, dopóki
i u siebie przekształceń tych nie przeprowadzą.
Czuli to si ościenni mocarze, a Polska, to ognisko
rewolucji społecznych, upaść musiała.
Z upadkiem Polski następuje nagła zmiana w całem życiu
duchowem i literaturze polskiej.
Kiedy jeszcze w XVIII wieku prawo i polityka znakomicie
w literaturze polskiej zajmują miejsce, a wszystkie kwestyje społeczne,
prawniczo–polityczne stanowią przedmiot gorącej walki i starcia się przeciwnych
stronnictw: w XIX wieku po upadku Polski, walka ta na polu literatury naszej
nagle ustaje. Bo i na cóż było teraz Polakom sprzeciwiać się i walczyć o teoryje
społeczne, kiedy moc przeprowadzania tych teoryj w ich już nie była ręku?
Znikła więc literatura prawniczo–polityczna, a miejsce
wszystkich kwestji społecznych, zajęła jedna wielka kwestja narodowa, kwestja
najżywotniejsza dla całego narodu, kwestja bytu.
210
Znikły stronnictwa kupiące się koło
teoryj społecznych, a naród cały skupił się koło jednego sztandaru, koło idei
narodowej. Odtąd ta idea narodowa, idea przyszłości góruje jedynie w
literaturze, a formy w jakie się ona teraz obleka, nie są już teoryje społeczne,
któryby nie miały już bezpośredniego zastosowania, ale formami temi są poezja i
historia, te dwie siostrzyce, z których jasnych lic, najpiękniejszym zawsze
blaskiem świecą idee narodowe.
Historia i poezja składają literaturę polską w XIXtym
wieku. Wszystko inne poszło w zapomnienie, w poniewierkę, a między tem także
umiejętności prawniczo–polityczne. Nie miały one więcej jakeśmy wspomnieli ,
praktycznie zastosowania.
Bo naród choćby był teraz wyrobił sobie jakiekolwiek
chciał przeświadczenia i przekonania prawniczo–polityczne, cóż kiedy nie miał
siły przeprowadzania, urzeczywistniania ich? Kiedy żelazna ręka cara tłoczyła na
kark jego jarzmo moskiewskie, a wróg urągał pierwszemu i najświętszemu
przekonaniu narodowemu najświętszego przekonaniu o prawie do bytu.
Nie dziw więc że umiejętności prawniczo–polityczne
spadły u nas na najniższy szczebel literatury. Nie dziw dalej, że wskutek tego w
ostatnich czasach pokazała się u nas w kwestjach społecznych, w kwestjach
prawniczo–politycznych niedojrzałość, która w opinji zachodniej europy wiele nam
szkodziła; niedojrzałość tem więcej opłakana, że przez nią często nawet nie
bardzo z dążności postępowych słynne rządy, w kwestjach takich stanęły do nas w
stosunku niby postępowców do wsteczników. Przypominam tylko kwestje zniesienia
pańszczyzny, równości wyznań, wolności handlu, rzemiosł itd.
Nie dziwna mówię rzecz ten upadek umiejętności
prawniczo–politycznych, i w ślad za nim postępująca niedojrzałość nasza w
kwestjach społecznych, na którą tak często słyszymy narzekań, nie dziwna, ale
mimo to nie mniej smutna. Bo naród znajdujący się w normalnym stanie, a nie
mający w sobie zasobów przekonań i przeświadczeń prawniczo–politycznych, nie ma
w sobie żywiołu postępowo–historycznego. A chociażby Polacy dzisiaj nie znajdują
się w takim stanie, a przy dzisiejszych ich stosunkach, do dalszego rozwoju ich
dostateczną im jest idea narodowa, to przecież nie wolno nam zostać w tyle za
narodami europejskimi i cywilizacją zachodnią, w punkcie wykształcenia
prawniczo–politycznego, nie możemy się narażac na to, aby przeciwnicy nam
zdawali się czasem być więcej od nas postępowymi, i tym pozorem na swoją
przechyliły stronę niewykształcone między nami żywioły.
