Rocznik Ewangelicki, in: Dziennik Literacki, Nr. 47,
13.06.1862, S. 375-376; Nr. 48, 20.06.1862, S. 385-387, Nr. 49, 24.06.1862,
S. 395-396.
Rocznik Ewangelicki.
I
375
Kiedy zaraza obczyzny wciska się w samo
wnętrze krajów polskich, tak, że ciągłem jej odpieraniem ledwie się uporać
możemy a podtrzymywanie ducha narodowego u nas, w głębi krajów polskich ciągłej
potrzebuje pracy i baczności ze strony naszej: to zaiste niewypowiedzianie miłą
sprawia nam niespodziankę, jeżeli gdzieś tam z najdalszych kresów ziemi naszej,
kędy garstka rodaków straconą placówką od wieków stojąc, tak bardzo życiem i
stosunkami od kraju się odłączyła, że niemal pamięć o niej u nas zaginęła,
jeżeli mówię z stamtąd dolatuje nas głośne hasło narodowe i zwraca na siebie
uwagę naszą jakiś piękny objaw życia narodowego.
Chcemy dziś pomówić o Szlązku górnym, a tym świeżym
objawem tamtejszego życia narodowego jest książeczka, w polskim języku napisana,
która nas właśnie doszła pod tytułem:
Rocznik
ewangelicki, poświęcony na rzeczom kościoła i szkoły. Wydał Jan
Śliwka. Cieszyn 1862.
Dziwić zaiste się wypada, jak sławiony ze zwycięztw
duchowych i moralnych podbojów duch giermański bezsilny był przeciw tak
maluczkiemu i słabemu zastępowi ludu polskiego, którego los, oderwawszy go od
narodu, z którym wspólne łączyły go pochodzenie i język, poddał pod rządy inne.
Od pięć wieków już Szlązk górny odłączonym był zupełnie od Polski; od tylu
wieków prawie najprzód zniemczałych Czech, a potem Austrii uznaje
zwierzchnictwo: a mimo to dzisiaj jeszcze nie tylko, że nie zgasły poczucie i
duch polski, ale do nowego zdają dzisiaj przebudzać życia. Czego świadectwem
świeżem książeczka, o której mowa.
Jak tytuł jej orzeka ma to być rocznik dla ewangelików,
którzy stanowią główną część ludności polskiej na Szlązku.
376
Jest to rzecz bardzo uwagi godną i
pouczającą, że kiedy katolicy na Szlązku odpadli po największej części od
narodowości polskiej i ulegli wpływom giermanizującym, garstka ludności polskiej
wyznania ewangelickiego uporczywie przy narodowości swej trwa. Nie wątpię, że
główną przyczyną tego zjawiska jest właśnie, oppozyjca religijna, w jakiej
stanęła garstka ludności polskiej do katolickiego rządu, pod którym od tylu
wieków już zostaje. Oppozycja ta religijna zbijając w jeden silny zastęp ludność
ewangelicką Szlązka przeciw zabiegom i prześladowaniom dawniejszym, była
przyczyną, że ludność ta stawiając opór katolicyzmowi i unikając wszelkich z nim
punktów stycznych, rozciągnęła opór swój i przeciwdziałanie z pola religji także
na pole języka i narodowości. Kiedy więc katolicyzm tam objawiał się w formie
giermanizmu, protestantyzm na Szlązku już ze samej opozycji trwał uporczywie w
dawnej swej polskości, gdy równocześnie katolicka ludność szlązka, lgnąc więcej
do rządu współwyznawczego, uległa wpływom jego giermanizującym. Jest to jeden z
przykładów mnogich, powtarzających się tylekroć w historji, pokazujących jak
religja bezwiednie i mimowolnie staje się ważnym czynnikiem politycznym.
Jeżeli duchowieństwo polskie w królestwie kongresowem
stawiło się silnie w sprawie narodowości polskiej, jedną z najgłówniejszych może
przyczyn tego jest opozycja duchowieństwa katolickiego przeciw rządowi
szyzmatyckiemu, a najlepszym dowodem, że rzecz się tak ma, jest równoczesne
zachowanie się duchowieństwa polskiego w państwie katolickiem.
