Organizacja Żydów w Polsce, in: Dziennik Literacki,
5.04.1861, S. 217-218, Nr. 27, 9.04.1861, S. 227-228.
(Dalszy ciąg rozprawy „O przywileju
Bolesł. itd. w Nr. 85 i 86 r. 1860 Dziennika literackiego) Napisał Ludwik Gumplowicz.
I
Przywilej
Kazimerza W. z roku 1356
[1]
, tę
magna charta libertatis
żydów polskich, potwierdzali prawie wszyscy późniejsi królowie, a
mianowicie:
Kazimierz
Jagiellończyk),
Zygmunt I.,
Zygmunt
August),
Zygmunt
III.,
Władysław
IV.,
Jan
Kazimierz),
Michał),
Jan III.,
August III. i
Stanisław
August). Czy
Jan Albert),
czy
Władysław
III., potwierdzali z pewnością nie wiem;
Aleksander zaś, nietylko, że przywileju
Kazimierza W. nie potwierdził, ale nawet daleko szczuplejsze
dobrodziejstwa jakie żydom zapewniał przywilej ów niemiecki, od
Bolesława przejęty
[2]
wyraźnie im zaprzeczył, postanawiając aby tylko wyrażone tam
nieprzyjazne żydom przepisy moc prawną zachowały.
[3]
Wyjąwszy więc panowanie krótkie tylko
Aleksandra), przywilej kazimierzowski był zasadniczem prawem żydów
polskich, był podstawą, na której wszystkie ich stosunki prawne się rozwijały, w
którem wszystkie ich inne prawa i przywileje się korzeniły. Przywilej ten i
prawa w nim zawarte, wydawał żydom król, najwyższa w państwie władza. Stosunek
króla do żydów tem więcej zastanowienia godny, ponieważ zupełnie różny od
stosunku panujących do żydów w innych państwach Europy, a szczególnie w
Niemczech. Tam żydzi uważani byli, jako należący do majątku cesarzów, byli
dobrem kameralnem,
servi cameræ cesarza. Nie należeli
więc do narodu, nie wchodzili w skład jego; byli tylko prywatną własnością
panującego. Prawda , że przyczyna tego stosunku na pozór tak niesłusznego, rzuca
nań światło mniej rażące, bo cesarze niemieccy dlatego tylko żydów za własność
swą ogłosili, aby ich obronić od srogich prześladowań narodu. Bo kiedy za swoją
ich własność ogłosili, kto ich szkodował, jako szkodujący skarb cesarza (
ut dissipator cameræ nostræ) był uważany. To prawda, ale
z drugiej strony ta sama przyczyna , jakież smutne stawia świadectwo narodowi –
kiedy takich trzeba było sposobów, aby przed nieludzkiem jego prześladowaniem
zabezpieczył – ludzi, którzy mu nic złego nie robili – jakież stokroć
smutniejsze świadectwo, że i takiemi sposobami nie dość ich jeszcze
zabezpieczono.
218
W Polsce było inaczej. W Polsce żydzi
stanowili masę narodu, do jego składu należeli jako część integralna, tak dobrze
jak szlachta, chłopi, mieszczaństwo. Były to w Polsce klasy narodu, które tem
się od kast różniły, że łączenie się wzajemne prawnie nie było zakazane, a
przejście z jednej do drugiej było możebne. Między temi klasami narodu, żydzi
bynajmniej nie byli najpośledniejszą, stali bowiem zupełnie na równi z
mieszczanami, a w wielu względach nawet i wyżej. Prawa
Stefana
Batorego),
które ten do przywileju głównego jako prawo-zasadnicze dołączył, wyraźnie
opiewa:
Coæquantur cum Civibus, iisdemque liberatibus
dotantur.