Nie możemy więc dłużej zaniedbywać tej gałęźi
umiejętności, czas by był zabrać się do pracy koło niej.
Idzie tylko o rozwiązanie następującej trudności:
umiejętności prawniczo–polityczne jeżeli nie mają być utopiami i mrzonkami,
muszą korzenić się w teraźniejszości, w stosunkach danych.
Ponieważ zaś stosunki prawniczo–polityczne, których
dzisiaj żyjemy nie są polskie, ale np. jak u nas w Galicji niemieckie; ponieważ
i prawo prywatne i pospolite, którem się kierujemy i które nam panuje, nie jest
polskie ale niemieckie, umiejętność któryby się korzeniła w tych stosunkach
danych, przestałaby być narodową a stałaby się niemiecką.
A nam przecież przede wsystkiem może chodzić tylko o
umiejętności prawniczo–polityczne polskie? Bo jeżeli, to pewnie umiejętność
prawa i polityki, jest bezpośrednim wynikiem życia narodowego, i w każdym
narodzie na odrębnej zupełnie, jemu tylko właściwej podstawie stosunków
narodowych wyrabia się, i wyrabiać się powinna.
Jakże więc trudność tę załatwić, i nie mając w
teraźniejszym stanie prawno–politycznym podstawy naturalnej – do umiejętności
narodowej mimo tego taką tworzyć.
Spróbujemy trudność tę rozwiązać.
Umiejętności prawniczo–polityczne u nas dzisiaj, jeżeli
mają być praktycznemi, a przy tem zachować cechę narodową, nie powinny mieć
punktu wyjścia w dzisiejszych stosunkach. Punkt wyjście ich powinien być w
przeszłości naszej, powinien być tam gdzie ta przeszłość ja zostawiła.
Tam budowę naszą zacząć powinniśmy. Dopiero zacząwszy
zacząwszy ztamtąd , prowadźmy umiejętności te przez labirynta porozbiorowe,
pokażemy jak później przybyłe żywioły i stosunki wpływały korzystnie lub
szkodliwie na stosunki nasze i na życie nasze; jak inne prawodawstwa pchnięte to
postępem zachodniej Europy, to rozmaitemi rewolucjami, rzuciły mimowolnie i w
nas ziarno dalszego rozwoju, a prowadząc tak umiejętności te przez labirynta
porozbiorowe, sami kierujemy się niby nicią Ariadny, idąc narodową ideą
przyszłości.
Tak jedynie utworzyć możemy u nas w dzisiejszych
stosunkach umiejętności prawniczo–polityczne, z wybitną cechą narodową.
Przykłady szczegółowe lepiej jeszcze rzecz tę wyjaśnią.
(D.n.)
(Dokończenie)
Weźmy pod uwagę przedewszystkiem prawo prywatne.
Prawnik polski komentujący naprzykład ustawę cywilną austriacką, bez dalszego
względu na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość społeczeństwa polskiego, bez
dalszego względu na prawo polskie i na stosunki, które się pod wpływem tego
prawa w życiu polskiem wyrobiły, prawnik ten staje się komentatorem austriackim
prawa austriackiego, staje się
Stuberauchem lub
Ellingerem po
polsku piszącym. Ale umiejętności polskiej, literaturze, literaturze narodowej,
niczem się nie przesłużą.
Tymczasem prawdziwy prawnik polski, chcący
polskiej umiejętności prawniczej zasługi oddać, czy on
komentarz pisać będzie nad ustawą austriacką, czy nad pruskiem landrechtem, czy
nawet nad ukazami carskiemi, sigęnie on zawsze w przeszłość naszą, w prawo
polskie. Tam wyszuka on zarodki instytucji prawniczych, jakie dzisiaj ledwie w
najwykształceńszych zachodniej Europy krajach napotkać można.