Co więcej, w dwóch dzielnicach Szlązka, w austriackiej
i pruskiej, widzieć możemy wyraźnie, jak religija bezwiednie i mimowolnie
wpływała na kształcenie się i kierunek narodowości. Bo kiedy w Szlązku
austriackiem z powodu katolicyzmu rządu ludność katolicka lgnęła do niemczyzny a
ewangelicka trwała w polskości: w Szlązku pruskiem odgrywał się dramat wprost
przeciwny. Pod protestanckim rządem pruskim powoli ludność ewangelicka zbliżyła
się do rządu i do jego narodowości a ludność katolicka opozycję religijną
rozszerzając do narodowości, została polską.
Ale odpadanie ludności katolickiej austriackiego
Szlązka od polskości, i trwanie w niej stałe ludności ewangelickiej ma jeszcze
drugą ważną przyczynę. Szlązk, od wieków już nie będąc pod rządami Polski, od
wieków już odłączony od narodu polskiego, nie mając z niem żadnej wspólności,
żadnego łącznika, był jakby oderwany od matki dziecko, i stał jak wątła
latorośl, której podporę odjęto.
Ale tak bez spojni z Polską, bez moralnej ze strony
Polski podpory została się tylko ludność katolicka Szlązka: dla ludności
ewangelickiej, Polska wnet stała się silną podporą moralną, i znalazł się wnet
silny łącznik miedzy nią a Polską. Tym była reformacja.
Nauka
Hussa a potem nauka
Lutra znalazły na Szlązku dużo zwolenników. Wielka część ludności
przeszła na wiarę ewangelicką. Ale w wieku XVI. reformacja była postępem,
reformacja była oświatą i na oświacie zasadzała.
Oświata
to był jedyny żywioł zwycięski, który leżał w reformacji XVIgo wieku, i który
mimo wszelkiej władzy i siły katolicyzmu musiał go wtedy pokonać, bo katolicyzm
przestał był wówczas opierać się na oświacie. Ale jak istotą reformacji XVIgo
wieku była oświata i jak na niej się zasadzał, tak też bez niej nie mógł się
utrzymać ani na chwilę; zaczął upadać skoro stał się obskurantyzmem.
Protestantyzm, aby istnieć i wzmódz się, koniecznie
potrzebował światła i oświaty, bo on się nie opierał na wierze i uczuciu. Bez
oświaty musiałby upaść. To jest charakterystyczna różnica, jaka panowała miedzy
katolicyzmem a protestantyzmem, a która szczególnie w XVI. wieku wybitną była w
całej walce i w sposobie walczenia kościoła rzymskiego z nowowierstwem.
II
Dajmy przykład:
I kościół katolicki i reformacja uważały za jedną z
najgłówniejszych podstaw religii: pismo święte. Ale kiedy kościół katolicki
trzymał się zasady, zasłonięcia ile możności tego źródła religji katolickiej nie
przeprzeniknioną dla ludu powłoką nieżyjących języków z powodu, iż przez
nieteologów pismo święte mogłoby być źle zrozumianem: to nowowierstwo wszelkiego
dokładało starania, ażeby pismo święte w tłómaczeniach na języki żyjące zrobić
przystępnem dla ogółu. To też jeden z głównych punktów walki między kościołem
rzymskim a nowowierstwem stanowiła biblia. Nowowiercy tłómaczyli ją na języki
żyjące, a kościół tłumaczenia te zakazywał i niszczył.
Ale reformacja zasadzała się na oświacie.
Tej oświaty początkiem i najgłówniejszą częścią była
biblia: bez niej, zatem nie mogłaby istnieć reformacja. Biblia tłumaczona była
conditio sine qua non nowego wyznania. Wszędzie
zatem, gdzie nowa Lutra nauka szerzyć się zaczęła, musiano się starać o
tłumaczenia biblji, a to w językach przystępnych ludowi. Ludność szlązka w wieku
XVI nie mogła używać tłómaczeń niemieckich biblij: a więc uskutecznione w skutek
reformacji w Polsce, tłumaczenia biblii polskiej znalazły prędki odpływ do
Szlązka, i stały się tam katechizmem nowej wiary.