[4]
)
Stosunek więc króla do żydów byt zupełnie taki sam, jak
stosunek jego do innych klas narodu, z których szlachta jako pierwsza miała
prerogatywę wybierania króla, wybierając go zaś, czyniła to szlachta jako brać
starsza, opiekująca się niby młodszem rodzeństwem, resztą narodu, o której nigdy
nie zapominając, zawsze za warunek elekcji kładła przysięgę, jako król wszystkim
klasom i częściom narodu, prawa ich i przywileje potwierdzi i zachowa.
Potwierdzenie zatem praw żydów było jednym z warunków, pod którym szlachta króla
wybierała, pod którym tenże na tron wstępywał, a potwierdzając te prawa,
dopełniał król tylko obowiązku, jakie szlachta, wybierając go, w imieniu narodu
nań włożyła. Że tak się rzecz miała, dowodem słowa, jakich na wstępie
potwierdzeń przywileju używali królowie. Oto np. wstęp potwierdzenia
Jana III. „Chociaż przy szczęśliwem na tron wstąpieniu naszem
uroczystą przysięgą i dyplomem publicznym przyrzekliśmy,
wszystkich królestwa naszego stanów, pojedynczych także władzy naszej
poddanych ludów i narodów, publiczne i prywatne prawa, przywileje, od
którychkolwiek przodków i poprzedników naszych łaskawie udzielone zachować i w
mocy prawnej utrzymać, jednak itd. na prośbę żydów osobno im jeszcze to
potwierdzenie duję.”
W tem więc leży wyższość stanowiska żydów w w Polsce,
nad stanowiskiem ich wreszcie Europy a szczególnie w Niemczech; tam byli
własnością cesarzów, nienależącą do narodu, nie mającą żadnych praw, zawisłą od
łaski panujących, u nas klasą, stanem narodu, którego prawa król pod przysięgą
obowiązywał się zachować i w mocy utrzymać. Obowiązku zaś tego większą część
dopełniał, potwierdzając przywilej żydowski główny i prawa w nim zawarte
zachowując. Te tyczyły się żydów całego, państwa w ogóle, porządkowały stosunki
całego żydówstwa polskiego w rozmiarach wielkich. Ile razy bowiem o żydach w
Polsce mówimy, uważać je musimy pod dwoma względami, a mianowicie raz, jako tę
wielką całość, jako tę klasę narodu, stanowiącą w sobie jedność, jest to
żydowstwo polskie – drugi raz jako tę niezliczoną liczbę drobnych jednostek, z
których znowu każda w sobie odrębną stanowi całość i odrębne posiada przywileje,
prawa i zwyczaje, są to gminy żydowskie czyli kahały.
[5]
W przywileju więc królewskim porządkowane były stosunki
całego żydowstwa polskiego w ogóle omijając zupełnie stosunki kanałów, tych
odrębnych państewek. Przywilej królewski głównemi rysami kreśli kontury, które
wykończenia drobnostkowego czekają.
To wykończenie, te drobne rysy, porządkujące stosunki
prawne żydów po miastach, w ich
kahałach, wykonywała
druga po królu nad żydami władza, którą, jak to orzeka przywilej Bolesławowski w
§. 8. a przywilej Kazimierzowski w §. 5. (podług
Bandtkiego §.
7.) jest
wojewoda – a mianowicie wykonywał to w swoich
porządkach.
Jak żydowstwo całe stało pod władzą króla, tak kahały
stały pod władzą wojewody. Stosunek był dość podobny. Król, wstępując na tron,
potwierdzał przywilej dla całego żydowstwa; wojewoda,
obejmując swój urząd, potwierdzał porządek wojewódzki.
Porządek taki jest właściwie tylko zastosowaniem
przywileju danego dla całego państwa do stosunków pojedynczych kahałów, i w tem
względzie można go nazwać komentarzem przywileju królewskiego. To zaś
komentowanie zostawione było wcale do woli wojewody, który znowu, nie
spuszczając się na własne widzimisię, ponieważ przywilej główny
218
dawniejszą daleko był instytucją aniżeli porządek a komentarz taki po kahałach,
wyrobił się był przez używanie jako prawo zwyczajowe, po prostu to prawo w
porządku potwierdzał.