[2]
Badając dawne instytucje prawne polskie, rozpoznawa,
jaki wpływ one na życie i stosunki nasze wywarły, jaką drogą one by się były
dalej rozwijały, i o ile z tej drogi zwichniętemi zostały przez wniesione prawa
innego pochodzenia. Dalej pokaże on, jak wniesiono te prawa obce przekształciły
te stosunki nasze i życie nasze, rozróżni co w tem dobrego a co złego, a wiodąca
poprzez takie manowce idea narodowa, rozkaże mu nareszcie wyprowadzać wnioski,
jakieby dla prawa społecznego i życia polskiego , były najodpowiedniejsze i
najstosowniejsze.
Ważniejsze aniżeli prawo prywatne, jest prawo pospolite
i polityka.
Teoryje prawa prywatnego, aczkolwiek bardzo ważne i ze
stopniem oświaty ludu będące w ścisłym związku, bądź z niej wypływające bądź nań
oddziaływając, nie występują jednak nigdy w historji jako przeważne czynniki. Są
to po większej części drobne spory i walki, toczące się w obrębie instytucji
państwowych samych, teoryje polityczne, tyczą się bezpośrednio egzystencji, bytu
tych instytucji, a wiec bytu państw. Teoryje te przechodząc z dzieł filozofów w
przeświadczenia narodów, przekształcając się z teorji pojedynczych na
przekonaniu mas, odgrywająca w historji wielką rolę, wstrząsając państwami,
burząc jedne a budując drugie.
Literatura polityczna nasza, niegdyś obfita, dziś jest
zerem, jeżeli wzgląd mieć będziemy na dzieła poważne. Tem więcej, ale tem
powierzchownej traktują politykę (bierzemy słowo to w wyż wskazanem ściślejszym
znaczeniu) dzienniki polityczne, przez co mimo zupełnego braku umiejętności
politycznych w literaturze naszej dzisiejszej, zagnieździło się jednak u nas
wiele teorji politycznych, kupiących koło siebie rozmaite stronnictwa
polityczne.
Cóż to są za teorje! Najrozmaitsze, ze wszystkich
krańców świata zebrane; są tam i czerwone rzeczypospolite , i konstytucjonalizmy
francuskie i angielskie, i Bóg wie jakie jeszcze – ale tylko polskich teorji tam
nie ma. Ale to rzadko kto zwraca się w przeszłość i bezstronnie i bez
uprzedzenia zastanawia się nas rzecząpospolitą polską, nad rzeczpospolitą
szlachecką; a jeżeli to kto robi, to jestto jakiś słabego mózgu magnat, żądający
dawnych dla siebie przywilejów i prerogatyw. Z tym wspólności nie mamy; nie
należymy do bezwzględnych obrońców przeszłości naszej, do tych co za nią
wzdychają, i bez zmian by je sobie dzisiaj życzyli. Ale z oburzeniem występujemy
przeciwko tym, co od tej przeszłości naszej z pogardą się odwracają, miotając na
nią bezmyślne przekleństwa, dla tego jedynie, że nie znajdują w niej
urzeczywistnionych myśli, których po ciężkim połogu, wydał dopiero na świat wiek
dziewiętnasty; przeciwko tym, co zrywając z tą przeszłością zupełnie, gonią po
wszystkich krańcach świata i obszarach historji za ideałami politycznemi.
Nie przeczymy, że trzeba brać dobre, skądkolwiek wziąć
się ono da; że trzeba korzystać ze zdobyczy czasów naszych, z owoców krwawych
walk i zapasów ludzkości i narodów; tak jest, bierzemy co dobre, zkądkolwiek one
pochodzą, ale nie zapomnijmy, co dobrem u nas było a uganiając się za obcem, nie
wyrządzajmy krzywdy swojskiemu, nam samym i naszej przeszłości .
Na cóż więc, pytamy, szukać nam ideałów państwa dla
teorji narodowej po Francji, Anglii i Ameryce – kiedy mamy przed sobą
rzeczpospolitą polską, rzeczpospolitą szlachecką, która nam wiecznie w nauce
prawniczej służyć może za wzór ze ideał państwa, jeżeli do niej podamy tylko
jedną myśl, myśl wielką, rzuconą w wir świata przez rewolucyję francuską, myśli
zniesienia stanów i równości wszystkich w obliczu prawa .