Od tego czasu cała oświata religijna ludności
ewangelickiej Szlązka miała za podstawę: polskie tłumaczenia biblji, a za temi
także inne pisma religijnej treści polskich ewangelików. I te to tłumaczenia i
pisma
386
są ową spójnią, łączącą ludność ewangelicką Szlązka z
narodem polskim, spójnią, która obok opozycji religijnej przeciw rządowi
katolicko–niemieckiemu, najbardziej się przyczyniła do uratowania tej ludności
przed powodzią niemczyzny i do zachowania jej w pierwotnej narodowości. Tak więc
katolicki naród polski, który tylko w przemijającym szale (czy też natchnieniu?
jak się komu podoba) przyjął naukę
Lutra i prędko
potem ją porzucił, wdzięcznym jednak być powinien wielkiemu reformatorowi, że mu
przeszło 60.000 rodzonej braci swej od wynarodowienia zachował. „Dziwnie się to
plecie!” Ale ludność ewangielicko–polska na Szlązku od wieku reformacji do dziś
dnia prowadziła życie duchowe dość skromne i ciche. Ani rodakom swym na
wschodzie, ani Europie zachodniej ni wielkich mężów ni wielkich dzieł nie
dostarczyła. Znowu dwie smutnego tego zjawiska upatrują przyczyny: jedną
pochodzącą od strony rządu katolickiego Austrji, drugą pochodzącą z Polski.
Co do pierwszej, Austrja, prawowierna zawsze córka
Rzymu, najokropniejszymi prześladowaniami ścigała i nękała biedny lud
ewangielicko–polski na Szlązku. Posłuchajmy jak o tem się wyraża nasz Rocznik ewangelicki, który nas do powyższych kilku uwag o
polskich ewangielikach na Szlązku spowodował, i o którym właśnie pomówić chcemy.
„Nadeszły, pisze on w rozprawie VI., dla ewangelików
szlązkich nader trudne czasy i długoletnie, srogie prześladowania dla wiary ich;
lecz choć różnemi surowemi sposobami i gwałtem zmuszani bywali na wiarę
katolicką, a chociaż ich nawet i na łożu śmiertelnym zniewalano do przyjmowania
wieczerzy Pańskiej według ustawy rzymskiej, nie wygasła jednak iskierka czystej
wiary w sercach ich, ale jako klejnot najdroższy w spuściźnie ją potomstwu
przechowywali o oddawali. Pozbawieni przez długie lata kościołów i publicznego
nabożeństwa, a ścigani zewsząd od prześladowców, w lasach i jaskiniach gór
schadzali się potajemnie i odprawowali ewangelickie nabożeństwa, aż się Bóg
znowu zmiłował i swobodniejsze nadesłał czasy.”
Oczywista, że pod naciskiem takich prześladowań nie
mogło się rozwinąć swobodniejsze życie duchowe między ludnością ewangielicką na
Szlązku i że utrzymanie i bronienie swej wiary i połączonej z nią ściśle, przez
spójnię oświaty, narodowości, zajęło całe życie i stanowiło cała jej pracę
historyczną.
Drugą przyczyną upadku życia duchowego tego ludu, a to
z Polski pochodząca jest następująca. Nowowierstwo na Szlązku w wieku XVI nie
mogłoby się tak szerzyć tam i wkorzeniać, gdyby nie otrzymało pomocy moralnej od
Polski i tej jedynej podpory jakiej mu trzeba było to jest podpory oświaty.
Ale reformacja w Polsce nie była długotrwałą i oprócz
przemijającego żywszego ruchu umysłowego w wieku XVI. nic długotrwałego nie
utworzyła. To też już od XVIIgo wieku zacząwszy, pomocy moralnej nikomu udzielić
nie była w stanie, a spojnia, jaka istnieje między ludnością ewangielicką
Szlązka a Polski, ogranicza się na otrzymanej w wieku XVI. zapomodze duchowej.