Porządek wojewódzki zatem jest tylko stwierdzenie
prawne interpretacji przywileju głównego, jaka się przy praktykowaniu tegoż i
zwyczajów, jakie się przy zastosowaniu go do stosunków kahalnych wyrobiły.
Przywilej główny mógł czytelnik mniej więcej poznać z
dzieła
Bandtkiego):
Jus Polonicum – ponieważ zaś dla poznania takiego
porządku, niewiem gdzieby go odesłać, chyba do archiwów: zdaje mi się więc, że
najlepiej mu usłużę, podając taki jeden, który w oryginale mam pod ręką.
Porządek, w jakim mają być żydzi krakowscy zachowani;
Jaśnie Oświecony Jo Mość Książę wojewoda krakowski,
przykładem antecessorów swoich dać raczył zborowi żydowskiemu privilegium
confirmationis, libertatum et consuetudinum, które z łaski swej pańskiej w
protekcji mieć będzie.
1) Tym zaś reskryptem swoim pozwala, aby żydzi starsi
zboru kazimierskiego przy Krakowie będący, swawolnych narodu swego, zbytecznych
i rozpustnie żyjących według ekscesów karali.
2) Lubo im warowano tymże przywilejem, iż apellacje in
causis między niemi privatis i we wszelakich zgoła były do Jaśnie oświeconego
ks. JMci dopuszczone, jednak aby to nie czyniło żadnej wątpliwości tak się
deklaruje, iż w sprawach, które nie przechodzą taksy sta złotych sine
appelalione ma być decyzja, a na wyższy valor we wszystkich sprawach prostych i
do membranu sprawa ma być dopuszczona. Sprawy zaś, na których decizją sędzia
nasz z starszymi żydowskiemi zgodzić się nie będą mogli, do księcia JMci mają
być remitowane.
3) Prawem warowano żydom, aby ich w święta nie sądzono,
co się też rozumieć ma i o Bosinach i dniach dziewięciu żałobnych, o jarmarku
sławnym Jarosławskim i na Gromnice.
4) Wielkie się zda być uboższym ludziom uciążenie,
gdyby zastawy małych fantów prezentowane były sędziemu żydowskiemu, przeto tak
mieć chce książę JM. aby walor fantu dwunastu złotych przed szkolnikiem był
prezentowany i wpisany. A większe zastawy swój porządek zwyczajny mieć będą.
5) Win żydowskich taksa czyli prowent zwyczajny od
każdej beczki wina pół garnca do taksy należący, książę Jm. do prowentu swego
przyłącza, czem żydzi zawiadywać będą a pan podwojewodzy
żadnego sobie ztąd użytku uzurpować niema.
6) Trafiłoliby się, żeby który z żydów podupadł, a za
dekretem musiałby się kredytorom swoim fantami iścić, tedy do taksowania onych
fantów Jm. pan sędzia dwóch chrześcian wiary godnych a żydzi starsi dwóch żydów
także wiarogodnych na osobne miejsce przydać i wysadzić mają, według których
oszacowania kredytorowie fanty one przyjmować będą powinni.
(Następuje podpis, z którego, chociaż prawie cały
zatarty, jednak wyczytać można: Vladislaus Dux. Przepisy tego porządku noszą na
sobie niezaprzeczoną cechę największej łagodności.)
To też w samej rzeczy stosunek wojewody do żydów nazwać
by można w pewnym względzie serdecznym. Byl on ich opiekunem we wszystkich losu
kolejach; był ich obrońcą ciągłym przeciwko ich wiecznym i zaciętym
nieprzyjaciołom, przeciwko kupiectwu i rzemieślnictwu niemieckiemu, osiadłemu po
miastach.
We wszystkich dolegliwościach i nieszczęściach udawali
się oni do wojewody, a nigdy daremnie. Często, mając respekt na straty, jakie
ponieśli przez ogień lub wodę, lub powietrze, uwalniał ich na czas jakiś od
podatków, jakie winni byli opłacać itp. Oni też w aktach urzędowych nazywają go
zazwyczaj protektorem swoim.