Tę jednę myśl
[3]
o której brak przeszłości naszą
winić nie możemy, bo wińmy o nią wieki wszystkie i państwa wszystkie przed
wiekiem dziewiętnastym, tę jedną myśl podsuńmy pod rzeczpospolitą szlachecką;
rozszerzmy ją tą myśl z kółka małego na lud cały, i lud ten cały dajmy jej za
podstawę, a nie potrzebujemy się więcej oglądać w obczyźnie ze wzorami państwa ,
mamy przed sobą najpiękniejszy jego ideał. Bo jakąkolwiek zresztą zasadą
wolności politycznej , jakąkolwiek wolną instytucję polityczną, w państwach
konstytucyjnych i wolnych wieku dziewiętnastego tylko zastać możemy wszystko to
znajdziemy także i w naszej przeszłości, w rzeczpospolitej szlacheckiej.
218
Niech Anglicy się szczycą swem
habeas corpus – aktem; toż przecie i a nas już od XV
wieku było prawo „
Neminem captivabimus nisi iure victum.”
Niech nowsze państwa konstytucyjne szczycą się rzędem
reprezentacyjnym, a wyłoncznemi tej reprezentacji prawem uchwalenia podatków, i
tym podobnemi gwarancjami wolności politycznej; toż to wszystko było i w Polsce.
Jednem słowem, podsuńmy rzeczpospolitej szlacheckiej
myśli równości stanów, wyrugujmy z niej wygórowane w ostateczność prawo
osobistości, objawiające się n.p. w liberum veto , – które kiedyś może w
dalekiej przyszłości, kiedy społeczeństwo, kiedy społeczeństwo do ostatniej
dojdzie doskonałości, będzie mogło może być urzeczywistnionem, dzisiaj jednak
przy słabości, namiętnościach i wadach człowieka , stało by się zgubą każdego
państwa – zróbmy to: będziemy mieli ideał, który jedynie potrafi postawić ją na
stanowisku czysto narodowem, a temsamen jedynie zdolną ją zrobić do
przekształcenia się w przeświadczenie i przekonanie narodu, do przejścia w krew
i ciało narodu …
Kończąc, wpada mi jeszcze jedno uprzedzic odpowiedzią
zarzut jeden, jaki mi może być zrobiony; jako na fundament umiejętności naszych
prawniczo–politycznych, wskazałem na prawo dawnej szlachty polskiej, na
instytucje koła szlacheckiego, a wskazałem nie jako na przeszłość *naszą*.
Ale kiedy wtedy reprezentantem narodu polskiego była w
istocie tylko szlachta polska; dzisiaj rzecz zupełnie się zmieniła. Do życia
narodowego rozbudziły się nieszlacheckie warstwy na rodu ; z drugiej strony
znaczna część szlachty, szczególnie magnaterji, dla życia narodowego i tylko
pasożytem jeszcze żyje na drzewie narodu.
Rozbudzone do życia narodowego nieszlacheckie warstwy
społeczeństwa polskiego, z resztkami dawnej szlachty, która od życia tego
jeszcze nie odpadła, stanowią razem dzisiaj inteligencję narodową , która
dzisiaj zajęła miejsce, jakie dawniej trzymał szlachta. Chociaż nas poetyczni
rycerze przeszłości z wielką fantazją zapewniają, że szlachta i dziś jeszcze
jest alphą i omegą narod; rzeczywistość kłam im zadaje. Dziś rola szlachty jako
takiej skończona; dziś nie szlachta jako taka podtrzymuje życie narodowe, ale
inteligencja narodowa. Ta dziś jedynie reprezentuje naród, w niej gra życie
narodu, ta idzie przodem życie tego, i ta tylko jest , by użyć owego wyrażenia ,
alphą i omegą narodu; szlachta zaś tylko tyle, o ile wchodzi w inteligencję
narodową.
Znaczna, może najznaczniejsza część tej inteligencji,
jest nieszlachtą. Pochodzenie, nazwiska jej są niemieckie lub nieszlacheckie.