Ewangielickie przekłady polskie biblji wyszłe w Polsce w wieku XVI., i postylle
ewangelickie tego samego wieku, stanowią wątek duchowy, łączący ludność
ewangelicką na Szlązku z narodem polskim. Biblije te i postylle są skarbem
duchowym, który od trzech wieków prawie przechowywa i strzeże ludność
ewangelicka na Szlązku; z niego czerpie ona prawdy i pocieszania religji i z
niego podsyca od wieków tlejący ogień uczuć narodowych.
Żywszego jednak życia duchowego od tego czasu ludność
ta mieć nie mogła, kiedy z jednej strony trwały prześladowania katolickiej
Austrji, z drugiej ewangielictwo w Polsce coraz więcej podupadło, i żadnych
zasileń moralnych udzielić nie mogło.
Ale rok przeszły, i w życiu duchowym ludności
ewangielicko-polskiej Szlązka sprowadził nagły zwrot.
Z jednej strony patent 8go kwietnia 1861 położył tamę
wszelkiemu uciskowi religijnemu ; z drugiej strony nowe życie jakie się wszczęło
roku przeszłego we wszystkich krajach polskich, rozbudziło ducha narodowego i
między ludnością polską na Szlązku, czego objawem i dowodem była deputacja,
wysłana na początku roku przyszłego od ludności polskiej na Szlązku do deputacji
galicyjskiej w Wiedniu pod wodzą Smolki. Od tego czsu o rozmaitych słyszeliśmy
już usiłowaniach na Szlązku w duchu narodowym, a do tych liczymy także Rocznik ewangielicki, do którego po długiej przedmowie
nareszcie przystępuje
Zdaje się w prawdzie na pierwszy rzut oka, że wydawca
rocznika ma nie tylko cel religijny ; przynajmniej w przedmowie nic innego nie
wypowiada. „Poznanie coraz dokładniejsze spraw i potrzeb kościoła i szkoły,
pisze on: ocenianie nowych stosunków religijnych, zachęcenie i uzdatnienie się
do zadośćuczynienia potrzebom i wymaganiem czasu, słowem, wzmaganie się coraz
większe rozwoju i postępu duchowego między ewangelikami jest teraz tem
potrzebniejsze, ponieważ tylko na tej drodze zadanie swoje spełnić a kościołowi
swemu świetną przyszłość zgotować i zabezpieczyć potrafią.”
Mimo tego pozoru czysto religijnego jednak wydanie
rocznika ewangelickiego w języku polskim jest znacznym krokiem naprzód w drodze
postępu i rozwoju narodowego. Oprócz tego treść rocznika ma tę zaletę, że
rozświeca dobrze właśnie ten punkt z przeszłości umysłowej Polski, który jest
jedynym punktem stycznym narodu polskiego z ludnością ewangelicko-polską
Szlązka, który stanowi jedyną tradycję polską tej ludności, i którego
rozświecenie najlepiej potrafi odświeżyć w pamięci ludności ewangelickiej
Szlązka ów wątek, istniejący miedzy nią a narodem polskim.
Tym punktem jest piśmiennictwo protestanckie w Polsce w
wieku 16.
Otóż pierwsze dwie rozprawy rocznika traktują o
przekładach polskich biblji, i o postyllach wieku XVI. Pierwsza z tych rozpraw
jest dośc obszerną i przedmiot wyczerpującą.
W rozprawie IV. pod napisem: Słowo o
szkołach rozbiera autor między innemi kwestje : w jakim języku wszelkie
nauki wykładać trzeba? Pytanie to, pisze autor jest tak jasne, iż samo przez się
daje odpowiedź. „Cóż jeżeli szkoła ma nas oświecać i uszlachetniać, czy można
użyć innego środka do tego celu jak mowy ojczystej? Wszakże w niej dziecię
wzrosło, przez nią nabrało pierwszych wyobrażeń ; przez nią więc jedynie dalej
postąpić może. Natrącanie młodzieży mowy obcej przez używanie jej jako języka
wykładowego, uznano wszędzie za największą tamę i przeszkodę szerzenia się
prawdziwej oświaty i jej postępu.W ewangelickich ludowych szkołach Szlązkich,
mających uczniów polskiej narodowości, wykładano zawsze naukę w języku polskim i
dla tego też większy wpływ na oświatę i przemysł ludu wywierały, niż szkoły
katolickie, w których po największej części obcego języka ( czeskiego lub
niemieckiego ) używano. Z tego pokazuje się, że używanie mowy ojczystej jako
języka wykładowego po wszystkich szkołach jest koniecznie potrzebnem. Od tego
zawisł cały los, cała przyszłość naszej młodzieży , ludu naszego i kraju
naszego.