Wziąwszy w jedno działania odnośnie do żydów dwóch
władz, przedstawiających się nam w przywileju głównym i w porządkach, otrzymamy
jedną część obrazu organizacji żydów, którą nazwę po dzisiejszemu
biórokratyczną.
Drugą część stanowi samorząd żydów.
Podobnie jak w pierwszej części mamy i tutaj do
czynienia z dwiema władzami, z których jedna stoi nąd cąłem żydowstwem polskiem,
drugą znajdujemy nad każdym kahałem.
Pierwszą jest zjazd rabinów i uczonych z całego państwa
, przedstawia on nam samorząd całego. Żydowstwa polskiego. Zjeżdżali się nań
rabini i uczeni żydowscy z czterech głównych prowincji państwa, z wielkiej
Polski, z małej Polski, z Rusi i Wołynia.
[6]
Zjazdy te nie odbywały się na pewnych miejscach, ale
zazwyczaj w w stawnych miastach jarmarcznych, jak np. w Jarosławiu a mianowicie
podczas jarmarków. Zjazd ten rabinów, niby sejm główny żydów polskich ,
obwieszczał rozmaite postanowienia, obowiązujące żydów w całej Polsce. Kara,
jaką sprzeciwiającemu się tym postanowieniom grożono, była zazwyczaj klątwa.
Postanowienia takich zjazdów wciągnięte zostały w księgi kahalne tego miasta, w
którem zjazd się odbywał, z tem zastrzeżeniem, aby corocznie świeżo były
obwieszczane.
Drugą władzą byt sąd kahalny, przedstawia on nam
samorząd pojedynczych kahałów. Był on w gminach i miastach żydowskich, tem
samem, czem w miastach magistraty. Skład sądów kahalnych był w rozmaitych
miastach rozmaity, różne też nosił nazwiska.
Miał on podobnie do wszystkich sądów średnich wieków
zarazem władzę
administracyjną i sądową. Obie zaś
oznaczone miały pewne swe granice, zakreślone im to przez porządki wojewódzkie,
to przez przywileje lub dekrety królów. Co się tyczy władzy sądowej, sądził on
sprawy żydowskie w instancji pierwszej. (Drugą stanowił wojewoda, trzecią król.
Przyw, Kazim.) Nietylko zaś sądził sprawy między żydami, ale chrześeianie
często, czując się od żydów pokrzywdzeni, pozywali ich do sądów kahalnych.
[7]
Co się zaś tycze władzy administracyjnej, był przy
sądach tych zarząd wewnętrzny całego kahału. Kary były najrozmaitsze, wiadomo,
że sąd kahalny poznański miał prawo karać nawet i śmiercią
[8]
Zjazdy rabinów i uczonych i sądy kahalne,
przedstawiające żydowstwa i kahały polskie, musiały mieć jakichś pośredników
między sobą a dwiema władzami państwa, którym podlegały tj. królewską i
wojewódzką.
Temi pośrednikami byli: syndyk
generalny żydów królestwa polskiego i rabini pojedynczych kahałów.
Pierwszy, syndyk generalny, był najwyższym urzędnikiem
między żydami polskimi. Był on wybrany od króla, chociaż zdaje się nie bez tego,
aby żydzi kandydatów swych nie przedstawiali. Musiał on, jeżeli nie prezydować
to przynajmniej udział brać w zjazdach rabinów. Przed królem reprezentował on
swoich współwyznawców i byt niby ich ambassadorom przy dworze. Prowadzenie
wszystkich spraw żydowskich, które rozstrzygnienia króla czekały, do niego
należało. Jego staraniem miało być także wyjednanie potwierdzenia przywileju
głównego od każdego nowo obranego króla, co wprawdzie było tylko formalnością,
gdyż potwierdzenie to król w przysiędze inauguralnej uczynił, jednak zwyczajem
ustaloną. (Patrz wyżej)
Czacki wzmiankę
robi o takim syndyku generalnym pod
Zygmuntem I.,
którego on zaś nazywa starszym żydowskim, jest to
Michał Z
Brześcia). Tegoż przywilej nominacyjny, jako też wielu jego następców
mianowanie czytał
Czacki w metryce
litewskiej. We wstępach potwierdzeń przywileju głównego przez
Jana
III. i
Michała są także wzmiankowani ci syndycy|generalni. Nazwisko zaś jego w
potwierdzeniu
Jana III).