Patrząc się w przeszłości, niechętnem mianowicie okiem
poglądają na przeszłość szlachecką, mówiąc: to nie nasze. A szukając przeszłośći
swej po miastach i chatach włościan w dawnej Polsce, znajdują ją nacechowaną
piętnem pogardy i poniżenia: co gorsza, oni sami dziś dla tej przeszłości
najmniejszej czuć nie mogą sympatii, bo ona nie jest polską i niejaką – bez
życia, bez barwy . Odwracają się zatem i od tej przeszłości szlacheckiej, jako
nie swojej, i o tej przeszłości nieszlacheckiej swojej, nie znajdując w niej
tego życia polskiego, tych uczuć narodowych , jakie dzisiaj w ich gra piersiach;
a zwracają oczy w przeszłość społeczeństwa polskiego, szukają dlań podstawy
wszędzie, byle nie w przeszłości narodowej.
Od tych czeka mnie następujący zarzut.
My szlachty znać ni chcemy my znamy tylko lud polski.
Prawo zaś szlachty polskiej, nie było prawem ludu polskiego. Mieszczanie –
Niemcy nim się nie rządzili; włościanie żadnego nie mieli. Dla czegoś prawo to
ma dzisiaj być naszą tradycją? Toż samo z instytucjami politycznemi koła
szlacheckiego: one nie były naszemi; my ich dziś znać nie chcemy.
Nic atoli mylniejszego, jak takie zapatrywanie się na
przeszłość narodu. Jakakolwiek ona była, jest własnością, jest dziedzictwem całego narodu. Któż dzisiaj można sobie rościć do tej
przeszłości wyłączne jakieś prawo? Któż wyłącznie może ja nazwać swoją? Zaiste
bajkę o toksyczności krwi magnatów płynącą w żyłach późnych potomków, to dalej
chyba mamki dzieciom opowiadać mogą.
My wiemy, bo nas uczą nauki przyrodzone, że ani krew
ani duch nie przechodzą z ojców na synów. Pochodzenie zatem nie może dać prawa
do wyłącznego przyswojenia sobie jakiejś przeszłości, ani od tej przeszłości nie
może odsądzać.
Właścicielem i spadkobiercą przeszłości jest
przedewszystiem cały naród. A w narodzie całym ta tylko część najwięcej do
dziedzictwa tego ma prawa, która je sobie przywłaszczyła, która duchem tej
przeszłości się przejęła, która duszą i sercem ją pojęła, która się wykształciła
na tej przeszłości i tym sposobem najprawdziwszem przeszłości tej stała się
potomstwem, a tą częścią jest inteligencja narodowa. Ona
pochodzi wprost od tej świetnej przeszłości narodowej, a pochodzenia swego nie
potrzebuje dowodzić tablicami genealogicznymi, (które choćby najprawdziwsze
jeszcze prawdy nie dowodzą) pochodzenia jej żywym dowodem jest duch jej
narodowy. Nikt inny, tylko ona posiada wyłącznie prawo do tej przeszłości. Bo
krew przeszłości w tej krwi, duch przeszłości w jej duchu.
Błędną by zatem i nieszczęsną była myśl nieszlacheckiej
inteligencji, uważała przeszłości szlacheckiej za nie swoja. Ona jest naszą, i
coraz więcej naszą będzie im więcej się nią przejmiemy, im więcej ją sobie
przywłaszczymy. Niech jene wzniosłe czyny i myśli i myśl wielkich mężów
przeszłości polskiej, przejmą i przenikną wskroś ducha naszego i serca nasze,
któż nam wtedy zaprzeczy prawa mianowania sie potomkami tych mężów, któż
zaprzeczy, że to nasi atenaci? Ale do tego szczególnie jedno potrzebnem. Do
jakielkolwiek zabieramy się pracy umysłowej, to najprzód dobrze się wpatrywamy w
przeszłość naszą, i w tych wielkich atenatów naszych, i na ich grobach wychylmy
do nich czarę czci i uwielbienia a wtedy ani z nieba odpowiedzą nam
błogosławieństwa polskości i żywotności narodowej.
Bo pamiętajmy przedewszystkiem, że ten naród, który
zrywa z swą przeszłością, zabija swoją przeszłość.