Chociaż myśli takie jak powyższe u nas dzisiaj są dość
powszedniemi, ale jako dowód że życie narodowe na kresach Polski równego życiu
naszemu dotrzymuje kroku, są one uwagi godne.
W tym samym duchu pisze także na str. 106 o szkołach na
Szlązku pruskim pastor z Miedzyborza :
„Dawniej, tak przed 40-50 laty, byli w tutejszych
szkołach nauczyciele, którzy w ojczystym języku uczyli dzieci czytania i
wszelkich innych potrzebnych wiadomości. Polskie książki były tu tak długo do
nauki używane, aż nie przyszedł rozkaz uważania Szlązkich szkół polskich za
niemieckie, wyrugowania z nich wszelkich książek polskich, a wykładania nauk
tylko po niemiecku.”
„Postępowano tak dłużej niż cały wiek ludzki, i
przekonano się, że przez to Polaków nie da się przemienić w Niemców ; zamiast
rozwijać, przytłumiono w nich oświatę, wykształcenie i religijność. Dopiero znów
w nowszych czasach uznano, iż głównym celem szkoły nie jest rozszerzanie języka
niemieckiego, ale wykształcenie religijne i humanitarne. Ponieważ mieszkańcy
szląscy coraz więcej dopominali się zaprowadzenia języka polskiego w szkołach,
dla tego zezwolił rząd na obsadzenie polskich szkół nauczycielami, znającymi
język polski, i zezwolił na polski wykład nauk. To też było mojem ciągłęm
staraniem w tym tutejszym nieznanym zakątku świata.”
Zaiste! Tym którzy sobie podchlebiają, że nie trudno
było za pomocą silnych rządów biórokratycznych germanizować kraje polskie,
mogłaby posłużyc za przykład raz na zawsze, od podobnych myśli odwodzący,
kraina, od wieków już pod niemieckimi i germanizyjącymi rządami zostająca, od
krajów polskich zupełnie odłączona, a gdzie mimo to poczucie narodowe, polskie,
przez tyle wieków niewzruszenie tkwi ; mogłyby posłużyć za przykład, takie w
niemieckich państwach ginące drobne zakątki ziemi polskiej, a w których silnie
rządy znajdują w poczuciu narodowym nieprzełamane zapory swych usiłowań; mogliby
posłużyć za przykład nareszcie tacy
387
księża, co bez widoku sławy
lub nagrody, w nieznanym, cichym zakresie swego życia, niezmordowanie pracują i
świętej służą sprawie.
Przejdźmy jeszcze do celu, jakiemu „Rocznik
ewangelicki” głównie służyć ma : obok wspomnianego już zadania religijnego,
jakie sobie zakłada.
Otoż ma on się przyczynić do rozszerzenia oświaty
narodowej między ludnością ewangelicko-polską na Szlązku.
Równie jak w XVI wieku tak i dzisiaj, oświata polska na
Szlązku może wtedy tylko się podnieść, jeżeli ludność Szlązka zacznie brać żywy
udział w życiu umysłowem Polski, i pójdzie za duchowem jej kierownictwem, nie
zwątpiwszy bynajmniej o samodzielnej współpracy.
Ale temu uczestnictwu Szlązka w dzisiejszym życiu
umysłowem Polski stała na przeszkodzie jedna drobna okoliczność. Oto ludność
Szlązka wprawiwszy się na bibliach i postyllach polskich XVIgo wieku, pisanych
jak wiadomo pismem gockiem, kształcąc się na tych książkach aż do dziś dnia, tak
się przyzwyczaiła do tego pisma gockiego, że drukowanych pismem łacińskiem
książek nie czyta.