tak jest wytarte, ie wyczytać nie można, w potwierdzeniu
Michała nazywa się on
Mojżesz), co znaczy Mojżesz syn Marka
Drugim takim pośrednikiem między władzą żydowską a
władzą państwa, a mianowicie między sądem kahalnym a wojewodą był
rabin. Był on głową kahału, a prezydentem sądu kahalnego.
Na urząd swój wybierany był przez gminę a potwierdzony przez wojewodę.
Czacki utrzymuje, że byli w Polsce jacyś arcyrabini, którzy początek
swój wzięli
219
od owych starszych żydowskich. Zdaje mi się jednak, że
to twierdzenie jest mylne, gdyż ani w języku hebrajskim ani w mowie żydowskiej
ładnego takiemu urzędowi odpowiedniego nie znajduję nazwiska. Kładła wprawdzie
niektórych rabinów wyżej nad swych kolegów opinja publiczna, ale pochodziło to
albo od sławy uczoności albo od znaczenia miasta i starożytności gminy, nie było
zaś nigdy wyższości officjalnej.
Kahały polskie z rabinami na czele w swoim rodzaju są
tak szczególnem zjawiskiem, jak podobnego nigdzie i nigdy nie napotykamy. Są to
małe rzeczypospolite z prezydentami własnego wyboru na czele, a gdy by się kto
patrzał na ich rządzenie się prawem własnem, prawem Mojżesza i talmudu, zaiste
myślałby, że jest w jakiemś przedmieściu Jerozolimy – a gdyby z zawiązanemi
oczyma prowadzono go po niezliczonych tych miasteczkach, z jednego kahału do
drugiego, nie pokazując mu reszty kraju, mniemałby się nie w Polsce, ale w
Palestynie.
(D. n.)
(Dokończenie.)
Skreśliłem obraz z przeszłości, niech mi wolno będzie
rzucić okiem na teraźniejszość.
Kiedy dawniej tak ładnie to wszystko było, kiedy w
owych ciemnych wiekach, roztaczają się nam tak jasne obrazy, zkąd dzisiaj ten
nieszczęśliwy rozłam, zkąd dzisiaj w wieku naszym oświeconym te gęste ciemności?
Prawda, że to ładnie było wszystko, ale jeden błąd
fatalny niewidome ciągnie się przez długi pas wieków, a klątwa tego błędu wzmaga
się jak lawina, spadając z pokolenia na pokolenie, póki ogromem na pozór
nieprzebytym, nie runęła między nas.
Kiedy żydzi w 10, 11 i 12 wieku, uciekając przed
prześladowaniem Niemców, którzy ich niszczyli ogniem i mieczem, chronili się do
Polski, język ich byt językiem ich nieprzyjaciół.
Uszli na zawsze prześladowaniom Niemców, Polska
gościnnie ich przyjęła – przeklinali Niemców w ich języku ojczystym,
błogosławili Polakom w języku złowieszczym ich nieprzyjaciół.
Królowie nadali ich prawami i przywilejami, przyjęli
ich w łono narodu , ustalili ich stosunki prawne, żydzi weszli w skład narodu,
ciężary państwa nosili zarówno, płacili podatki zwyczajne, w razach potrzeby
nadzwyczajne, lecz ani królom ani żydom nie przyszło na myśl, aby język ich
niemiecki zastąpiono polskim. Zrzucili byli żydzi ubiór niemiecki, przyjęli
polski, ale nie pojęli, że powinni zrzucić wszystko cokolwiek z kraju
nieprzyjaciół przynieśli; że im to nigdy nic dobrego nie przyniesie; – i
zachowali język swych nieprzyjaciół.
Osiedli w miastach, trudnili się kupiectwem i
rzemiosłem; niemieckie kupiectwo i rzemieślnictwo było ich konkurentem, a zatem
naturalnym nieprzyjacielem, po wszystkich miastach toczyła się długa a zacięta
walka przez ciąg wieków; żydów broniła szlachta, mieszczan protegowało
duchowieństwo. W tej walce z jednej strony widzimy żywioł niemiecki, z drugiej
protegowany od szlachty żywioł antiniemiecki w miastach,
żydów.
A język ich był językiem ich nieprzyjaciół. I błędu
tego nie widziano; że tak źle się dzieje, nie pojęto.
Czyż się dziwić temu mamy? Do pojęcia czego dziś
wystarcza prosty rozum , wtenczas trzebaby było chyba natchnienia proroczego.
Cóż bowiem znaczyła w Polsce taka drobnostka jak język?
Któż na to uważał! W Polsce, gdzie koło najrozmaitszych strojów panowały
najrozmaitsze jeżyki, gdzie jedne i drugie zarównie podlegały modzie – w Polsce
gdzie magnaty i dwór dziś po hiszpańsku jutro po włosku, po jutrze, po francuzku
mówili, gdzie szlachcic mówił po łacinie, chłop po polsku, mieszczanin po
niemiecku. W tej istnej wieży babilońskiej, któż mógł przywiązywać jaką wartość
do języka? Któż nareszcie miał szanować i czcić język krajowy ojczysty, kiedy ci
co na czele narodu stali znaczeniem i wykształceniem, dwory i magnaty, niem
pogardzali i poniewierali i czy się nim mieli zająć może żydzi. Ale przecież
żydów język ich powszedni nie miał żadnego znaczenia. Im w przeciwieństwie do
języka swego świętego wszystkie inne języki były niby pogańskiemi. Językiem
religijnym, liturgicznym był u nich hebrajski. W nim zanosili przed Jehową
modlitwy, prośby, skargi i dzięki. Język hebrajski był dalej ich językiem
piśmiennym, którego jedynie w dziełach i listach używali. Właściwie zatem nie
mieli innego języka, tylko że do porozumienia się z chrześcianami używali
mieszaniny z niemieckiego, polskiego i hebrajskiego, w której jednak niemieckie
przeważało. Jednakże mowa ta po większej części niemiecka, nie przeszkadzała im
nigdy być dobrymi obywatelami kraju. Bo omijając wszelkie
ofiary pieniężne jakie stokroć w potrzebach nosili krajowi, gdy pojęcia czasu broniły im nieść w ofierze życie i krew na
polach bitew, nigdy jednak tej ofiary nie skąpili, kiedy nieprzyjaciel zbliżał
się do miast, kiedy Tatarzyn je nachodził lub Szwed do oblężeń przystępywał.
Wtedy podczas gdy szlachta w otwartem polu z nieprzyjacielem bitwy staczała,
żydzi zarówno z mieszczanami sypali szańce i obwarowywali miasta, ostatnie
nieraz rodzin szlacheckich schronienia, a broniąc miast tych i murów, legli na
sypanych przez się szańcach od pocisków i strzał nieprzyjacieli.
Cóż więc szkodziło, że nie mówili językiem krajowym? I
zostawiono ich przy mowie niemieckiej; To jest ów błąd; którego smutne skutki
czuć się nam dały; to jest owa lawina, która ogromem na pozór nieprzebytym,
stoczyła się między nas.
Pierwszy sejm czteroletni pomyślał o wprowadzeniu
języka polskiego między żydów polskich. Niestety! za późno już było i nietylko
na tę reformę.