Jest to wielką przeszkodą ich oświaty; pisze o tem
ksiądz z Miedzyborza, bo wszystkie książki i pisma sąsiedniej Polski są dla
niech nieprzystępne. Otóż z jednej strony rocznikowi swemu zapewnić jak
największy zakres czytelników na Szlązku, a z drugiej strony wdrożyć ich w
czytanie dzieł polskich, łacińskiemi literami drukowanych i tym sposobem
roztworzyć przed nimi cały obszar dzisiejszej literatury polskiej : wydrukował
wydawca rocznik we większej części gockim a w mniejszej łacińskim drukiem.
Widzimy więc jak światlejsi rodacy nasi na Szlązku, nie
zaniechują najrozmaitszych środków i usiłowań, aby utrzymać i podniecać poczucie
narodowe ludności szlązkiej, i spojnią wspólnej oświaty z narodem polskim ją
połączyć.
Wypada nareszcie mi jeszcze pomówić o tem, jak wy z
naszej strony usiłowania te wspierać i czem do powodzenia się pomyślniejszego
pracy patriotów naszych na Szlązku przyczynić się możemy. O materjalnem wsparciu
ich przedsiębiorstw, przez kupowanie wydawanych tam dziełek, nie mówię, bo wiem,
że na dobrej woli nigdy u nas nie zbywa, a przytem dziełka takie jak „Rocznik
ewangelicki” same się treściwością i wartością zalecają.
Chcę tu tylko zwrócić uwagę na okoliczność, która
uchodzi uwadze naszej, a która szerzeniu się oświaty polskiej między Polakami
nie katolikami bardzo staje na przeszkodzie. Jesteśmy narodem przeważnie
rzymsko–katolickim, (tak mi się jako Polakowi wyrazić wypada, chociaż sam jestem
żydem,) i takeśmy zidentifikowali religię rzymsko–katolicką z narodowością
naszą, żeśmy zapomnieli zupełnie, że w tę samą narodowość wchodzi także wiele
innych wyznać. Cokolwiek więc piszemy czy robimy, chociażby to w sprawach czysto
narodowych, nie tyczących się zupełnie wyznania, robimy to wszstko tak bardzo
jako prawowierni rzymsko–katolickiego kościoła wyznawcy, że często mimowolnie
wszystkich innowierców od tychże spraw wykluczamy.
III
Zostaję tutaj tylko na polu piśmiennictwa. Kiedy
piszemy książki, czy to uczone czy nie uczone, czy poetyczne czy prozaiczne,
albo zaraz na tytule kładziemy napis, że to „dla katolików”, chociaż tam nie
takiego nie ma coby i innowierca czytać nie mógł ; albo dajemy tym książkom,
chociaż się pod żadnym względem religji nie tyczą (bo wtedy zupełnie co innego)
taki nastrój czysto rzymsko-katolicki, dla właściwego przedmiotu książki
zupełnie zbyteczny i tylko dla innowierców nieprzystępną ją robiący : albo
nareszcie, co najlepsze i nejczęstsze, psy wieszamy na wszystkie inne wyznania,
nie rozważając, że to jest najprzód w ogóle nie zbyt rozsądnem, a potem w
szczególe dla nas, którym chodzić powinno o zjednanie sobie rodaków
jakichkolwiekbądź wyznań, szczególnie nie mówię dla nas, nie bardzo politycznem.
Otóż na dowód tego com powiedział, przytocze mały fragmencik, a to tyczący się
Szlązka.
Zaczęliśmy wydawać dzieła dla ludu. Chodziło nam (jak i
teraz nam o to chodzi,) o szerzenie oświaty między ludem. Miedzy innemi,
nieboszczyk Walery
Łoziński
napisał powieść dla ludu pod tyt: „Ludzie z pod słomianej strzechy”. Wydawnictwo
książek dla ludu wydało tą powieść. Poczciwi Szlązcy chcieli z wydanej tanio
książki także korzystać, i kupują chętnie książeczke wydaną przez wydawnictwo
ludowe. Aż tu czytają między innemi o Szwedach, że to są
lutrzyska, psubraty – i oto urok minął. Z książeczki wydanej we Lwowie
Polacy szlązcy korzystać nie mogą, chociaż są szczerymi Polakami, ale tylko nie
mają szczęścia należeć do kościoła rzymsko-katolickiego. Nie mogą korzystać, boć
trudno między ludem ewangelickim rozszeżyć książkę, gdzie się znajdują wyrażenia
takie jak „lutrzyska, psubraty” trudno młodzieży ewangelickiej dawać podobne
książeczki
[1]
).