Naród, ochłonąwszy z długiego szału, ujrzał się na
brzegu przepaści, a brzeg był poderwany, nie było ratunku. Nastały ciężkie
czasy. Trzeba było powstać całemu narodowi wraz, i powstał. A że wiatr z zachodu
przyniósł był nowe pojęcia, więc ruszyli i żydzi w pole, by stanąć przeciw
wspólnemu nieprzyjacielowi, ale wszystko, i walki nawet były zapóźne, daremne.
Polska przyszła pod obce rządy, i któż się teraz miał
zająć wykonaniem myśli sejmu czteroletniego? A teraz właśnie potrzebniejsze było
zajęcie się tą sprawą aniżeli kiedy. Bo pierwej właściwym żydów językiem był
hebrajski. Teraz zaś, kiedy i ich budzić zaczął świt dziewiętnastego wieku,
kiedy występywać zaczęli z martwych form, z martwego snu średniowiecznegu, kiedy
rzucając nierozumne zajęcie się talmudem, udział brać zaczęli we wszystkich
kwestjach wieku naszego, słowem kiedy kształcąc się wstąpili w życie, nie mogli
dłużej zachować języka nieżyjącego, musieli się z nim rozstać, a przywłaszczyć
sobie jakiś język żyjący. I w tej właśnie chwili cisnął na nieb z wszech stron
wpływ germanizujący. Bo omijam wpływy rządów austrjackiego i pruskiego. Te małej
były wagi. Ale ci mężowie, którzy pierwsi pochodnię cywilizacji rzucili między
żydów polskich, Mojżesz
Mendelsohn
i uczniowie jego, byli Niemcami.
Ze strony Polaków żaden wpływ nie równoważył ani
niweczył ów niemiecki. I tak nareszcie przyszło, że żydzi, kształcąc się,
kształcili się po niemiecku. Sądząc z przeszłości, zdawałoby się, ie ta
okoliczność nie będzie w stanie zachwiać stosunku dobrego, jaki od dawna istniał
między żydami a resztą narodu, nie będzie w stanie zniszczyć dawnej między niemi
solidarności. A przecież tak się stało.
Po stracie ojczyzny świętym stało się Polaków
obowiązkiem ratować przynajmniej i pielęgnować swą narodowość. Częścią
narodowości uprzedzili byli Polacy kilka dziesiątkiem lat czasy najnowsze.
Język, najzacniejsza cecha narodowości, stał się przedmiotem największej czci,
największego zamiłowania, co więcej w zapale patrjolycznym język stał się cechą,
hasłem narodowości. Kto polskim mówił – miany był za Polaka – kto niemieckim za
Niemca, a żydzi mówili niemieckim.
W tem upatrują pierwszą i najgłówniejszą przyczynę
nieprzyjaznych stosunków, jakie w naszych czasach między żydami a resztą narodu
się wyrobiły, a które w księstwie poznańskiem doprowadziły do zupełnego
odpadnięcia żydów od narodowości polskiej.
Oprócz tej, inno jeszcze okoliczności przyczyniły się
do tego nieszczęsnego rozstroju, z których kilka nie były nowe, ale w dawnych
dziejach się korzeniły, z dawnych datowały się wieków. Tutaj krótko jetylko
wskażę.
228
Po miastach kupcy i rzemieślnicy
niemieccy, którzy po przyjęcie języka polskiego, związani jedną religją z
narodem, zlali się z nim zupełnie, zachowali dawną nieprzyjazń i nienawiść
przeciw swoim konkurentom. Prześladowania ich teraz inny wzięty charakter, inny
teł wywołały skutek. Trzeba na to zwrócić uwagę. Dawniej kupcy i rzemieślnicy po
miastach byli niemcami, i jako tacy prześladowali żydów. Żydzi więc, jakem to
wyżej wzmiankował, w tych walkach przedstawiali żywioł antiniemiecki, polski – i
jako taki broniła ich szlachta. Dzisiaj kupieolwo i rzemieślnictwo po miastach
stało się polskiem, zachowując z niemieckiej swej natury, tylko jedno, zazdrość
kramarską. Dzisiaj więc; prześladowali żydów jako Polacy, a żydzi ujrzeli się
nagle w walce przeciw Polakom.