Na tem samym co większa część naszych pisarzy
stanowisku, w rzeczach religijnych stoi także pan Wincenty
Pol. W poemacie
jego : „Historja szewca Jana Kilińskiego” znajdziesz wiersze następujące : „A ty
lutrze a psia wiaro!” albo „więc twój luter Marcin zdrajca.” Jakaż
396
szkoda, że takiemi kilkoma słowami od jednego z najlepszych utworów swych
odraził tak znaczną część Polaków wyznania ewangelickiego. Bo chociaż by zalety
wszystkie poematu tego uznali, to przecież polubić trudno im wiersz, w którym
sami jako łotrzy i wielki ich reformator w tak brudny sposób szkalowani są
To jest okoliczność, na którą zwrócić chciałem swoją
uwagę szczególnie pisarzy naszych, okoliczność drobna, ale która oddala od
oświaty polskiej i piśmiennictwa polskiego całe zastępy ziomków, nie należących
do wyznania rzymskiego, a z drugiej strony nie wiem w czem by dla nas korzystną
być miała?
Zaiste! Byłby już czas, abyśmy poznali, że religia, nie
jest narodowością, i że rozmaite religije są tylko w rozmaitych formach
uwydatniejącemi się objawami jednej i tej samej myśli.
Toczyły się u nas długie kłótnie i spory między
dziennikami i stronnictwami o to : co na pierwszym miejscu, czy narodowość czy
wolność? W dzisiejszem naszem położeniu kłótnia taka zdaje mi się śmieszną, bo
niepraktyczną. Kłócimy się o coś czego jeszcze nie mamy bo mamy tylko narodowość
ale o wolności jeszcze żadnego sądu wydać nie możemy, bo jej nie znamy.
Praktyczniejszą daleko zdawałoby mi się podobna kłótnia
zmieniwszy jej przedmioty. Zamiast czy wolność czy narodowość, pytałbym się co
na pierwszym kłaść miejscu : czy narodowość czy religię? Byłby to temat do
bardzo długich i zajadłych rozpraw. Stanęłyby zapewne liczne i silne zastępy
takich, co by twierdzili : najprzód jesteśmy rzymskiemi katolikami a potem
Polakami. A kto wie jak szczupły byłby zastęp mówiących : najprzód jestem
Polakiem, a potem wyznawcą jakiejś religii. Na wszelki wypadek łącze sie temi
ostatniemi. Przyczyny tego są proste : jesteśmy narodem, a nie zakonem
religijnym.
Pokazałem na ludności ewangelickiej Szlązka, jak takie
stawianie w literaturze religji nad narodowość odraża i oddala od niej rodaków,
którzy nie są wyznawcami kościoła rzymsko–katolickiego. Kiedy przeciwnie
stawianie narodowości w pierwszym rzędzie zjednałoby dla oświaty narodowej wszystkich rodaków, chociażby najrozmaitszych
wyznań. Wtedy pojedyncze wyznania byłyby tylko obojętnemi odcieniami,
mieszczącemi się w obrębie jednej narodowości, a różniłaby tylko narodowość ale
nigdy nie różniłoby wyznanie.
Wracając do Szlązka, przestalibyśmy raz przecie Lutrów
nazywać psubratami i psiawiarami. Takiemi piis desiderris
kończę sprawozdanie z „Rocznika ewangelickiego” wskazując na końcu jeszcze jedną
okoliczność.
Kiedy na Szlązku dzisiaj pierwszy raz wyszedł „Rocznik
ewangelicki” Daniel
Neufeld
redaktor
Jutrzenki w Warszawie zapowiada pierwszy raz
„Rocznik żydowski”
Są to ważne objawy czasu.