Mieszczaństwu jak dawniej asystowało dzielnie
duchowieństwo, rozdrażniając ciągle z ambon lud przeciwko żydom.
Ostatni zaczynając się kształcić, żądać także zaczęli
równouprawnienia. Rządy niemieckie temu sprzyjały, dziwne zjawisko, że Polacy
silnie się temu sprzeciwiali.
Takie okoliczności nie mogły utrzymać stosunków
przyjaznych. Mimo to żydzi, ile razy szło o sprawę narodu całego, ile razy naród
czy cały, czy częściowo podniósł się, zapominali wszelkich uraz i stawali w
szeregach współobywateli, ale ledwie chwile takie przeminęły, dawne waśnie
wracały.
W gronie reprezentantów całej Galicji, gdy deputacja
polska zebrała sie przed kilką miesiącami w Wiedniu, doktor
Oettinger), poseł żydów krakowskich, w imieniu żydów polskich, jak
tylekroć przy podobnych okazjach sio działo, złożył solenne oświadczenie, że
żydzi polscy nie są i niechcą być niczein innem jak Polakami. A reprezentacja
Galicji, magnaci, szlachta, mieszczanie rzęsistym przyjmując oklaskiem mowę
Oettingera), solennie i publicznie nadwątlony węzeł braterstwa
wzmocniła.
[9]
Była to piękna chwila. Ale w smutne bogaci
doświadczenia, pytamy; czy wrócą dawne waśnie, czy ustali sie nareszcie zgoda?
W obce niepewnej przyszłości, jeden zawsze zostaje
obowiązek: poczciwe działanie.
Bracia starozakonni! Pierwszą a najgłówniejszą
przyczyną nieprzyjaznych stosunków między współobywatelami naszymi a nami jest
różność mowy.
Trzeba się więc wziąść do pracy, szczególnie wam,
bracia młodzi! Trzeba się wziąść do pracy z całą energją młodości, bądźmy
niezmordowani w uczeniu się samych, w nauczaniu drugich, w szerzeniu przez kraj
cały myśli zbawiennych.
Przedewszystkiem zaś jedno. Nie dajmy się odstraszyć
żadnemi przeciwnościami, żadnem prześladowaniem z jakiej bądź strony, bądźmy na
to przygotowani. Pamiętajmy, że tak dobrze, jak Dr.
Oettinger nie
mógłby ręczyć za sposób myślenia wszystkich żydów Galicji, tak dobrze
reprezentacja kraju nie ręczyłaby za dobre chęci wszystkich mieszkańców kraju. Z
niejednej pewnie strony czeka nas prześladowanie i nienawiść. Przypiszmy to
wielu niegodziwościom i wstecznościom, tak dobrze z naszej strony jako też ze
strony naszych rodaków chrześcian. Przypiszmy to zresztą czemukolwiek chcemy,
ale nigdy nie dajmy się tem sprowadzić z raz obranej drogi – w przeświadczeniu,
że tą drogą jedynie wiedzie nas sumienie i obowiązek, że działanie nasze jest
poczciwe, nareszcie, że tą drogą idąc, służymy narodowi i ojczyźnie.
* * *
Łaskawy czytelniku! Czy mam cię może przepraszać za
zawód, jaki ci zrobiłem? Zacząłem pracę historyczną, a skończyłem na czemś na
kształt odezwy. Ale zważ, czyby to nie było grzechem śmiertelnym, zagrzebać się
dzisiaj w przeszłości, nie troszcząc się, przemilczając teraźniejszość?
Zdaje mi się owszem, że każda historja powinna być
dwulicowym bożkiem Janusem, a patrząc sią poważną starca twarzą w przeszłość,
młodzieńczem obliczem przemawiać do teraźniejszości.